Włoskie smaki w legnickim Don Giovani

0

Wszyscy byliśmy wściekli. Taka rodzinna awantura o to, gdzie zjeść. W efekcie córka była górą. Weszliśmy do legnickiej restauracji Don Giovani w marsowych nastrojach. Kiedy przed nami wylądowały zamówione makaronowe dania, nie było lepiej. Aż do pierwszego kęsa…

Podróże rodzinne, jak wiecie, to pasmo nieustających kompromisów. Gdzie jechać, co zwiedzić, którą uliczką pójść, gdzie zjeść, itd. Zazwyczaj cały proces przebiega bezkolizyjnie, ale zdarzają się ciężkie chwile. Tak było z nami w Legnicy, oddalonej o kilkanaście kilometrów od mojego rodzinnego Chojnowa. Mieście znanym z miedzi, festiwalu „Satyrykon”, turnieju chórów „Legnica Cantat” oraz stacjonujących tu przez niemal 50 lat od zakończenia II wojny światowej żołnierzy Armii Radzieckiej. Z racji mieszczącego się tu największego garnizonu wojskowego Legnicę określa się często jako „Małą Moskwę”. To już zamierzchłe czasy. Legnica jako jedno z najcieplejszych miast w Polsce robi wiele, aby ogrzać serca mieszkańców i turystów nową historią.

Najlepszym dowodem jest nasz krótki, ale bardzo przyjemny pobyt w tym mieście. Zanim jednak z uśmiechami opuszczaliśmy Legnicę, szukaliśmy w gorączce miejsca na dobry obiad. Idąc główną ulicą Najświętszej Marii Panny wypatrywaliśmy lokalu, który zadowoliłby wszystkich. Ja z mężem chcieliśmy przekąsić w barze, ale nasza córka wybrała sąsiednią ekskluzywną restaurację Don Giovani. Dla świętego spokoju ustąpiliśmy. Wiedzieliśmy, że w barze niczego nie tknie, a długa podróż powrotna do Warszawy z głodnym dzieckiem to prawdziwa katastrofa.

Weszliśmy do środka w milczeniu. Usiedliśmy i nic nam nie pasowało. Jak przysłowiowej baletnicy, której przeszkadza rąbek u spódnicy. Zamówiliśmy włoskie dania m.in. makaron z łososiem i szpinakowe ravioli. Nikt się do siebie nie odzywał. Wyglądaliśmy jak w najgorszym spocie, gdzie każdy gapi się w swój telefon. Od tej krępującej chwili uwolniła nas kelnerka, która podała dania. Przyznam, że to był miły widok dla oka. Jak się za chwilę okazało również poezja dla kubków smakowych. Już pierwszy kęs wyzwolił na naszych twarzach błogi uśmiech. Potem było już tylko lepiej. Drobne westchnienia, krótkie słowa, aż znowu wróciliśmy do rodzinnego świergotu.

Może nie jesteśmy wybitnymi znawcami kuchni włoskiej i nie odwiedziliśmy wszystkich restauracji w stolicy, to jednak nasz gust kulinarny kształtował mistrz Enzo Rossi – właściciel dziś już pięciu pizzerii& spaghetterii w Warszawie. Swój pierwszy lokal otworzył na Bródnie nieopodal naszego nowo zakupionego mieszkania. Osobiście przygotowywał najlepszą w stolicy pizzę i – nie ukrywam – swoją południową urodą i urokiem osobistym przyciągał zwłaszcza żeńską część klienteli. Od dziesięciu lat obserwujemy jego rozwój, ekspansję i czerwone ferrari przed restauracją wzbudzające naturalnie zachwyt męskiej części klientów Bella Napoli.

Najlepszym naszym domowym ekspertem niewątpliwie jest nasza córka, która dopiero po kilku latach znalazła gotowość do skosztowania poza pizzą, różnych innych włoskich dań. Natomiast bez wątpienia uznała legnicką wersję włoskiej pasty za najlepsza w jej 15-letnim życiu. Kiedy podeszła kelnerka z rachunkiem postanowiłam zaczerpnąć więcej informacji.

– Kto dla Państwa tak wspaniale gotuje? – zapytałam zachwycona.
– Tomek – odpowiedziała najszczerzej jak mogła dziewczyna.
– Tomek – powtórzyłam. Musiało mi to wystarczyć.
– Widać był w Italii, bo gotuje genialnie – kontynuowałam.
– Tomek ma 24 lata i jest absolwentem naszej legnickiej szkoły gastronomicznej. U nas specjalizuje się w przygotowywaniu makaronów – kelnerka uchyliła rąbka tajemnicy.
– A… i nigdy nie był we Włoszech – dodała.
– Tym bardziej jest wyjątkowy – przyznaliśmy jednogłośnie.
– Przekażę Państwa słowa Tomkowi. Na pewno sprawi mu to przyjemności – zakończyła uprzejmie kelnerka.

Kiedy pojechaliśmy w te święta w rodzinne strony, o wizycie w restauracji Don Giovani i spotkaniu z kuchnią Pana Tomka marzyła już nie tylko nasza córka. Tym razem wchodząc do restauracji mieliśmy o niebo lepsze nastroje i wspaniale czuliśmy się w swoim towarzystwie. Mieliśmy szczęście, bo nasz kucharz był na miejscu. Jak się okazało, w międzyczasie talent Pana Tomka doceniło wielu smakoszy i nawet dwa razy odchodził z restauracji, ale zawsze wracał. Dzięki temu, poprzez delikatne ciasto makaronu, wyważone proporcje składników oraz wykwintne połączenia, mogliśmy ponownie poczuć serce prawdziwego kucharza, który gotuje z miłością. Czuć to w każdym kęsie. Każdej kropelce maślanej polewy. W każdym skrawku parmezanu. Jednym słowem rozkosz dla podniebienia.

Chcieliśmy poznać tajemniczego Pana Tomka. Na naszą prośbę wyłonił się z kuchni uśmiechnięty, jeszcze rozpalony ciepłem od gotowania, a przy tym niezwykle uprzejmy. Nie szczędziliśmy komplementów. Pan Tomasz Olczak niewątpliwie jest prawdziwym diamentem w Don Giovani. Jest kucharzem, który kocha gotować, kocha ludzi i… kocha swoją dziewczynę, dzięki której ciągle powracał do Legnicy.

Legniczanom można pozazdrościć, że mają na wyciągnięcie ręki najlepsze włoskie smaki. Właścicielom restauracji pogratulować tak utalentowanego młodego mistrza kulinarnego. Sobie można życzyć tylko wielkiej miłości, która jest w stanie wyśmienicie „przyprawić” każde danie.

Zdjęcia (z wyjątkiem fotografii z ravioli) pochodzą z witryny internetowej restauracji Don Giovani http://www.dongiovanni.legnica.pl/

 

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz