Szklanka rozgotowanej wody – terapeutyczna moc

0

Czy zwyczajna szklanka wody może pomagać? Naturalnie. Nie tylko spragnionym, ale także osobom dotkniętym nieuzasadnioną paniką, a nawet miłością. Okazuje się, że ta metoda nadal znajduje powszechne zastosowanie w gabinetach pielęgniarskich (nazwa oddająca rzeczywistość, bo lekarzy w szkole nie ma od dawna).

Prostota to nie tylko synonim elegancji, ale także radzenia sobie z drobnymi problemami. Okazuje się, że zwyczajna szklanka wody może mieć szerokie zastosowanie zdrowotne oraz terapeutyczne. Ten sposób jest często stosowany przez doświadczone pielęgniarki w leczeniu typowych szkolnych dolegliwości w rodzaju „paluszek i główka”.

– Nasza szkolna pielęgniarka ma oryginalny sposób leczenia. Na wszystko – rozgotowana woda –mówi moja córka.
– ???
– Na ból brzucha… – zwracając się do mnie czekała, aż dokończę.
– …rozgotowana woda? – odpowiadam nieśmiało.
– Na ból głowy… – patrzyła na mnie jak nauczyciel.
– …rozgotowana woda! – odpowiedziałam jak uczennica.
– Oczywiście jeśli dzieje się coś poważnego, to pani od razu dzwoni na pogotowie – wyjaśniła córka. – Chodzi taka historia po szkole, że pewien chłopak przyszedł do pielęgniarki, bo nie mógł znaleźć dziewczyny. Wiesz, co dostał? – zapytała.
– Szklankę rozgotowanej wody?! – byłam niemal pewna. – A nie była to przypadkiem przegotowana woda? – teraz ja ujawniłam skłonności pedagogiczne.
– Mamooo, a co za różnica!

W sumie? W tej całej sprawie najważniejsza jest przecież skuteczność. Większość rodziców niepotrzebnie panikuje, a wystarczy często zwykłe przytulenie, pogłaskanie i słowo troski. Na młodsze dzieci świetnie działa system plasterka. Na młodzież kojąco wpływać może szklanka rozgotowanej wody (cytuję za córką). Za moich czasów tę metodę zalecano w sytuacjach miłosnych „szklanka wody zamiast”, to znaczy jako środek antykoncepcyjny. Zostawmy może te przypadki…

Okazuje się, że proste, naturalne metody leczenia znajdują szerokie zastosowanie w innych medycznych placówkach. Moja koleżanka zgłosiła się z ropiejącym palcem (z podejrzeniem tzw. zastrzału) do zakładowego gabinetu. Nazbyt szybko wróciła z powrotem do pokoju.

– I jak? – zapytałam widząc niewyraźną minę koleżanki.
– Dostałam listek – odpowiedziała skonsternowana.
– Plastra? – chciałam uściślić.
– Aloesu. Po prostu pani podeszła do doniczki, zerwała liść i powiedziała, że to najlepszy sposób na moje dolegliwości – wyjaśniła.
– A czy podać ci szklankę rozgotowanej wody? – zapytałam nieśmiało, bo opowiadałam wcześniej historię szkolnej pielęgniarki.

aloes
Trudno opisać mi jej spojrzenie rzucone w moją stronę, póki co już drugi dzień chodzi po pracy z listkiem aloesu na dłoni. Z uwagą obserwuję przebieg wydarzeń. Zauważyłam, że obie pielęgniarki użyły tej samej strategii. Nie wiem jaką ripostę przygotuje moja koleżanka, ale od córki to chciałabym dostać taką przysłowiową szklankę wody… na starość. Rozgotowaną.

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz