Wesoły kierowca MZK

0

Miejskim autobusem po Warszawie jeździ bardzo nietypowy kierowca, który nie tylko umila czas swoim pasażerom wesołymi komentarzami, ale potrafi wprawić w doskonały humor innych kierowców. Kiedy na czerwonych światłach większość ze znudzoną miną przygląda się sąsiadom w innych pojazdach, wesoły kierowca wyciąga tabliczkę z napisem „Uśmiechnij się!”, ale to dopiero początek dobrej zabawy!

To był niedzielny, zimowy poranek. Jednak wyjątkowy przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze budzik zadzwonił o 6.00, a po drugie tego dnia mogliśmy całą rodziną pojechać na zawody pływackie córki. Lekko spóźnieni, opatuleni w zimowe kurtki spoglądaliśmy leniwie przez szyby samochodu na budzące się do życia miasto. Stanęliśmy na czerwonych światłach. Nagle moja Karolina powiedziała:

Mamo, jakiś Pan coś pokazuje.

Nie muszę mówić, o czym pomyślałam w pierwszej chwili. Ze srogą matczyną troską spojrzałam w kierunku stojącego obok autobusu miejskiego. Widok mojej miny był zapewne bezcenny. Najpierw zdziwienie, potem ulga i wreszcie nieśmiały uśmiech. Kierowca trzymał w ręku tabliczkę w kształcie lizaka z napisem „Uśmiechnij się!” Tego chyba nikt nie spodziewałby się po naszych kierowcach. A jednak. To było wielkie i bardzo miłe zaskoczenie.

Pomachaj Panu – poprosiłam córkę w tym samym momencie przypominając sobie – o zgrozo – słyną kwestię z teleturnieju Wojciecha Pijanowskiego, który zwrócił się do swojej asystentki „Magda, pocałuj Pana!

Nadzorczym wzrokiem obserwowałam jak Karolina kiwa ręką. A tutaj kolejna niespodzianka. Wesoły kierowca wyciągnął następną tabliczkę „Wrzuć na luz”. Obudziłam się na całego. W naszym samochodzie zawrzało. Dołączyłam do córki. Kiwałam ręką, podnosiłam kciuki w geście „ok”, a mój uśmiech przybrał rozmiar XXL. Jak się okazało czekała nas kolejna niespodzianka. Wesoły kierowca wyciągnął kolejną tabliczkę z napisem „Miłego dnia!”, co wywołało w nas prawdziwą euforię. Poczuliśmy się, jakby nagle zaświeciło słońce, a świat stał się jeszcze piękniejszy.

Cały dzień mieliśmy niezwykle udany, a córka poprawiła na zawodach swoje rekordy życiowe. Początkowo myśleliśmy, że była to bardzo udana akcja Zakładu Transportu Miejskiego w Warszawie, ale dziennikarskim tropem dotarłam do informacji, że to własna, nieprzymuszona inicjatywa jednego kierowcy w Warszawie. Akcję z powodzeniem prowadzi już od kilkunastu miesięcy. Ma swoich fanów, nie tylko na facebooku. Są ludzie, którzy specjalnie przyjeżdżają z odległych dzielnic, aby przejechać się linią obsługiwaną przez wesołego kierowcę. Nigdy nie jest nudno, za to zawsze na ustach pasażerów pojawia się uśmiech. Podczas jednego z bardzo wesołych kursów, jadący autobusem mężczyzna zaśpiewał fragment arii operowej, czym wzbudził aplauz wszystkich pasażerów i musiał bisować.

Bohaterem warszawskiej komunikacji miejskiej i najweselszym kierowcą w Warszawie jest Pan Robert Chilmończyk, któremu wysłaliśmy podziękowania.

Ja:Panie Kierowco, najweselszy w całej Warszawie! Mieliśmy szczęście spotkać Pana w niedzielny poranek na ul. św. Wincentego. Pana pomysł jest godny Oskara w kategorii życzliwość. Bardzo dziękujemy! Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy Pana zobaczyć w akcji. Czekamy na kolejne spotkanie. Miłego dnia! Dużo uśmiechów od pasażerów, i nie tylko!

Wesoły Kierowca:Dziękuję Pani Elu za miłe słowa i się bardzo cieszę, że jakoś pomogłem i o to chodzi. Wnieś trochę uśmiechu i luzu w nasze miasto. A czy przypadkiem nie jechaliście skodą? Pozdrawiam

Ja:Tak, dokładnie jechaliśmy skodą octavią. To piękna inicjatywa. Gratuluję pomysłowości i energii. Może z córką przygotujemy również jakąś miłą, samochodową tabliczkę dla innych kierowców… Pozdrawiam serdecznie z całą rodziną!

Mam często takie przekonanie, że już wszystko zostało wymyślone, że już nic nie da się zmienić, wszystkie najlepsze pomysły mają już swoich autorów. Jak bardzo się mylę! Najprostsze wydawałoby się rozwiązania są najlepsze. I na pewno ich liczba nie jest wyczerpana. Trzeba tylko dużo dobrej woli i odwagi.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz