Dobry dochodzeniowiec

0

Nieodłącznym elementem pracy dochodzeniowca to stos dokumentów i tomy kodeksów. Prowadzenie postępowań wymaga od policjanta umiejętności logicznego myślenia i szybkiej analizy faktów. Sprawdzi się tu dokładność, konsekwencja i odpowiedzialność. Dochodzeniowiec z warszawskiej Pragi dodaje coś jeszcze – trzeba myśleć!

Raport już gotowy. Niektórzy policjanci marzą o nim przez całą służbę, ale kiedy trzeba go ostatecznie podpisać, ręka drży. Aspirant sztabowy Robert Kordas uznał, że to już dobry czas. Z 30-letnim stażem pracy może odejść na zasłużoną emeryturę, bo przed nim kolejne, ważne wyzwanie…

Policjant: asp. szt. Robert Kordas
Staż w Policji: 24 lata
Stanowisko: Zastępca Naczelnika Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KP Targówek

– Bądź grzeczny dla grzecznych, a surowy dla opornych – usłyszał w pierwszych dniach swojej pracy w Policji. Tę mądrość ówczesnego komendanta rejonowego Pragi Północ Krzysztofa Dybca wziął sobie głęboko do serca i skrupulatnie stosuje przez 24 lata swojej służby. Pod twardą ręką swojego przełożonego uczył się podstaw policyjnego rzemiosła i kształtował charakter. Pracował przecież w dzielnicy najbardziej zagrożonej przestępczością i ten sposób zarządzania sprawdzał się tu najlepiej. To, że dzisiaj na Pradze Północ jest bezpiecznie, ma ona dużo cieplejszy wizerunek, jest pożądanym i modnym miejscem do zamieszkania, to ogromna zasługa wysiłków Policji wkładanych przed laty. Komendant K. Dybiec na zawsze pozostanie dla niego autorytetem, osobą decyzyjną, mądrą i nie poddającą się presji. Wdrażał wartości i nakreślał policjantom cel pracy. Miało to ogromny wpływ na całą służbę asp. szt. R. Kordasa.

DSC_0010-pop– Bywam wymagający – mówi dziś skromnie. – Wymagania są wobec wszystkich, bez względu na staż pracy, wiek i doświadczenie. Nie ukrywam, że trzymam kindersztubę, ale wynika to z tego, że do wydziału przychodzą ludzie nieprzygotowani, świeżo po kursie podstawowym. Nie mając większego pojęcia o pracy, są niezwykle roszczeniowi. Może kiedyś sam nie zauważałem tego problemu, ale dziś, z mojego punktu widzenia, stanowi to wyzwanie dla przełożonych. Cóż, nie jestem do rany przyłóż, ale słuchają się mnie – przyznaje szczerze.

Jednak z niewyczerpaną energią uczy kolejne pokolenia dochodzeniowców, bo przepływ kadr jest ogromny. Wydział Dochodzeniowo-Śledczy na Targówku, w drugim, co do wielkości w Warszawie komisariacie, liczy 30 etatów. Ciągle przewijają się nowi, którzy po kilku latach szukają lepszych warunków służby i odchodzą. Nauka zaczyna się od nowa. Trzeba niezwykłej determinacji i miłości do zawodu, aby cierpliwie dzielić się swoją wiedzą oraz zapewnić efektywną pracę całego wydziału.

– Gdy przyszedłem do Policji, trafiłem na wspaniałych policjantów, mających ogromne doświadczenie zawodowe, a także życiowe. Dzisiaj częściej awansują młodzi, którym trudno kształtować wzorce niewiele młodszym kolegom. Obserwuję tę sytuację z troską i dlatego tym chętniej staram się przekazać niemal wszystko, co wiem, ale potem oczekuję realizacji. Wymagam przede wszystkim myślenia. W „dochodzeniówce” niezbędna jest też systematyczność w działaniu, samokształcenie i dobra współpraca z prokuratorami.

Pytany, jaką mądrą myśl przekazałby młodym, mówi bez wahania: – nie dajcie się zwariować! Strona materialna nie jest najważniejsza, życie nie polega na tym, aby od razu mieć wszystko, na sukces trzeba czasu. Jakość pracy na pewno przełoży się na osiągnięcia zawodowe. I jeszcze jedno – pokora do służby i do spraw. Jesteśmy przecież dla ludzi, a nie ludzie dla nas – mówi R. Kordas. – Powinniśmy umiejętnie stosować prawo, aby im pomagać, choć nie zawsze chcą przyjąć tę pomoc i cokolwiek zmienić w swoim życiu. To, może demotywować, jednak spośród dziesiątek tego rodzaju spraw, może być jedna, dla której było warto się starać, bo odmieniła, a nawet uratowała komuś życie. Są też ludzie, którym obraz Policji kreują pozbawione realizmu seriale kryminalne, a wtedy stawiają bezpodstawne wymagania i bezsensowne zarzuty. Wiele zależy tu od mądrości przełożonych i obiektywnej oceny faktów. To trudny sprawdzian dla wszystkich stron, który może zaważyć na całej przyszłości zawodowej i osobistej funkcjonariusza.

Swoje życie Robert Kordas związał z warszawską Pragą Północ. Po roku pracy w prewencji, od 1991 r. związał się z pionem dochodzeniowo-śledczym, gdzie prowadził i nadzorował także sprawy o najcięższe przestępstwa. Dzielnicę cudów zna „od podszewki”. Od lat mieszka przy ul. Ząbkowskiej i czuje się tam bezpiecznie. Targówek też nie skrywa przed nim większych tajemnic, choć jest rejonem bardzo zróżnicowanym. Są tu duże osiedla pracownicze, nowoczesne kompleksy mieszkaniowe, domki jednorodzinne i tereny przemysłowe. Dominującą kategorią jest przestępczość przeciwko mieniu, ale masę spraw stanowią akty przemocy domowej, alkoholizm, którego skutkiem są również przestępstwa oraz oszustwa „na wnuczka”. Szczególnie te ostatnie są bardzo dotkliwe, bo ludzie tracą często oszczędności swojego życia. Sukcesem było niedawne zatrzymanie 3-osobowej grupy zajmującej się włamaniami do domów, której udowodniono dokonanie 70 kradzieży na terenie Marek, Ząbek i Targówka. Tym większe uznanie należy się – co podkreśla naczelnik Kordas – prowadzącemu tę sprawę młodemu policjantowi z zaledwie 4-letnim stażem.

– Odchodzę z Policji spełniony. Największą satysfakcję przynoszą dobrze poprowadzone i wykryte postępowania, w szczególności o najcięższe przestępstwa. Jestem przekonany, że praca w trudnych jednostkach hartuje zawodowo i jest najlepszą kuźnią dla młodych adeptów tego zawodu. Mam również nadzieję, nazwisko „Kordas” będzie dobrze wspominane nie tylko w Policji, również prokuraturze i sądach.

Jako były koszykarz stara się być aktywny fizycznie. Nie stroni od książek, zwłaszcza historycznych i beletrystyki. W zaprzyjaźnionej bibliotece zawsze czeka na niego dobra pozycja. Nie znosi jedynie literatury fantastycznej, bo uważa, że na co dzień ma zbyt dużo zdarzeń z działu scence fiction. Znajduje czas na dobry film i systematycznie odwiedza Kino Praha, chcąc posiadać własną opinię na temat głośnych filmów. Jego dorosłe córki nie kontynuują tradycji policyjnych, a on jest jedynym policjantem w rodzinie. Z najważniejszą rolą, jaką przyszło mu odgrywać od kilku miesięcy, wiąże swoją przyszłość na emeryturze. Jest dumnym dziadkiem, który chce przelać swoją miłość na swoją ukochaną wnuczkę. Można mieć pewność, że będzie dla niej doskonałym nauczycielem, przewodnikiem i opiekunem.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz
zdjęcie w tekście Dominik Mikołajczyk

O tajnikach pracy dochodzeniowca czytaj również – Na tropie „Grubyfusa”

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz