Emerytalny szach mat

0

Informacje dotyczące OFE i przyszłej emerytury wzburzyły opinią publiczną. Zapoczątkowany rozkład drugiego filaru jest ekonomiczną porażką rządzących, a z drugiej strony dowodem naszej niemocy i ubezwłasnowolnienia. Czuję się jak pionek przesuwany na wielkiej szachownicy przyszłości. Jest pewne, że zostanie bezlitośnie „zbity”, pytanie tylko – kiedy?

Czy jest jakaś droga wyjścia?

Czy jest jakaś droga wyjścia?

Figura zamatowana w szachach oznacza porażkę dla jej posiadacza. Tyle, że w tej rozgrywce przyszli emeryci nie są graczami, a jedynie pionkami. W towarzystwie kilku milionów posiadaczy kont w Otwartych Funduszach Emerytalnych jestem biernym obserwatorem decyzji podejmowanych w kwestii przyszłych emerytur. Mogę się oburzać, krzyczeć, denerwować, marudzić, ale czy mogę w jakiś konstruktywny sposób zaprotestować i wyrazić swoją wolę?

Pamiętam, gdy zmuszono mnie do wyboru OFE. Zarobili drobni pośrednicy zbierający podpisy do umów emerytalnych w drugim filarze. Czysty pieniądz płynął przez lata do zarządzających funduszami. Głośno było o wysokich prowizjach pobieranych przez fundusze, ale nie spowodowało to większych zmian, za to zapewniało ich właścicielom życie z rozmachem. Wszystko pod płaszczykiem wielkiej troski o przyszłe emerytury. To samo mówi dziś rząd, zatem kto tak naprawdę się o nas troszczy – OFE czy państwo?

W kwestii emerytur pisałam kiedyś w jednym z felietonów, że już wydłużenie okresu pracy dla kobiet do 67 lat jest tragedią. Czy dożyję? Nie wiadomo, ale jeśli nawet, będę wypracowywać głodową emeryturę, a co najważniejsze mam małe szanse spełnienia się w roli babci. Ta instytucja została zamordowana. Licząc, że doczekam się pierwszego wnuka, kiedy moja córka będzie miała 30 lat, do zasłużonej emerytury zostanie mi jeszcze 7 lat! W najtrudniejszym dla niej okresie macierzyńskim nie za wiele pomogę.

Jeśli dożyję emerytury, znajdę się w gronie staruszków, których liczba znacznie przekraczać będzie osoby czynnych zawodowo. Oznacza to, że pieniędzy na wypłatę emerytur będzie tyle, co kot napłakał. Obserwując makroekonomiczne posunięcia kolejnych ekip rządzących, nie ma co liczyć na cud. Cyfry są bezwzględne.

Jaką więc podjąć teraz decyzję – zostać w oskubanym i dysponującym ryzykownymi instrumentami finansowymi OFE czy zdać się na duży i niewypłacalny ZUS? Dwóch pośredników w każdym biznesie, to zawsze podwójne koszty. Wolę więc utrzymywać jednego. Biorąc pod uwagę, że 10 lat przed emeryturą pieniądze z OFE i tak będą spływać do ZUS, sprawa staje się oczywista. Rezygnując z OFE nie muszę nawet absorbować czasu na wypełnianie druków, bo i tak automatycznie przejdę do ZUS. Znowu zrobią to za mnie.

Czy mogę w konstruktywny sposób zaprotestować? Może zainicjować burzliwy strajk, taki jak w Grecji czy Francji, gdzie rolnicy polewają gnojówką budynki rządowe. Może spalić demonstracyjnie kilka opon przed budynkiem Rady Ministrów? Wiem jedno, w pojedynkę nic się nie zrobi. Tylko konsekwentne, masowe działania mogą przynieść efekty. Budzi się gdzieś we mnie ruch rewolucyjny, bo chcę być partnerem a nie pionkiem w tej grze.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz