Wschody i zachody – kim jesteś?

0

Lubicie chłodny i cichy wschód u progu dnia czy rozgrzany do czerwoności, namiętny i obfity zachód słońca? Najlepiej doświadczyć obu zjawisk, aby łatwiej zrozumieć siebie i odpowiedzieć sobie na pytania: co lubię w życiu, jaki mam temperament, kiedy i gdzie szukać w sobie inspiracji i siły.

To wspaniałe kosmiczne zjawisko z udziałem gorącej gwiazdy odbywa się dwa razy dziennie. I choć za każdym razem jest to inny spektakl, umyka nam w wirze codziennych wydarzeń. Piękno tego zjawiska zdaje się nas olśniewać dopiero w czasie urlopu lub wycieczki w plener, kiedy nagle uzmysławiamy sobie jak wielkie i widowiskowe procesy zachodzą nad naszymi głowami.

W mojej sypialni…

Wiszą dwa obrazy malowane tą samą ręką. Pamiętam jak przy zakupie nie mogliśmy z mężem zdecydować się, który wybrać. Obrazy przedstawiają brzeg jeziora otoczony sitowiem i trawami, z tym, że jeden przedstawia wschód, a drugi zachód słońca. W efekcie kupiliśmy dwa i powiesiliśmy na ścianie jeden obok drugiego. Budzą nas każdego poranka i są miłym początkiem dnia. Bardzo długo szukałam odpowiedzi, który obraz bardziej do mnie przemawia.

Wschód

Chłodne, delikatne barwy. Biel z lekką żółcią. Nad wodą unoszą się delikatne mgły. Słychać niemal ciszę i oczekiwanie całej przyrody na przyjście wyjątkowego gościa. Wyłoni się niespodziewanie, bez fleszy i kamer. Dostojnie wielka kula wtoczy się na horyzont, by z każdą chwilą budzić dzień i powoli rozgrzewać świat. Jest symbolem tego co przed nami, zapowiedzią długiego dnia, który może nam przynieść wszystko, zależnie czego pragniemy. Jest jak czysta kartka, na której możemy dowolnie rysować czarną lub różową kredką. Jest optymistyczną zapowiedzią jasnych godzin naszego życia. Daje początek wszystkiemu. Co najważniejsze, zaczynać możemy każdego dnia, niemal w nieskończoność.

Zachód

Przesycony barwami schyłek dnia. Do czerwoności rozgrzane słońce, pełne rumieńców po wielogodzinnej wędrówce po nieboskłonie. Niosące brzemię wszystkich przeżyć, westchnień i krzyków dnia. Zadowolone z siebie i bezwstydnie zanurzające się w chłodnej wodzie i skrywające za horyzont. Cała przyroda zdaje się mu dorównywać. Rozbujane wiatrem trawy z trudem próbują ułożyć się do snu, rozweselone i pobudzone owady wyciszają się wyłącznie z powodu gasnących promieni słonecznych. Zachód jest widowiskowym podsumowaniem dnia. Finalnym preludium efektów świetlnych. Skłania do refleksji, do radości z tego, co przeżyliśmy danego dnia. Jest nagrodą, prezentem natury, po który możemy sięgać codziennie. Z drugiej strony zachód coś kończy i zamyka. Pozostawia wspomnienia, a jednocześnie jest zapowiedzią odpoczynku i snu.

W drodze do brzasku

W tym roku chciałam doświadczyć obu zjawisk, aby ostatecznie odpowiedzieć sobie na główne pytanie. Nie pamiętałam wschodu, widziałam go w zamierzchłych czasach harcerskich, ale wrażenia dawno już wygasły i chciałam je odświeżyć. Spędzałam w połowie lipca  urlop nad Bałtykiem, więc miałam sprzyjające warunki do przeprowadzenia testu. Wprawdzie dopiero za drugim razem udało się nam wstać bladym świtem, ale zdążyliśmy dojść na plażę i czekać na wschód. Nawet mój nieprzekonany do tej eskapady mąż, zachwycił się eksplozją słońca, wynurzającego się z fal Bałtyku. Oprócz nas, jeszcze tylko jeden chłopak zdecydował się rozkoszować budzącym się dniem.

Było rześko, ale nie zimno. Jasno, co oznaczało, że blask słońca docierał już do tej części półkuli. Zrobiło się ciszej, morskie fale wstrzymały swój oddech, a na horyzoncie widać było żółto-czerwoną łunę. I nagle pojawił się fragment czerwonej kuli. Z każdą sekundą wyłaniał się kolejny fragment tarczy. Na wodach Bałtyku utworzyła się słoneczna droga, która drgała na lekkich falach. Urzekający moment dnia, który zapisywał się w historii naszego życia.

Wschód przychodzi lekko, cicho i niespodziewanie. Najczęściej w samotności. Swoją wędrówkę słońce kończy natomiast w blasku chwały, bo na zachody przybywają tłumy. Wówczas w towarzystwie kończy kres swojej wielogodzinnej wędrówki przy toastach wznoszonych szampanem lub butelkami z piwem. Jest radośnie i gwarno. Wiele romantycznych par próbuje uchwycić kadr na tle gorącej kuli i zakończyć dzień wspólnym spacerem.

U mnie ten moment wywołuje poczucie lekkiego przygnębienia, utraty czegoś niewidzialnego, bo gołym okiem widać jak szybko umykają chwile. Przychodzi refleksja, jak wiele z tych momentów dnia traci się na rzeczy mało istotne. Jak można było piękniej wypełnić kolejne godziny. Jak smutno, że cudowne przeżycia już za nami. Na szczęście ten koniec jest zapowiedzią początku, który zacznie się wraz z pierwszymi promieniami słońca.

Jesteś wschodem czy zachodem?

Wschody i zachody od tysiącleci przyciągają uwagę ludzi. Stanowią interesujące zjawisko astronomiczne, skłaniające wrażliwych do rozmyślań, obojętnych do świadomości, że to naturalna kolej rzeczy. Kiedy jednak przyjrzymy się naszym odczuciom, możemy lepiej zrozumieć siebie, zrozumieć dlaczego wybieramy w życiu pewne drogi i co sprawia nam największą przyjemność.

Jestem klasycznym wschodem. Lubię tę poranną ciszę i spokój. Delikatne mgły na horyzoncie. Zapowiedź tego, co przede mną. Czas na planowanie, rozmyślanie o tym, jak spędzić najbliższe godziny życia. Mieć komfort tego, że przede mną cały dzień. Cieszyć się samotnością, ale dobrze nastroić się na to, co mnie czeka. Będąc w pełni rozbudzoną patrzeć na ludzi, których już od rana razi słońce i męczą się upałem na długo przed południem. W odróżnieniu od przyrody, która budzi się rześko o świcie, świergoli na cztery strony świata i tętni życiem, chcąc wypełnić jak najlepiej swoje powołanie. I choć sama często czuję poranną ociężałość, przynajmniej staram się zaczynać dzień, jak skowronek.

A Ty kim jesteś?

Spójrz, jak pięknie budzi się dzień. 🙂

Zobacz jak wspaniale kończy się się dzień. 🙂

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz