Ostatnia rozmowa

0

Przyszło mi w życiu doznać największej straty. Mama odeszła w lutym. Zniknęła, jak wymazana gumką. Zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze ją mają, współczuję tym, którzy ją stracą.

W tym roku pochowałam osobę najbliższą sercu – mamę. Zmarła nagle w lutym. To ogromny cios. Natknęłam się niedawno na artykuł, w którym cały proces żałoby był zanalizowany i podzielony na etapy. To nieprawdopodobne, jaki był prawdziwy. Zmagam się więc w kolejności z różnymi uczuciami. Nie ma tu żadnej taryfy ulgowej. Nie da się ich ominąć, wykluczyć, przyspieszyć. Wszystko dzieje się w swoim rytmie, wolno, dokładnie, do głębi.

Na początku było niedowierzanie, rozpacz, żal. Każde wspomnienie wywoływało łzy. Potem pojawiły się pytania – dlaczego, czy mogłam coś zrobić? Z czasem łagodnieję, godzę się z faktami. Codziennie w drodze do pracy jadę wzdłuż muru Cmentarza Bródnowskiego, mijając zakłady pogrzebowe, kwiaciarnie, zakłady kamieniarskie. Patrzę na dziesiątki bezimiennych grobów, które czekają na swojego ostatecznego lokatora. Wiadomo, że na wszystkich pustych tablicach zostanie wyryte czyjeś imię i nazwisko. To tylko kwestia czasu. Miałam przez te miesiące w drodze – do i z powrotem – czas na przemyślenia. Codzienna droga przez mękę. Ukrywanie łez przed pasażerami, chowanie głowy w książkę.

Przyszedł wreszcie okres, kiedy spokojniej przyjmuję ten smutny fakt. Niedawno mąż ustawił rodzinne fotografie w salonie, w tym ukochanej mamy. Wchodząc rano do pokoju witam się z nią. W jej spojrzeniu dostrzegam radość, innym razem smutek. Kiedy mam coś na sumieniu i wiem, że nie byłaby z tego faktu zadowolona, unikam jej wzroku. Najbardziej lubię, kiedy wspominamy ją na wesoło. Jak przyjeżdżam do domu rodzinnego zachowujemy się jakby była wśród nas. Nikt nie siada na jej ulubionym krześle. Nawet, jeśli przez nieuwagę ktoś to zrobi, po chwili orientuje się, że siedzi na kolanach mamy! Wręcz czuje jej łaskotanie. Ustępuje jej miejsca, czym sprawia wszystkim wiele przyjemności.

Często odwołujemy się do tego, co powiedziałaby w danej chwili. Są momenty, gdy stwierdzamy „szkoda, że jej tu nie ma”, ale są również takie, kiedy mówimy „dobrze, że mama tego nie widzi”. A widzi chyba wszystko.

Zazdroszczę wszystkim, którzy mogą przebywać ze swoją mamą. Jeżeli macie ją jeszcze przy sobie. Cieszcie się nią. Tolerujcie. Przytulajcie. Spacerujcie. Smakujcie siebie na wszystkie sposoby. Rozmawiajcie, nawet spierajcie się, mając jednak na uwadze, że ta rozmowa może być ostatnią.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

 

 

 

 

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz