Archiwista w Policji

0

Można uznać ten zawód za najnudniejszy na świecie. Co może być bowiem pasjonującego w przekładaniu papierów? Dla archiwisty to codzienność, z którą Piotr Larek z Wydziału Ochrony Informacji Niejawnych i Archiwum KSP chętnie spotyka się już od 25 lat. To tylko z pozoru mało interesujące zajęcie, ponieważ zawartość akt może spowodować przyspieszoną akcję serca.

Historia mierzona kilometrami

Gdyby ustawić w szeregu wszystkie teczki znajdujące się w archiwach Komendy Stołecznej Policji, ich długość wyniosłaby przynajmniej pięć kilometrów. Tak można zobrazować obszar, w którym na co dzień poruszają się osoby pracujące w stołecznej Sekcji Archiwum. Każdy tom wymaga przejrzenia, sprawdzenia liczby kart, nadania klasyfikacji zgodnej z Jednolitym Rzeczowym Wykazem Akt Policji, a także określenia wymaganego okresu przechowywania. Pozwala to usystematyzować wszystkie dokumenty i umożliwić szybkie odszukanie akt danej sprawy.

policyjny_archiwistaAnielska cierpliwość

Dlatego w tym zawodzie niezbędna jest cierpliwość, dokładność, skupienie i znajomość przepisów prawa. Przydaje się też siła mięśni, zwłaszcza podczas przenoszenia grubych tomów. – Podczas zarządzonego niedawno generalnego przeglądu akt w KSP dotarliśmy do najgłębszych zakamarków. W takiej pracy nietrudno się ubrudzić i umęczyć przenosząc stosy dokumentów – mówi pan Piotr. – Wprowadzenie komputeryzacji niestety nie zmniejszyło ilości papierów. Powinniśmy odchodzić od „produkowania” dokumentów, a jednak częściej się zabezpieczamy, powielając ich liczbę. Ciągle aktualne jest powiedzenie, że nic człowieka tak nie brudzi, jak atrament.

Młody rodzynek

Pan Piotr trafił do działu archiwum stołecznej komendy jako 23-latek. Była to wtedy komórka zdominowana przez kobiety, które traktowały go jak niemal jak syna. Dziś sam określa się mianem „dziadka”, bo ma w sekcji najdłuższy staż. Teraz on patrzy na młodych, którym przyświecają inne priorytety.

– Przyjąłem założenie, że szukam pracy w granicach od 8.00-16.00, a wychodząc zapominam o wszystkim. Udało mi się to w pełni zrealizować. Cenię sobie czas wolny, stąd mój styl i rodzaj pracy zawodowej. Zawsze chciałem przekładać papierki. Archiwistyka w pełni mi to umożliwiła i jest dziś moją pasją. Zajęcie wydaje się proste i monotonne, ale każda sprawa jest inna, wymaga indywidualnego podejścia, analizy i przyporządkowania odpowiedniej klasyfikacji. To naprawdę może być wciągające. Przez lata obserwuję, jak nowo przyjęci pracownicy zaczytują się w aktach, a z czasem nabierają pokory wobec złożoności tej problematyki – mówi pan Piotr. Jedną z najważniejszych cech archiwisty jest dyskrecja. – W zupełności pokrywa się to z moimi założeniami i po godz. 16.00 o wszystkim zapominam – szczerze przyznaje.

archiwum_policyjneDreszcz emocji

Piotr Larek pochodzi z rodziny policyjnej, ale nigdy nie chciał założyć munduru. Kiedy trafił do komendy stołecznej, rozpoczął pracę w archiwum. Chciał rzucić robotę już po pierwszym dniu, ale przemógł się i – jak twierdzi – był to jego przełomowy moment w życiu. Przez pięć pierwszych miesięcy siedział sam w pokoju i „ozetował” dokumenty. I właśnie w owym czasie doszło do niecodziennych przemian ustrojowych w Polsce. Był rok 1990 i rozpoczęło się przekazywanie akt zgromadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa do Urzędu Ochrony Państwa. Do jego rąk z dnia na dzień trafiły notatki tajnych współpracowników bezpieki. Nie było wtedy jeszcze ustawy o ochronie informacji niejawnych, ani poświadczeń bezpieczeństwa. Stawiano jedynie wymóg podpisania kartki zobowiązującej do zachowania tajemnicy.

– W jednej chwili stałem się posiadaczem skrzętnie gromadzonych akt. Były to niezwykle ciekawe i interesujące informacje, dotyczące niemal wszystkich sfer życia. Nagle do mojej świadomości przeniknęły informacje o życiu ludzi ze świata polityki, artystów, znanych osób w kraju. Przeglądałem dokumenty z wypiekami na twarzy. Nigdy później żadne dokumenty nie wywarły na mnie takiego wrażenia – po 25 latach przyznaje archiwista. Spośród przeglądanych akt jego zainteresowanie wzbudziły również ręcznie pisane meldunki milicyjne z lat 40. Stanowiły one cenny materiał źródłowy o relacjach ludzkich i sytuacji w kraju, przedstawianych z perspektywy zwykłych ludzi. Dla pasjonata książek historycznych, do których niewątpliwie zalicza się pan Piotr, to arcyciekawa lektura.

Ucieczka w fantastykę

Trudno archiwistom oprzeć się lekturze głośnych zabójstw czy skomplikowanych śledztw. Zwłaszcza na początku wydaje się to fascynujące, szczególnie w konfrontacji z medialnymi doniesieniami. Z każdym kolejnym morderstwem, a jednocześnie przełożonym tomem akt sprawy, głód czytania mija.

– Mam to już za sobą. Ileż można przyglądać się tragicznym historiom ludzkim? Z dystansem obserwuję ten stan u młodych pracowników. W którymś momencie pojawia się zmęczenie, a nawet niechęć do śledzenia tego rodzaju spraw, bo stanowią zbyt duże obciążenie. To ważny moment w życiu archiwisty, bo wtedy staje się prawdziwym profesjonalistą, potrafiącym oddzielić sensację od zwykłego porządkowania kartek papieru. Znalazłem swój sposób na odreagowanie. Uciekam w fantastykę, którą kocham od podstawówki. Jest dla mnie najlepszą odskocznią od codzienności. Kiedyś pisałem nawet opowiadania z gatunku fantasy. Planowałem karierę pisarską, ale nie pozwolił mi na to mój perfekcjonizm. Ciągle uważałem, że coś można poprawić, dlatego schowałem te kartki głęboko do szuflady… – zwierza się Piotr Larek.

Pogłaskać dinozaury

Trzeba być wielkim pasjonatem, aby przepracować w tym zawodzie wiele lat. Pan Piotr obserwuje to na przykładzie swoich współpracowników, którzy kierując się prostą ekonomią, wybierają inną drogę kariery zawodowej, często decydując się na założenie niebieskiego munduru. Stąd spora rotacja kadry. Obecnie stołeczna sekcja archiwum liczy 10 osób. Panuje też zupełnie inna atmosfera niż przed laty.

– Kiedyś byliśmy bliżej siebie, nie tylko ze względu na ciasnotę pomieszczeń. Panowała świetna koleżeńska atmosfera. Lubiliśmy spotykać się również poza pracą. Nowe wypiera jednak stare. Dziś młodzi ludzie są nastawieni na szybką karierę, no i rozrywki są inne. Patrzą na nas z myślą: dinozaury, co oni tam mogą wiedzieć? – mówi pan Piotr. – A my generalnie potrzebujemy tak niewiele. Poklepania po ramieniu i poczucia, że jesteśmy jednak potrzebni.

Sen archiwisty

Każdy archiwista marzy o dużej powierzchni, gdzie swobodnie za pomocą przesuwnych regałów mógłby gromadzić akta w przystosowanym do tego, klimatyzowanym budynku. Nie wspominając o powszechnym wprowadzeniu podpisu elektronicznego i dokumentów w formie cyfrowej. Wymaga to jednak dużych nakładów finansowych i wdrożenia odpowiednich procedur. – Sam nie znoszę „ozetować” własnych dokumentów i pilnować terminu ich rozliczenia – przyznaje pan Piotr. – Cóż, każdy perfekcjonista ma swoją mroczną stronę. Mogę jedynie zaapelować do wszystkich pracowników komendy, aby uważnie słuchali na naszych szkoleniach. Może się to wydawać nudne, ale wdrożenie naszych sugestii bardzo ułatwia nam pracę i oszczędza czas. Przecież i tak każdy dokument trafi do naszych rąk, bo dla papierów jesteśmy tu ostatnią instancją.

Towarzyski introwertyk

Pan Piotr często powtarza, że jest introwertykiem, choć wcale po nim tego nie widać. No chyba, że mówimy o wiedzy, jaką posiada z racji swojego zawodu. Na co dzień uśmiechnięty, kontaktowy, chętnie dzieli się swoją wiedzą ze współpracownikami i cierpliwie pomaga wszystkim interesantom. Nawiązał trwałe kontakty z grupą graczy komputerowych pasjonujących się MMO RPG (massively multiplayer online role-playing game). Ten rodzaj gier oparty jest na wieloosobowym współzawodnictwie. Nawiązane kontakty z czasem przeniosły się ze świata wirtualnego do rzeczywistego. Zawiązała się ponad 40-osobowa gildia polskich graczy, która spotyka się systematycznie dwa razy w roku. Zjazdy mają charakter typowo towarzyski, obowiązuje ścisły zakaz używania komputerów.

Miłość dobra na wszystko

Piotr Larek uważa, że to jednak miłość pozwoliła mu otworzyć się na świat i zmieniła jego życie. Pomogła mu w tym koleżanka z pracy, która wyswatała go ze swoją znajomą, wówczas młodą pielęgiarką, Polką urodzoną i wychowaną na Łotwie.

– Z koleżanką, która była świadkową na naszym weselu, kontaktu już nie mam, ale żona została. W przyszłym roku minie 20 lat, od kiedy jesteśmy razem. Wychowujemy dwóch synów 18-letniego Michała i 15-letniego Rafała. Jesteśmy zżyci, mamy ze sobą świetny kontakt, i akceptujemy swoje pasje. Może nie stać nas na dalekie podróże, ale zawsze chętnie wybierzemy się na wspólną przejażdżkę rowerową za miasto. Paradoksalnie pomaga nam w tym nasza sytuacja. Wrodzony optymizm nie pozwala mi narzekać i się załamywać, bo wiem, że najważniejsze są więzi, a one wymagają stałej pielęgnacji. To im poświęcam najwięcej uwagi i one stanowią treść mojego życia.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz
foto Piotr Świstak
http://magazyn.policja.waw.pl/

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz