Blokada karty ZTM

0

To wprawdzie rzadka sytuacja, ale może spotkać każdego. Na bramkach pierwszej linii metra w Warszawie dochodzi do blokowania karty miejskiej. Dzieje się to w sytuacji, kiedy zbyt krótko przytrzymamy kartę. Wszystkie zakodowane w niej dane znikają i wtedy stajemy się pasażerami na gapę. Rozwiązanie problemu jest banalnie proste, trzeba odbić kartę na stacji drugiej linii M2, nielogiczne prawda!?

Ostatnio przytrafiła mi się niemiła niespodzianka. Pędząc po pracy do metra przyłożyłam torebkę, w której trzymam kartę miejską ZTM i nagle bramka się zablokowała. Na słupku, gdzie zbliża się kartę, zapłonęło czerwone światło, a sygnał dodatkowo dawał znać, że coś jest nie w porządku. Podbiegłam do drugiej bramki i kolejnej – każda alarmowała problem.

Przyznam od razu, że w torebce w dwóch różnych kieszonkach noszę dwie karty: miejską ZTM oraz osiedlową. Na czytniku wyświetlił mi się komunikat mówiący o tym, że nastąpiła próba użycia dwóch kart. Wiele, zwłaszcza pasażerek, trzyma w jednym miejscu kilka kart, dlatego ten artykuł w szczególności adresuję do pań.

Kocham takie chwile kiedy, zamiast do domu, musiałam skierować swoje kroki do punktu obsługi pasażera. Dobrze, że przynajmniej znajduje się on na mojej stacji tj. Metro Ratusz. Tak się jednak złożyło, że akurat były to ostatnie dni obowiązkowej aktywizacji hologramów na Karcie Warszawiaka, więc pasażerów była co nie miara. Pierwsze okienko obsługiwał stażysta, który zwracał się z każdym pytaniem do starszych stażem koleżanek, wydłużając czas obsługi. Przy innym okienku wieloosobowa rodzina wyrabiała karty dla wszystkich członków rodziny, co trwało prawie godzinę. W trzecim, praktycznie ostatnim okienku, powoli posuwało się kolejkowe życie, dopóki pani nie opuściła swojego stanowiska na bliżej nieokreślony czas.

Tymczasem z każdą minutą kolejkowicze się ożywiali. Początkowo milczeli wbijając pusty wzrok w okienko, a z czasem zaczęli rozglądać się wokół, dostrzegać innych i dyskutować. Jak to zwykle bywa, wtedy człowiek dowie się najwięcej. Jedna z pań podzieliła się doświadczeniami z wyrobienia abonamentu parkingowego, do czego musiała przedłożyć akt małżeński (oboje z mężem jeżdżą samochodem, a abonament może objąć tylko auto zarejestrowane w stolicy) i złożyć wniosek podpisany osobiście przez dwoje małżonków. Wróciła po raz drugi do kolejki, bo po wypełnieniu na miejscu wniosku, musiała uzupełnić podpis męża. Kolejkowicze zdruzgotani jej opowieścią oraz urzędowym wglądem do danych personalnych, ze zrozumieniem przepuścili ją do okazania poprawnie wypełnionego wniosku.

Kolejkowicze zadrżeli kiedy dostrzegli inną klientkę w okienku, która okazywała akt notarialny i zapewne dowód rejestracyjny samochodu, co jest wymogiem przy wyrabianiu abonamentu mieszkańca upoważniającego do bezpłatnego parkowania w Strefie Płatnego Parkowania Niestrzeżonego.

Do agonii wręcz doprowadzani są pasażerowie, którzy losowo (przy przedłużaniu w automacie ważności e-hologramu na Karcie Warszawiaka) muszą okazać PIT. Samo potwierdzenie złożenia takiego dokumentu nie wystarcza, należy okazać pierwszą stronę PIT, ale ze stemplem warszawskiego urzędu skarbowego poświadczającej rozliczenie podatku! Jeżeli rozliczaliśmy się elektronicznie musimy okazać urzędowe poświadczenia odbioru (UPO) wraz z pierwszą stroną zeznania podatkowego składanego drogą elektroniczną i uwaga – wygenerowanym numerem dokumentu zgodnym z identyfikatorem dokumentu UPO!

Przez godzinę przeszłam szybki kurs rozbudowanych i skomplikowanych czynności niezbędnych do wydania dokumentów przez Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie. Kiedy przyszła moja kolej, pani poinformowała mnie, że z niewiadomych przyczyn zdarzają się takie blokady kart, co wynikać może z szybkiego jej przystawienia do czytnika. Byłam przekonana, że pani za minutę odblokuje moją kartę i będzie po sprawie. Tymczasem uzyskałam informację, że są dwa wyjścia z sytuacji:
a) rozpocząć procedurę wyrobienia nowej karty co wiąże się ze złożeniem wniosku, zdjęcia, itp.
b) ekspresowa wersja tzn. podjechać do stacji drugiej linii metra M2 i przyłożyć kartę do czytnika.

Wydawało mi się to tak nielogiczne, że poprosiłam o powtórzenie instrukcji. Zapytałam też jak w drodze do tej stacji zachowałby się kontroler. Otóż wlepiłby mi mandat. I nawet potwierdzenie opłaty za 3-miesięczny bilet nie byłoby respektowane. Pani poinstruowała mnie, że podczas wypisywania ewentualnego mandatu muszę prosić kontrolera o wpisanie numeru karty (to cyfry w prawym górnym roku na stronie bez zdjęcia), co upoważni mnie do reklamacji w przeciągu 7 dni i anulowania mandatu. Po czym z uśmiechem wręczyła mi trzy wejściówki do metra wielokrotnego użycia.

No to pojechałam do najbliższej stacji linii metra M2, czyli Metro Świętokrzyska, wyciągnęłam swoją kartę miejską, czule przyłożyłam długo do czytnika, przeszłam przez bramkę, zawróciłam i już! Po problemie! Karta działała, a co najważniejsze, nie starłam się z kontrolerem. Bogatsza o nowe doświadczenia, wróciłam do domu z przeświadczeniem, że życie lubi zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. I być może musiałam to przeżyć, aby ustrzec Was przed podobnymi problemami i podzielić się swoimi przeżyciami.

Zanim wybierzecie się z jakąś sprawą do Punktu Obsługi Pasażerów wejdźcie na stronę www.ztm.waw.pl i zapoznajcie się wcześniej ze wszystkimi wymogami, które są szczegółowo opisane. Będzie to wymagało od Was uważnego czytania ze zrozumieniem, ale może to pozwoli skutecznie załatwić sprawę za jednym razem.

Szerokiej drogi, pomimo wszystko!

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz