Jestem szczęściarzem!

0

Wprawdzie nie odnosi jeszcze takich sukcesów jak słynny kolarz Lance Armstrong, ale łączy ich wiele. Ta sama pasja, ta sama choroba i to samo wyzdrowienie. Obaj wiedzą, jak ważna jest każda sekunda i jak dobrze smakuje życie.

Aspirant Marek Stram od 18 lat służy w Komisariacie Policji w Łomiankach. Miał okazję poznać pracę w różnych pionach. Obecną uważa za najbardziej stresującą i absorbującą. Stanowisko dyżurnego obłożone jest szeregiem obowiązków. Po odebraniu setek telefonów, obsługą licznych petentów na dyżurce, dyslokacji patroli, przekazaniu komunikatów, uzupełnieniu wszystkich rejestrów, ksiąg i systemów oraz tysiąca niewymienionych tu spraw, tylko jazda na rowerze jest w stanie u niego rozładować stres.

Gerappa dobra na wszystko?

Marek Stram jeździ rowerem od najmłodszych lat. Wychowany w Lesku zjeździł wzdłuż i wszerz okolice Bieszczad. Po rozpoczęciu służby w Warszawie stopniowo poznawał wszystkie szlaki rowerowe.

– Uważam, że warunki do uprawiania tej dyscypliny są bardzo dobre. Jest wiele pięknych ścieżek rowerowych w samej Warszawie i okolicy. Mieszkam w Dziekanowie Leśnym pod Łomiankami i szybko okazało się, że podobnych zapaleńców jak ja, jest znacznie więcej. Założyliśmy grupę Gerappa Bike Club, w której są ludzie w wieku od 40 do 60 lat bardzo różnych profesji. Grupa liczy średnio 15 osób, bo zawsze ktoś przychodzi lub odchodzi. Mamy swoją stronę internetową, firmowe emblematy i koszulki. Zaprzyjaźniliśmy się również na gruncie prywatnym.

Fascynaci dwóch kółek spotykają się co tydzień, we wtorki o godz. 18.00 o każdej porze roku, bez względu na mróz czy śnieg. Nawet zmrok im nie straszny, bo wtedy jeżdżą z latarkami. Wszystkie trudy są niczym w porównaniu z satysfakcją, jaką odczuwają z tego, że w sprawdzonym gronie mogą cieszyć się swoją pasją. Wspólnie organizują dłuższe wypady. Odwiedzili każdy kraniec Polski i zjeździli wszystkie góry. Są to ekstremalne, terenowe zjazdy wymagające nie tylko dobrej kondycji, ale także profesjonalnego sprzętu.

Solo po raz ostatni?

Gerappa co roku w różnym składzie bierze udział w cyklu zawodów Mazovia MTB. Początkowo zawodnicy na startujących około 600 zawodników zajmowali między 150 a 200 miejscem. Intensywne treningi, które przed trzema laty rozpoczął Marek Stram zaczęły przynosić konkretne wyniki. Przez ostatnie dwa lata z rzędu stanął na podium zdobywając brązowe medale. W klasyfikacji generalnej w grupie M3 (zawodnicy w wieku 30-40 lat) jest w pierwszej dziesiątce.

W sezonie letnim (kwiecień – wrzesień) startuje w serii 15 maratonów rozgrywanych co dwa tygodnie w ramach Mazovii MTB. W niełatwym „Northec MTB Zimą”, kiedy trzeba się ścigać w śniegu czy błocie był w swojej kategorii M3 na drugim miejscu. Od dwóch lat jeździ w 4-etapowym maratonie „Gwiazda Mazurska”. Prawdziwym wyzwaniem są jednak starty w morderczym 24-godzinnym maratonie. To już nie są żarty. Jazda odbywa się nieprzerwanie przez całą dobę. Można wystartować w duecie, zmieniając się na trasie, ale także w pojedynkę. Marek Stram czterokrotnie pojechał w tej konkurencji solo, w ostatnich dwóch latach zdobył najwyższe trofeum.

– To jak sen. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że zdobędę w tych zawodach złoto – nie uwierzyłbym. Jazda jest bardzo wyczerpująca. Za każdym razem powtarzam sobie – to już ostatni raz. Kiedy minie trochę czasu, zapominam o wycieńczeniu i marzę o kolejnym wyścigu. Tak samo jest w tym roku, ale gdybym wygrał, miałbym na koncie trzy zwycięstwa z rzędu. Jest o co zawalczyć. Będzie to oczywiście mój ostatni start w tych zawodach…

Co skrywa garaż?

Profesjonalne uprawianie sportu to na pewno satysfakcja, ale także wiele wyrzeczeń i spore wydatki. Okazuje się, że do zdobywania laurów nie wystarczy jeden rower. Marek Stram ma ich sześć: treningowy górski tzw. sztywniak, szosowy (zimowy), do ścigania szosowego, cross country (do ciężkich zjazdów górskich), do ścigania „full” oraz rower do pracy. Do zestawu trzeba dodać rowery żony i córki, które włączają się w jazdy o charakterze turystycznym.
Średnia cena jednego „ścigacza” to wydatek rzędu 6-9 tysięcy złotych. Do ogólnych wydatków trzeba doliczyć koszty utrzymania sprzętu, jego wymianę i konserwację. Licząc z grubsza, w ciągu ostatnich pięciu lat, wydatki policyjnego pasjonata osiągnęły poziom około 30 tys. zł. Warto dodać, że tyle samo kosztuje jeden rower dla zawodowca.

Jak pokonywać słabości?

Nie ma jednej recepty, ale w przypadku Marka Strama potwierdza się zasada, że człowiek ma w sobie ogromne pokłady energii. Pytanie tylko czy zechce i w jakich okolicznościach je uruchomi.

– Intensywne treningi rozpocząłem przed trzema laty. Stało się to po tym, jak pozytywnie przeszedłem chemioterapię. Trudno mówić, co się czuje i jak ciężko jest podnieść się duchowo. To właśnie wtedy sięgnąłem po książkę utytułowanego kolarza Lance Armstronga. Jego zmaganie z rakiem powiodło się, a sukcesy sportowe, jakie zaczął potem osiągać są imponujące. Był siedmiokrotnym zwycięzcą najtrudniejszego na świecie wyścigu Tour de France. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego energii i wytrwałości. Pisał w swojej książce, że ktoś kiedyś nazwał go szczęściarzem. Nie mógł tego zrozumieć. Jak człowieka dopada straszna choroba czuje się bardziej pechowcem, ale podobnie jak on, zrozumiałem sens tych słów. Ja też czuję dziś, że jestem szczęściarzem. Dlatego, że wyzdrowiałem, że mam kochającą rodzinę, że pracuję, że mogę realizować swoje pasje.

Choroba weryfikuje priorytety, zmienia styl życia oraz sposób patrzenia na świat i ludzi. Czy trzeba jednak takich doświadczeń, żeby to pojąć? Jedno jest pewne, my też mamy swojego Armstronga!

Elżbieta Sandecka-Pultowicz
fot.  archiwum prywatne oraz PanFotograf.com.pl

 

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz