42 lata temu…

0

…25 października o godz. 20.35 przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała imiona Elżbieta, Krystyna. Dziś, jeszcze bez okularów, siedzi przed monitorem i pisze kilka słów refleksji. W czasie swojego życia spotkała wielu dobrych ludzi, szczęście często pukało do jej drzwi, a w sercu zagościła miłość. Nie ma jednak róży bez kolców. Bywały dni smutne i zdarzenia, po których zostały blizny. Bilans jest jednak na plusie!

Co roku zamieszczam ten tekst, ale rośnie cyfra w tytule, inne również nachodzą mnie refleksje. Najbliżsi przygotowali dla mnie wyjątkowy prezent. Niespodzianka była udana pod każdym względem. Urodziny spędziłam w gronie oddanych i niezawodnych przyjaciół Emilii i Pawła, którzy są jak rodzina i swoją obecnością, w ten ważny dla mnie dzień, sprawiają mi ogromną radość.

Największa wirtualna impreza odbyła się natomiast na facebooku. Blisko 90 osób wysłało mi urodzinowe życzenia. To było naprawdę cudowne uczucie! Były ogromne bukiety kwiatów, specjalnie dedykowane utwory, dziesiątki miłych słów. Każdemu podziękowałam, ale robię to raz jeszcze z ogromną przyjemnością. DZIĘKUJĘ!

Fajniej żyć, gdy wokół jest tyle przyjaznych osób. W najbardziej ponure dni, kiedy chmury przysłonią moje niebo, sięgnę do tych ciepłych życzeń, aby się przy nich ogrzać. Cytując Marka M. w moim nowym roku życia pomyślę też o marzeniach niedomarzonych i pasjach nieurzeczywistnionych. Zapadły mi również w pamięć słowa Pana Janusza F., który życzył mi:

Miłości do siebie – abym prawdziwie kochając siebie, nauczyła się kochać innych.
Miłości do życia – aby każdy poranek wywoływał uśmiech na mojej twarzy już samym faktem, że właśnie nastąpił.
Miłości do ludzi – abym od przyjaciół wiele oczekiwała jednocześnie niczego nie żądając, a nieprzyjaciół potrafiła wprawić w zadumienie swoim postępowaniem wobec nich.
Miłości do przyrody – aby każdy wschód słońca, zachód, widok ze szczytu góry powodował we mnie nieopisaną, dziecięcą radość.

Były również słowa Justynki S., która życzyła mi osiągnięcia wszystkich szczytów. Dużo czekolady od Marcina A. Bardzo oryginalny okazał się Krzysiu Ch., który nie wręczył kwiatów, bo – jak wynikało z zadedykowanej piosenki – najpiękniejsze i tak otrzymuje się… na pogrzebie.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

P.S. Mnie udało się za życia, zresztą nie po raz pierwszy, otrzymać wyjątkowo piękny bukiet, tym razem tulipanów i to w październiku! Dziękuję.

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz