Niepodległość po mojemu

0

Jeszcze się dobrze nie zaczęło, a mam wrażenie, że wszyscy mają dość. 11 listopada mogło być wspaniałą ucztą z bardzo wyjątkowej okazji tj. odzyskania po 100 latach niepodległości. Zostało jednak na wskroś przeszyte polityką i przynajmniej dla mnie zupełnie zatraciło pierwotny sens. Niepodległość niesie wolność i właśnie z niej pragnę skorzystać w tym dniu. Nie mam zamiaru nic stracić z wielkości tego święta, ale zorganizować je po swojemu. Bez czczych przemówień, głośnych marszów dzielących Polaków, a w domu z własnym programem uroczystości.

Po leniwym poranku, bez zrywania się z pościeli, planuję lekkie śniadanie w barwach narodowych. Plastry śnieżnobiałej mozzarelli przełożone czerwonymi krążkami pomidora podkreślą ten dzień i dadzą przedsmak głównym uroczystościom. Najważniejszym elementem będzie rezygnacja z oglądania telewizji. Zapewni to dobry nastrój, rodzinny klimat i cudowną ciszę przedwyborczą chciałoby się napisać, ale w tym wypadku przedmarszową. Jedyny marsz, który może tego dnia wybrzmieć, to wyłącznie ten skomponowany przez Chopina. I choć nosi on miano żałobnego, być może najlepiej oddaje pewien narodowy nastrój.

Trzeba bowiem przyznać, że my – Polacy uwielbiamy celebrować dni naszej klęski, wspominać najtrudniejsze chwile w historii kraju. Świętujemy z namaszczeniem nasze narodowe tragedie, wybuch II wojny światowej, jej zakończenie, żołnierzy wyklętych, Polaków ratujących Żydów, dzień walki i męczeństwa wsi polskiej, itd. W zadumie modlimy się podczas uroczystych mszy św., składamy wieńce, zapalamy znicze, organizujemy apele pamięci, wręczamy ordery. Czujemy się uniesieni powiewem patriotyzmu.

Tylko jakoś zupełnie nie wychodzi nam świętowanie dni radosnych. Nawet 11 listopada przepełniony jest patetycznymi gestami pamięci oraz marszami, które nic nie mają z radości i poszanowania innych. Lubimy przecież takie swoje polskie wojenki o nic. Potyczki, które niczego pożytecznego ze sobą nie niosą, pogłębiają podziały i psują wizerunek na świecie. 11 listopada stał się symbolem ekspresji naszych skrajnych poglądów. Sceną, na której ścierają się antagonizmy. Jednak większość zaszyje się w swoich domach, nie mając zamiaru brać udziału w tej głośnej inscenizacji. Będzie śledzić w telewizji lub internecie jej przebieg, ale nie będzie miała poczucia radosnego świętowania.

Można to jednak zmienić. Nie poddać się atmosferze i świętować na swój sposób. Zaprogramować ten dzień bardzo wyjątkowo, jak na taką piękną rocznicę przystało. Tak, jak w wigilię włożyć odświętny stój (ja z córką sukienki, mąż odkurzy mundur wojskowy) i przypiąć kotyliony. Scenariusz głównych uroczystości może wyglądać następująco:

  • godz. 12.00 orędzie głowy domu poświęcone zasługom w tworzeniu pięknej historii rodziny oraz krótki rys historyczny jak ważna jest niepodległość, jak o nią walczono, jak cenić trzeba wolność słowa, poglądów, prawo do godnego życia
  • godz. 12.10 panel dyskusyjny z udziałem wszystkich członków na temat: jak dobrze, że jesteśmy razem
  • godz. 12.30 wręczenie odznaczeń w formie czekolady dla wszystkich najbliższych uczestniczących w spotkaniu połączone z wygłoszeniem słów pochwalnych
  • godz. 13.30 marsz alejami w pobliskim parku z transparentami w formie jesiennych liści
  • godz. 14.30 powrót do domu i przygotowania do uroczystego obiadu
  • godz. 15.00 odśpiewanie całego hymnu narodowego z „kiedy my żyjemy”
  • godz. 15.05 uroczysty obiad w barwach flagi narodowej: pieczona kaczka po polsku na piure z korzenia pietruszki i ziemniaków z akcentem buraczków i chrzanu, a do tego kieliszek wina białego, a potem czerwonego
  • godz. 15.40 odtańczenie poloneza
  • godz. 16.00 tańce i swawole do białego rana, bo przecież poniedziałek jest wolny 😊

W żaden sposób nie próbuję ignorować tego skądinąd pięknego święta. Jednak dynamika zdarzeń związanych z obchodami w Warszawie jest tak duża, że trudno przewidzieć jej przebieg. A ja chciałabym wspominać stulecie odzyskania niepodległości, jako miłe spotkanie w gronie rodziny i przyjaciół, któremu przyświecają najważniejsze wartości. I w takim stylu przekazać przesłanie przyszłemu pokoleniu. Pokazać, że to doniosłe święto upamiętnia Polaków, którzy byli zjednoczeni, mieli jeden cel i poświęcili wszystko, aby móc żyć w swoim wolnym kraju. I właśnie to stanowi o naszej sile oraz jest gwarancją rozwoju na przyszłość. Ta lekcja historii jest nadal bardzo aktualna, ale chyba nie potrafimy wyciągnąć z niej trafnych wniosków. „Oby Polska nie zginęła…”

A jak Wy spędzicie ten dzień?

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz