Jak ekologicznie zabić karpia?

0

Ludzkie pojęcie przechodzi, co może wymyślić człowiek w toku ewolucji. Zabicie bizona było czymś naturalnym i pożądanym, to była kwestia życia lub śmierci. Nie uwolnimy się od zabijania, bo musimy coś jeść, aby przeżyć. Konkluzja niezwykle oczywista, ale niekoniecznie dla ekologów. Tylko jak w dzisiejszych czasach humanitarnie przetransportować karpia, a potem go zabić?

Wydaje się to niewykonalne. Ekolodzy alarmują o haniebnych praktykach stosowanych na karpiach. Ubolewają nad stresem, na jaki są narażane już trakcie odłowu, nie wspominając o długiej podróży do sklepu, warunkach transportu i przeładowywania, pakowania, następnie dokuczliwych zabaw z dziećmi w wannie, po sam akt poderżnięcia gardła. Tak sobie myślę? Gdyby ktoś zechciał zanalizować ile stresów przeżywa każdy człowiek w ciągu jednego dnia, nie wspominając o morderstwie, jakiego wedle rytuału, dokonuje podczas Wigilii? Czy ekolodzy są gotowi zająć się tym problemem? Może ktoś przeprowadziłby jakąś kampanię na rzecz zestresowanych obywateli pielęgnujących polskie tradycje? „Zachowajmy karpia na stole wigilijnym” – głosiłyby bilbordy, czy „Polska karpiem stoi”, po awangardowe „Wigilijny karp jest trendy” czy „I love <><„.

IMG_20141223_174950Na stoisku rybnym w jednym z warszawskich marketów natknęłam się na dwóch zestresowanych sprzedawców, czekających na klientów potencjalnego karpia. Ubrani w stylowe czapki, przepasani firmowymi fartuchami z największą troską doglądali karpi w basenie. Sprawdzali temperaturę wody, czujnie obserwując każdy ruch w ?stadzie? pluskających się ryb. Nie mogłam oczu oderwać od tych stworzeń. Uruchomiły mi się wszystkie pierwotne instynkty, tak piętnowane przez dzisiejszych ekologów. Czy powinnam się tego wstydzić? Wszakże ze smakiem patrzę nie tylko na karpie…

– Może Pani kupi ładną sztukę – zachęcał mnie z uśmiechem jeden ze sprzedawców.
– Ja tylko popatrzę – odpowiedziałam skruszona.
– O proszę, jaki ładny – sprzedawca zwinnie złowił jednego karpia, który wesoło zamachał ogonem.
Przełknęłam ślinę.
– Do Wigilii zostało jeszcze kilka dni – odparłam wymijająco.
– Najlepiej wcześniej o tym pomyśleć – radzili.
– A jak radzą sobie Panowie z falą krytyki ekologów – pytałam zaciekawiona.
– Proszę Pani… – westchnęli, przebiegając badawczo spojrzeniem po sklepie. – Jesteśmy cały czas monitorowani. Nie wolno nam zabić karpia, a do transportowania mamy specjalne torby – wskazali na stos foliowych reklamówek.
IMG_20141223_180921Okazuje się, że opakowanie na karpia posiada w środku rodzaj specjalnego ożebrowania, który sprawia, że siatka nie przylega do karpia i może od swobodnie oddychać. Pomimo tych bajecznych warunków transportu, trzeba rybę, jak najszybciej wpuścić do wody, oczywiście odstanej, bez chloru, o odpowiedniej temperaturze. Ale co dalej?
– A jeśli mam kłopot z zabiciem karpia, mogę Panów o to poprosić? – zapytałam.
– Pod żadnym pozorem! – odparli surowo. – Chyba, że uiści Pani karę, która nam grozi za odcięcie głowy karpia.
Zaniemówiłam. Do czego to doszło.
– Mamy też kilka żab w ofercie – wesoło dodał sprzedawca.
– Na wigilijny stół? – pytałam z przerażeniem.
– Jak kto woli – obaj zaczęli żartować. – Podczas połowu w sieć wpadły cztery żaby i pływały razem z karpiami. – Pokazać? – zachęcali.
– Wie Pan, może to niezły pomysł – zaczęłam się zastanawiać. – Ekologiczne żabie udka po francusku na polskim wigilijnym stole. Tylko jak je bezstresowo przetransportować, a potem uśmiercić?
Pożegnałam się ze sprzedawcami i czułam, że za chwilę ten temat stanie mi ością w gardle.

Wróćmy jednak do karpia. Musimy zrobić to sami. Jeżeli poradzimy sobie z transportem ryby, czas na podjęcie trudnej moralnie decyzji – czy, a jeśli tak, to w jaki sposób ją zabić, by cierpiała jak najmniej. Weterynarze radzą, by najpierw ogłuszyć rybę np. młotkiem, a potem szybko odciąć jej głowę i poczekać, aż się wykrwawi. Myślicie, że to ekologiczny sposób? Znam jeszcze inny. Wystarczy włożyć na jakiś czas rybę do… zamrażalnika. Doświadczeni himalaiści mówią, że w pewnym momencie nie czuje się bólu ani strachu, tylko błogo zasypia przenosząc w zaświaty.

Na karpiu można także zrobić biznes. Już widzę specjalistyczne samochody z supernowoczesnymi basenami, profesjonalnymi karpiokilerami, którzy, po akcie ekologicznie przeprowadzonej zbrodni, kropną zwłoki rybie kroplą święconej wody. W tej sytuacji nie pozostanie nam nic innego jak tylko zrobić karpia. I to niekoniecznie w galarecie.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz