Dawne grzechy…

0

…powróciły jak bumerang i przyniosły ze sobą mnóstwo refleksji, emocji i wspomnień. Warto na nie spojrzeć z dystansu, bo niosą ważne przesłanie dla koneserów życia, a przecież życie to rodzaj teatru.

„Życie rządzi się tymi samymi prawami co teatr, a teatr rządzi się tymi samymi prawami co życie” – przeczytałam we wspaniałej książce DSC_0230Ewy Nowak „Bransoletka”. Lektura skierowana przede wszystkim do młodzieży wnosi sporo w życie dojrzałego człowieka, a przede wszystkim rodzica. Sięgnęłam po tę książkę zachęcona pozytywną opinią mojej 11-letniej córki, której nie wszystko wydawało się w tej historii zrozumiałe. Lektura dostarczyła mi nie tylko tematów do wspaniałych rodzicielskich dyskusji, ale także mądrych refleksji, które są ponadczasowe i ponadpokoleniowe. Ile prawdy jest na przykład w stwierdzeniu „żadne przedstawienie nie trwa wiecznie”, co akurat z ulgą przyjęła widownia tytułowej sztuki teatralnej „Dawne grzechy” z 25 listopada br. promującej powrót słynnego telewizyjnego cyklu „Kobra” w TVP.

Nie trzeba być wielkim koneserem teatru, aby rozczarować się wykonaniem skądinąd humorystycznego i bardzo intrygującego thrillera sensacyjnego autorstwa Rogera Mortimera Smitha. Zamysłem twórcy było stworzenie kryminalnej łamigłówki, z mocnymi zwrotami akcji i elementami komedii. Trudno było jednak znaleźć coś wesołego w polskiej interpretacji. Adam Woronowicz grający rolę jednego z gangsterów nie wytrzymał tremy podczas transmisji na żywo. O dziwo, zagubiony czuł się również na scenie Tomasz Karolak. Obaj przyznali bezpośrednio po spektaklu, że pomylili swoje kwestie, na gorąco zmieniając swoje dialogi. Niestety nie wyszło to naturalnie, a stres i plątanina słów była trudna do ukrycia. Sprawdza się tu kolejna mądrość z książki Ewy Nowak, że „myśli materializują się na twarzy” czy tego chcemy czy nie. W telewizyjnej sztuce świetnie – moim zdaniem – radziła sobie filigranowa i urocza Kamila Baar. Całe przedstawienie przed totalną klapą uratował utalentowany aktor, tzw. starej szkoły Jan Frycz. Przypadła mu krótka rola detektywa, ale gdy tylko wypowiedział swoje pierwsze kwestie, publiczność od razu się ożywiła. Niestety, nawet tak doskonały aktor nie miał już możliwości, ani czasu, aby w pełni przykryć niepowodzenia swoich młodszych kolegów.

Refleksje nasunęły mi się z kilku powodów. Kilka dni wcześniej oglądałam w towarzystwie córki teatralny spektakl TV „Przyjęcie” (autor dramatu Mike Leigh) z 2008 roku. Komentarz będzie krótki: poezja teatralna, majstersztyk, przyjemność, duchowa satysfakcja. Główna rola Marii Pakulnis wręcz oskarowa, choć trudno umniejszać pozostałym aktorom, którzy zagrali bezbłędnie. Być może tematyka sztuki była zbyt „dorosła” dla mojej 11-letniej córki, ale wychodzę z założenia, że trudno tu określić sztywne granice. Lepiej widzieć życie takim, jakim jest, niż błądzić w przestworzach fikcji. Siedziałyśmy podczas całego przedstawienia jak zaczarowane, nie dało się oderwać oczu od świetnej gry aktorskiej. Może dlatego w tym kontekście powracająca telewizyjna „Kobra” wydała się nam tak niedoskonała.

Jak większość osób z mojego pokolenia wychowałam się na dawnych spektaklach Telewizji Polskiej. Kilka z nich zapamiętam na całe życie: „Tamten”, „Drzewa umierają stojąc” z Mieczysławą Ćwiklińską, a zwłaszcza klasyka dzieł Szekspira w wykonaniu wybitnych brytyjskich aktorów. Filmowa kolekcja ekranizacji tych spektakli produkcji BBC jest moim cennym nabytkiem. Jak ze wszystkim, trzeba mieć punkt odniesienia. Swoją teatralną wrażliwość trzeba rozwijać – użyję sportowego słownictwa – poprzez trening. Jako rodzic przeprowadziłam rozgrzewkę i myślę, że czas na zasadnicze ćwiczenia. Cytując na koniec myśl z książki Ewy Nowak „aktorstwo polega na tym, by przekraczać siebie„, a że życie rządzi się tymi samymi prawami… płynie z tego wielka nauka.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz