Jak odkryłem wyspę na Antarktydzie

0

Według polarników ludzie można podzielić na tych, którzy nigdy w życiu nie wyjadą na Antarktydę, którzy po kilku dniach chcą stamtąd wyjechać oraz tych, którzy całe życie będą tam wracać. Los chciał, abym poznała człowieka, dla którego ten mroźny kontynent stał się największą miłością i drugą ojczyzną. Mówi Tomasz Zadróżny, uczestnik dwóch polskich wypraw antarktycznych na stacji im. H. Arctowskiego i odkrywca kanału oraz wyspy w archipelagu wysp Melchior.

Kiedy w Polsce spadają pierwsze płatki śniegu, na Antarktydzie rozpoczyna się lato. W zachodnim rejonie Półwyspu Antarktycznego siła wiatru słabnie, a temperatura waha się od -2 do + 6 st. C. Właśnie wtedy rozpoczyna się najbardziej gorący sezon turystyczny. Za kilka dni podglądania dzikiej przyrody, spragnieni wyjątkowych wrażeń turyści, są w stanie wydać nawet 8-12 tys. EURO.

Antarktyda to nieskażony ludzką ingerencją ląd, gdzie warunki dyktuje tylko i wyłącznie pogoda – wiatr i lód. W ciągu godziny można doświadczyć tu czterech pór roku. Od bezwietrznej, ciepłej (+4°C), słonecznej pogody, poprzez zacinający deszcz, zmieniający się w śnieg, gnany wiatrem o prędkości 20 m/s. Na pierwszy rzut oka obszar zimny i nieprzyjazny. Przy bliższym poznaniu piękny i niepowtarzalny. To samo miejsce, a w każdej sekundzie wygląda inaczej. Prawdziwy kalejdoskop krajobrazów, ogromnych, dzikich przestrzeni, nietuzinkowych zjawisk przyrody. Tam człowiek może poczuć prawdziwą wolność i nie wzbudza strachu u zwierząt. Traktowany jest jak inny gatunek, żyjący ze wszystkimi w pełnej symbiozie. To właśnie z tego powodu, podglądanie fauny jest tu tak wyjątkowe. Wystarczy podpłynąć i usiąść na brzegu, by za chwilę znaleźć się w tłumie pingwinów lub „otrzeć” się o wąs sympatycznej foki. Niezapomniane wrażenie, którego trudno doświadczyć w cywilizowanym świecie.

Nie jestem spod znaku ryb, ale to one zmieniły moje życie. Rozpoczynając studia na wydziale zootechnicznym na warszawskiej SGGW było oczywiste, że wcześniej czy później trafię na rybactwo i rybołówstwo. Zostałem ichtiologiem z zamiłowania. Zaraz po obronie otrzymałem propozycję prowadzenia badań naukowych na Antarktydzie. Nawet się nie wahałem. Tak zaczęła się moja „rybna” przygoda, która trwa do dziś.

Jako pracownik Zakładu Biologii Antarktyki Polskiej Akademii Nauk uczestniczyłem w dwóch polskich wyprawach antarktycznych na stacji im. H. Arctowskiego. W tamtejszych warunkach przydatna jest każda umiejętność. Nie ma przecież szpitali, sklepów, urzędów. Nie ma również najbliższych. Jest za to wielka przestrzeń i garstka osób, z którymi jest się na dobre i złe. Każdy na stacji ma swoją ważną rolę do odegrania, ale tamtejsze życie nie składa się jedynie z pracy. Rozrywki są bardzo wyszukane. Dla techników jest to na przykład wyjazd z naukowcami na liczenie fok, zbieranie organizmów z dna morza lub próbek planktonu, a także… materiału biologicznego zwierząt. Ważne jest oderwanie się od schematu, poznawanie nowych dziedzin i wykonywanie odmiennych czynności. Czy jest alkohol? Owszem, ale w rozsądnych ilościach. W żaden sposób nie służy on jako rozgrzewka. Na zwalczanie zimna najlepszy jest ruch, ciepły prysznic, ewentualnie sauna.

Pragnąć przeżyć na stacji, trzeba przywieźć ze sobą jedzenie, części zamienne do maszyn i paliwo na cały rok. Zaopatrzenie w świeże owoce i warzywa odbywa się co kilka miesięcy, o ile chilijskie samoloty transportowe mają wolne miejsce, aby zabrać ładunek dla Arctowskiego i pogoda pozwoli lądować na wyspie. Antarktydę można kochać lub nienawidzić. Jeżeli zapadnie w serce, to nic już nie będzie w stanie zastąpić zimnych objęć krainy lodu. Człowiek będzie chciał tam powracać.

Obecnie przez kilka miesięcy w roku jestem przewodnikiem (zodiak driver/expedition leader) na turystycznych statkach ekspedycyjnych w rejonie Półwyspu Antarktycznego. Moja największa przygoda życia rozegrała się w 2003 r. podczas wyprawy statkiem ekspedycyjnym M.S. „Bremen”, administrowanym przez firmę Hapag-Lloyd. W grupie wysp Melchior odkryłem, że wyspa Omega (odpowiednik wyspy Sobral na mapach argentyńskich) jest przedzielona 600-metrowym kanałem. Nowa wyspa i kanał zostały nazwane Bremen Channel i Bremen Island.

To było zabawne odkrycie. Początkowo nie przywiązywałem wagi do tego zdarzenia. Henryk Wolski (od kilku lat pracujemy razem) również przepłynął kanał. Podążając za moim pontonem, raptownie utracił go z pola widzenia i zaskoczony stwierdził „coś należy z tym zrobić!” Nie byłem w tym miejscu po raz pierwszy. Z grupą turystów wpłynęliśmy pontonem do fiordu. Wiedziałem, że jest to ślepa uliczka. Fiord jest szeroki na 30-40 metrów. Brzegi, to wysokie na 25m klify lodowcowe usadowione na skałach. Poruszaliśmy się wśród mielizn. Tego dnia zalodzenie było mniejsze niż zazwyczaj. Mogliśmy płynąć coraz głębiej i głębiej. W pewnym momencie okazało się, że przeprawiliśmy się na drugą stronę wyspy. Z kolejną grupą było podobnie, a kanałem przepłynęło łącznie cztery pontony. Czyżbyśmy zabłądzili? Zaczęliśmy dokładnie sprawdzać mapy. Trudno było nam uwierzyć, że wyspa jest podzielona i my pierwsi to odkryliśmy. Po dokładnym rozrysowaniu terenu zgłosiliśmy ten fakt do siedziby firmy w Hamburgu, która przekazała informację do Niemieckiego Instytutu Hydrogeologicznego.

Antarktyda skrywa wiele tajemnic, przede wszystkim bogactwa naturalne: ropę, węgiel, żelazo, gaz ziemny i… diamenty. Jest to jedyny duży obszar Ziemi, gdzie nie ma żadnej granicy państwowej. Nieoficjalną stolicą jest Wyspa Króla Jerzego. Dlaczego ona – ze względu na dużą ilość nacji (11 państw) utrzymujących, na tym stosunkowo niewielkim obszarze, swoje bazy naukowe, a co za tym idzie ? największe zaludnienie.

Antarktyda – to najzimniejszy, najbardziej wietrzny, najwyższy i najsuchszy kontynent na Ziemi. Średnia roczna temperatura wynosi -56 st. C. Najniższą temperaturę -89,6 st. C odnotowano w lipcu 1983 r. na stacji Wostok. Ekstremalne warunki tu panujące przyciągają ludzi odważnych, gotowych na ryzyko i chętnych do zmierzenia się ze swoimi słabościami. W odczuwaniu zimna najgorsza jest świadomość. To myślenie potrafi boleć, bo ciało zniesie niewiarygodnie dużo.

W życiu zależy mi najbardziej, aby być szczęśliwym. Pieniądze – to pojęcie względne. Wspaniale jest wstać rano i pomyśleć – „jaki piękny dzień”. Wierzę w bezosobową, cudownie dobrą energię utrzymującą nas przy życiu. To ona daje mi siły na odkrywanie każdego pięknego poranka.

Z wielką ciekawością i podziwem wysłuchała
Elżbieta Sandecka-Pultowicz

fot. Silke vom Wege – GALERIA ZDJĘĆ

Czytaj na portalu „Zwierciadła”

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz