Na północ od Kalabrii

0

Czy rzeczywistość i życie w małym miasteczku może być interesujące? Nawet bardzo! Przekonuje o tym Marcin Sauter twórca filmu dokumentalnego „Na północ od Kalabrii”, który dziś można obejrzeć na TVP Kultura. Dzieło wybitne, ukazujące proste życie mieszkańców Chełmska Śląskiego k. Wałbrzycha. Są sceny zwyczajne, niezwyczajne, śmieszne, straszne i łzawe. Jednym słowem prawdziwe życie. Szczerze polecam!

Ten fabularyzowany dokument jest wybitnym dziełem reżysera, absolwenta Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy. Rzemiosło filmowe w tym materiale przedziera się w każdym kadrze. Historia mieszkańców małego dolnośląskiego miasteczka snuje się powoli. Nie ma pośpiechu, są długie obrazy, proste dialogi. Nic z amerykańskich produkcji sensacyjnych, za to dużo z codzienności, takiej zwyczajnej, nieco nudnej, prostej i wydawałoby się mało ciekawej. No właśnie. Hiszpański przybysz, który pojawia się w Chełmsku Śląskim, kontrastowo ujawnia zalety życia w takiej małej społeczności. Pokazuje, że najważniejsze jest poczucie wspólnoty, tolerancja, radość z prostych, codziennych czynności. A to już krok, aby z chęcią coś wspólnie tworzyć np. przedstawienie aktorów-amatorów na miejski festyn. Przygotowania do tego wydarzenia są ważnym elementem filmu. Nie chcę zdradzać finału, ale dobitnie pokazuje on, że niepowodzenia nigdy nie przekreślają wszystkiego. W zwykłych czynnościach twórcy dostrzegli sceny dramatyczne, ale także komiczne. Klimat tego dzieła i pozytywne przesłanie czyni je wyjątkowym. Ja typuję do Oskara.

Film polecam wszystkim mieszkańcom małych miasteczek, takich na przykład jak mój rodzinny Chojnów. Trzeba dystansu, aby docenić klimat i ciepło tego miasta. Mieszkańcy jednak najczęściej narzekają, że nic się nie dzieje, że źle wybudowano, a tego nie ma, a to niepotrzebne, itd. Obserwuję miasto z oddali od 12 lat i uwierzcie – zmieniło się wiele. Trudno to jednak docenić na co dzień. A szkoda. Może ten film wleje nieco optymizmu w serca chojnowian i nie tylko. Bardzo tego wszystkim życzę.

Pamiętam również, jaką traumę mają chojnowianie po filmie „Ujeżdżanie konia”, który nakręcono kilka lat po transformacji 1989 r. Oczekiwania mieszkańców przed emisją tego filmu były wielkie. Wszyscy zasiedli przed telewizorami, ale już od pierwszych minut widać było, że nie jest to pochwała miasta, ale bolesny obraz biedy i nieudolności odnalezienia się ludzi w nowej rzeczywistości. To był cios prosto w serce. Chojnowianie długo nie mogli otrząsnąć się po projekcji tego filmu. Był on po prostu dla nas krzywdzący i nieobiektywny. Obejrzałam ten film niedawno i jestem bardzo zaskoczona. Mój odbiór jest zupełnie inny. Po 20 latach wypowiedzi niektórych mieszkańców okazały się prorocze i są bardzo mądre. Żyjemy w innych czasach, a ten film to świetna lekcja historii, jak pięknie zmieniło się nasze miasto. Zachęcam chojnowian do obejrzenia również tego starego reportażu. Zapewniam, że działo kojąco.

 

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz