43 lata temu…

0

…25 października o godz. 20.35 przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała imiona Elżbieta, Krystyna. Dziś, jeszcze bez okularów, siedzi przed monitorem i pisze kilka słów refleksji. W czasie swojego życia spotkała wielu dobrych ludzi, szczęście często pukało do jej drzwi, a w sercu zagościła miłość. Nie ma jednak róży bez kolców. Bywały dni smutne i zdarzenia, po których zostały blizny. Bilans jest jednak na plus!

Co roku zamieszczam ten tekst, ale rośnie cyfra w tytule, inne również nachodzą mnie refleksje. Jak zwykle nie zawiodła moja ukochana przyjaciółka Emilia, która poza bukietem pięknych róż przyniosła mi kawał (dosłownie) swojego sernika. Palce lizać!

Dzień moich urodzin wypadł tym razem w dzień wyborowy (nie mylić z „czystą”), to znaczy wyborczy. Wyborowa (ta w butelce) była chyba jednak w użyciu, bo społeczeństwo mocno przeżyło wyniki wyborów. Jedni pili ze szczęścia, drudzy z rozpaczy. Impreza zatoczyła więc szeroki krąg. Takiej imprezy to ja jeszcze w życiu nie miałam!

Dla mnie najprzyjemniejsza wirtualna impreza odbyła się na facebooku. Blisko 120 osób wysłało mi urodzinowe życzenia. To było naprawdę cudowne uczucie! Ogrom dobrych życzeń dodał mi energii. Otrzymałam piękne bukiety kwiatów, torty słodkie i kwiatowe, specjalnie dedykowane utwory, dziesiątki miłych słów. Każdemu podziękowałam z osobna, ale robię to raz jeszcze z ogromną wdzięcznością. DZIĘKUJĘ!

Fajniej żyć, gdy wokół jest tyle przyjaznych osób. W najbardziej ponure dni, kiedy chmury przysłonią moje niebo, sięgnę do tych ciepłych życzeń, aby się przy nich ogrzać. Mój radiowy kolega Marek Marecki jak zwykle dał popis swojej twórczości. Aż mi dech zaparło. Posłuchajcie:

„W nowym roku życia tylko takich dni i nocy, po których zostają wspomnienia (miłe) i żal, że się skończyły. Wielu chwil odmierzanych zapierającym dechem w piersich, zmartwień i trosk jak na lekarstwo, planów konsekwentnie realizowanych i marzeń mimochodem domarzonych. Tego wszystkiego zaś w wyśmienitej, godnej pozazdroszczenia kondycji!”

Można czytać bez końca. Pośród wielu, wielu życzeń były słowa o duchowych rozkoszach, wytrwałości w dążeniu do celu i otaczania się życzliwymi ludźmi. Gdyby zliczyć wszystkie składane mi setki (nie te w kieliszku) musiałabym żyć przynajmniej kilka tysięcy lat! Nie wiem czy dam radę, ale w tak doborowym towarzystwie, z radością wkraczam w kolejny 44 rok życia. Na zdrowie!

Elżbieta Sandecka-Pultowicz
foto Aga Hamelusz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz