Toaletowa dyskryminacja

2

Czuję się dyskryminowana stojąc w długich kolejkach do damskich toalet. Jak stykać się na przykład z kulturą przez duże „K” stojąc w czasie antraktu przed drzwiami z charakterystycznym kółeczkiem? Jest jednak na to proste rozwiązanie, a nawet dwa!

Poruszając ten temat wśród moich znajomych zawsze pojawia się u nich pewna konsternacja i zdziwienie. Mam wrażenie, że obawiają się powiedzieć mi wprost, czy taki temat może być przedmiotem dywagacji. Sądzę, że nie tylko może, ale powinien. Rozwiązanie przyszło mi niespodziewanie, w jakiejś długiej kolejce do teatralnej toalety…

Drogie Panie, czy nie czujecie dyskomfortu tłocząc się w ogonku do czegoś tak prozaicznego jak toaleta. Pamiętam kolejki za tzw. komuny, kiedy stało się po wszystko. W owych czasach, jako uczennica podstawówki, miałam w obowiązku zakup chleba. Wydawałoby się nic trudnego. Była to jednak skomplikowana operacja. Zostawiałam tornister i ustawiałam się w długim ogonku. Sklep świecił pustkami, a ekspedientka w żółtawym od ciągania plastikowych skrzyń fartuchu, również czekała. Chleb przecież musiał się dopiero upiec. I tak się stało. Pół godziny, godzinę, a nawet dłużej. Nagle pojawiało się jakieś wyjątkowe poruszenie spowodowane hałasem na zapleczu. Słychać było trzask drzwi od samochodu dostawczego, szuranie przeciąganych skrzyń wypełnionych gorącym chlebem. Kiedy pieczywo, nota bene jako jedyny towar w sklepie, pojawiało się na ladzie, kolejka już szalała. Tworzył się zaraz ścisk, rosło napięcie, wzmagał się szum. Wręcz do ataków agresji dochodziło, kiedy jakaś „paniusia” usiłowała przebierać w chlebach w poszukiwaniu egzemplarza z wypieczoną skórką. Pamiętam jeszcze jak mama w owych czasach przychodziła bez guzików, które straciła w kolejce po kawałek mięsa. Minęło wiele lat…

Sporo zmieniło się na lepsze. Życie przyspieszyło tempa. Staliśmy się coraz wybredniejszymi klientami. Wymagającymi, a wręcz wybrzydzającymi. Takich „paniuś” jak z przeszłości jest znacznie więcej i nikogo to nie denerwuje. Przecież wybór to święte prawo klienta. Kolejki w naszym mniemaniu to jakiś relikt przeszłości. Gdzie ewentualnie postoimy? Może na poczcie, może do kas sklepowych w piątkowe popołudnie, często w kolejce po słynne warszawskie lody „U Hodunia”, a na pewno po bilety do Centrum Naukowego Kopernik. Warto zauważyć jednak, że w tych kolejkach obowiązuje równouprawnienie. Stoją i mężczyźni, i kobiety, i dzieci. Jednakże do toalet w kinie czy teatrze ZAWSZE czekają TYLKO panie. Wprost uwielbiam patrzących na nas z satysfakcją mężczyzn, bez problemów wchodzących i wychodzących ze swoich szaletów.

Czy tak trudno zrozumieć, że kobiety z racji swojej fizjonomii, ale także wrodzonym nawykom poprawiania garderoby, makijażu i włosów spędzają w toalecie więcej czasu? Nic bardziej odkrywczego. Dlaczego więc – pytam – nikt do tej pory nie wpadł na pomysł, aby w kobiecych toaletach było więcej kabin? Panowie także byliby usatysfakcjonowani szybkim powrotem z toalet swoich partnerek, bo przecież TEŻ czekają.

Już słyszę w wyobraźni krzyk oburzenia. Chciałyście równouprawnienia? – zapytałoby wielu mężczyzn. No, to macie! Mam i na to rozwiązanie, Panowie. W ramach równouprawnienia zróbmy toalety koedukacyjne, wszystkie z kabinami. Razem postoimy w dłuuugiej kolejce.  I co Wy na to?

PS.

Moglibyśmy przy okazji uregulować system znakowania toalet. Okazuje się, że nasze kółeczko i trójkącik nie zawsze są zrozumiałe nie tylko dla nas, a już na pewno sprawiają kłopot gościom zza granicy. Nie znalazłam niestety rzetelnej informacji skąd wzięły się te symbole. W świecie rozwiązano ten problem w inny sposób. Umieszcza się uproszczone postacie w spodniach lub spódnicy, albo napisy „Women” lub „Men”. Ostatnie wybory parlamentarne pokazały, że oswajamy się z innymi orientacjami seksualnymi. Jaką więc toaletę w tej sytuacji ma wybrać transseksualista? Wydaje się, że toalety koedukacyjne są najlepszym rozwiązaniem. Nie dyskryminują i oszczędzają czas zarówno Pań, jak i Panów.

Warszawa, dnia 20 listopada 2012 r.

Kochane Kobiety! Piszę tu o dyskryminacji toaletowej, np. w teatrze, kiedy podczas antraktu panowie błyskawicznie załatwiają (dosłownie) swoje sprawy, a my stoimy w kolejce do trzeciego dzwonka i dłużej. Proponuję proste rozwiązanie ? albo więcej kabin dla kobiet (dyskryminacja mężczyzn) lub koedukację, czyli wspólne toalety (postoimy razem w długiej kolejce). Podczas niedawnej konferencji „Rząd równych szans – administracja przeciw dyskryminacji” miałam okazję interweniować u samej Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, Pełnomocniczki Rządu do spraw Równego Traktowania oraz Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Posłanki na Sejm RP. Obie panie zgodziły się, że dla nas kobiet, jest to problem. Wspominały o kłopotach z damskimi toaletami przed laty w Sejmie. Z zachwytem mówiły natomiast o haczykach na torebki, które pojawiły się niedawno w ławach sejmowych. Może więc uda się z przyjemnością załatwić (dosłownie) ten temat również poza Sejmem?

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

2 komentarze

Dodaj komentarz