Najsłodsza szarlotka

0

Pewnego majowego popołudnia wybrałam się z rodziną na spacer po warszawskiej Starówce. Zmęczeni wędrówką weszliśmy do kawiarni „Pożegnanie z Afryką”. Lokal przy ul. Freta nieprzypadkowo został uznany za magiczne miejsce. Tego dnia miałam się również przekonać, że zwykła szarlotka może mieć niezwykły smak…

DSC_0523Uwielbiamy tę część lokalu, gdzie pierwotnie mieściła się kawiarenka. W mikro-pomieszczeniu znajdował się wówczas mały barek i trzy stoliczki. Było ciasno, przytulnie i bardzo magicznie. Przed lokalem ustawiały się kolejki, bez względu na pogodę i porę roku. Kawa parzona w tygielkach i to coś nieokreślonego w powietrzu sprawiało, że świat robił się jaśniejszy, a życie ciekawsze.

Próbując przywołać te wspomnienia, zasiedliśmy za stolikiem naszą trójką. Kelner podał kartę menu. Tradycyjnie wybraliśmy kawę, nasza córka zdecydowała się na gorącą czekoladę. W kwestii deseru pojawił się dylemat, właśnie wtedy się zaczęło… Uwielbiam szarlotkę – deser sprawdzony i smaczny, podawany na ciepło z lodami i listkiem mięty. Zmroziła mnie jednak cena tego smakołyku. Mój mąż z racji swojej choroby, tj. cukrzycy, nie miał problemu, dla niego słodycze są wykluczone. Ja natomiast nie mogłam się zdecydować. Znacie to uczucie. Jest chęć, ale w walce z rozsądkiem i poczuciem swojego rodzaju oszczędności, ona przegrywa. Dość niepewnym głosem uznałam, że jednak zrezygnuję z szarlotki, czym nieopatrznie wzbudziłam wyrzuty sumienia u córki. Ona również uznała, że obejdzie się bez deseru. Zaczęłam ją wtedy przekonywać, że ona ma wolną rękę, żeby się nie ograniczała, że my dla niej wszystko… Stanęło na tym, że ja rezygnuję, a ona ma wolną rękę. Uff

Podszedł kelner. Zamówiliśmy z mężem kawę. Chłopak zamaszyście odznaczył to w swoim notatniku. Przyszedł czas na Karolinę, która samodzielnie złożyła zamówienie.

Poproszę gorącą czekoladę i… szarlotki. Dwie. – powiedziała, pewnie patrząc kelnerowi w oczy.

Wszyscy, ja, mąż, a zwłaszcza kelner, odwróciliśmy głowy w jej stronę. My, rodzice, byliśmy miło zaskoczeni jej decyzją, godną króla Salomona. Tylko kelner nie był pewien czy ona zdoła zjeść dwie szarlotki, o gorącej czekoladzie nie wspominając! Zerkał z zakłopotaniem to na mnie, to na męża. Kiwnięciem głowy potwierdziliśmy zamówienie.

Patrzyliśmy na naszą córkę pełni wzruszenia.  Ujrzeliśmy w niej inną osobę – już nie dziecko, a dojrzałą i mądrą dziewczynę. To była niezapomniana chwila. Magia unosiła się nad nami. Smaku tamtej niezwykłej szarlotki długo nie zapomnę…

Rada. Wchodząc do kawiarni lub restauracji bądźcie zdecydowani przy wyborze z karty menu. I jeszcze jedno – zadbajcie o pełny portfel, przynajmniej w Warszawie.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz