Przygody kropelki

0

Zadanie domowe mojej córki miało sprawdzić jej wyobraźnię i umiejętność przelania swoich myśli na papier. Przeglądając pracę szkolną szybko dałam się wciągnąć w wir przygód małej kropelki. Zresztą sami przekonajcie się, jakie to wciągające…

Zrodziłam się z chmury. Jestem małą kropelką i…

… spadłam na ziemię. W towarzystwie innych kropel płynęłam przed siebie, nagle wpadłam do strumyka. Zabrał mnie z prądem do rzeki. Teraz pewnie czeka mnie długa droga. Nazajutrz zauważyłam, że rzeka staje się coraz większa. Płynęłam szybciej. Domyśliłam się, że niedługo wpłynę do morza. Minął kolejny dzień. Ujrzałam plażę i bawiące się dzieci.

– Za chwilę wpłynę do morza! Jestem ciekawa, gdzie dopłynę?

Nagle zobaczyłam, jak dziecko zabiera mnie do wiaderka. Byłam zachwycona, lecz nie trwało to długo. Dziecko wylało mnie na swoją budowlę. Zaczęłam parować. Podziwiałam widoki lecąc coraz wyżej. Zbliżał się koniec mojej niezwykłej przygody, ale po czasie znowu wszystko zacznie się od początku. Czeka mnie okrążanie Ziemi. Już nie mogę się doczekać!

Karolina Pultowicz, lat 9

Podczas dyskusji o kolejnych przygodach uwzględniłyśmy możliwość przedostania się kropli do wodociągów, a następnie do mieszkania jakiś ciekawych lokatorów, którzy zagotowują kropelkę i zaparzają herbatę. Kropla mogła po chwili wypłynąć jako łza lub płynąć dalej, pokonując szereg skomplikowanych korytarzy i być poddawana skomplikowanym procesom w organiźmie człowieka po to, aby… (tu salwy śmiechu) ponownie wpaść, tym razem do kanalizacji.

Już dawno odrabianie lekcji nie sprawiło nam tyle dobrej zabawy. Macie jakiś lepszy pomysł na przygody kropelki?

 Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz