40 lat temu…

0

…25 października o godz. 20.35 przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała imiona Elżbieta, Krystyna. Dziś, jeszcze bez okularów, siedzi przed monitorem i pisze kilka słów refleksji. W czasie swojego życia spotkała wielu dobrych ludzi, szczęście nie raz pukało do jej drzwi, a w sercu zagościła miłość. Nie ma jednak róży bez kolców. Bywały dni smutne i zdarzenia, po których zostały blizny. Bilans jest jednak na plusie!

O poranku otrzymałam piękny prezent od najbliższych – pierścionek z brylantem. Będę miała kiedyś, co przekazać swojej córce na pamiątkę, choć i tak wiem, że najważniejsze są wspomnienia noszone w sercu. Może spoglądając na błyszczący kamyk przypomni sobie, jak odwiedzając kolejne sklepy jubilerskie ze swoim tatą, szukała pierścionka dla 40-letniej matki. Choćby tyle…

Ten dzień od rana był pełen niespodzianek. W pracy przygotowałam poczęstunek dla moich koleżanek i kolegów. Zasiedliśmy przy słodkościach i prowadziliśmy miłą pogawędkę. Na pamiątkę moich okrągłych urodzin otrzymałam wspaniały prezent. Idealnie utrafił w moje potrzeby. Jest to przepiękny album podróżniczki Beaty Pawlikowskiej o Chinach – moim kolejnym miejscu marzeń. Pierwszym była grecka wyspa Santorini, którą odwiedziłam z najbliższymi w tym roku, oczywiście pod kątem mojej 40-tki.

Wieczorem oczekiwaliśmy naszych przyjaciół. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłam najpierw ujrzałam tylko róże. Ogromny bukiet róż! Piękny i ciężki, niemal jak życie. Moja ukochana Emila Jelińska z mężem Pawłem świętowali tego dnia z nami moje urodziny. Był francuski szampan i kawior, cudowna atmosfera, mnóstwo wzajemnej życzliwości i dobrego humoru. W międzyczasie odwiedził nas sąsiad zza ściany, który w imieniu pozostałych członków rodziny wręczył mi słodki bukiet cukierkowy.

Bawiliśmy się świetnie. Synowie naszych gości Mieszko i Kuba, którzy przyjechali po rodziców, dołączyli do nas na koniec. To był dzień pełen wrażeń. Otrzymałam również mnóstwo pięknych życzeń od przyjaciół na Facebooku. Tyle ciepła, ile otrzymałam tego dnia, wystarczy mi na, co najmniej kolejnych 40 lat.

Cieszą mnie oczywiście wszystkie prezenty, ale najcenniejsze są uczucia, które towarzyszyły podczas ich wręczania. To był największy i najbardziej niezwykły podarunek. Wiem również, że prawdziwych brylantów nie noszę na swoim palcu, a w sercu. Mój mąż Ryszard i córka Karolina to najprawdziwsze, bezcenne brylanty.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

PS. Dziękuję raz jeszcze wszystkim za każdy gest, dobre słowo i pamiątki, które będą mi przypominać ten wyjątkowy dzień.

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz