Inspiracje,  Uczucia

Mój blog po nowemu – urodzinowy prezent

Dziś wchodzę w wirtualny świat w nowej szacie graficznej, inną wizją i pomysłami. Chcę pokazywać zdarzenia, nie zawsze łatwe, najczęściej niepożądane, które jednak niosą ze sobą coś dobrego. Taki nieoczekiwany efekt uboczny. Pragnąc ujrzeć te drobne prezenty od życia, trzeba nauczyć się je dostrzegać, umiejętnie interpretować zdarzenia, których doświadczamy, a przede wszystkim otworzyć oczy i serce. Ten trening może okazać się bardzo pomocny w pozytywnym spojrzeniu na życie. A tego wszystkim zawsze nam brakuje. Premierę bloga zaplanowałam dokładnie w dniu moich urodzin, jako prezent przede wszystkim dla moich wszystkich Czytelników.

EFEKT UBOCZNY

Efektem ubocznym krytycznej oceny mojej koleżanki jest właśnie ta strona w nowej odsłonie
formą osobistego dziennika, pisanego z pasji a nie dla pieniędzy

Życie przeorało mnie w ostatnim czasie – podobnie ma zapewne większość ludzi – na tyle mocno, że prowadzenie bloga zeszło na daleki plan. Niewątpliwie dużych spustoszeń i zmian dokonała pandemia. Nie ma chyba jednak na świecie osoby, która przeszła przez ten okres nieporaniona i niepoobijana. A wielkie zmiany pociągają za sobą inne zmiany, które wpływają na codzienność, a w konsekwencji na całe życie. Koronawirus totalnie przeobraził świat i nasze postrzeganie na wiele spraw. Mówi się, że świat już nigdy nie będzie taki sam, jak przed pandemią, ale przecież ciągle ulega przemianie. Wiadomym jest, że kiedy dochodzi do rewolucji są przegrani, ale są także zwycięzcy. I tak samo jest w tym przypadku. Można pandemię postrzegać jako pasmo nieszczęść, ale trudne zdarzenia mogą mieć także zbawienne skutki. To właśnie jest efekt uboczny czyli niespodziewane dobre efekty przykrych zdarzeń lub trudnych decyzji.

Można pandemię postrzegać jako pasmo nieszczęść, ale trudne zdarzenia mogą mieć także zbawienne skutki. To właśnie jest efekt uboczny czyli niespodziewane dobre efekty przykrych zdarzeń lub trudnych decyzji.
Wiatr może nas spychać, ale możemy go też użyć jako siłę napędową

Kiedy jesteśmy w takiej czarnej dziurze, nie widzimy niczego innego poza ciemnością. A może nawet nie chcemy widzieć. Czas robi jednak swoje. Jest najlepszym lekarzem na wiele trudnych emocji. I wtedy pojawia się światło w tunelu, a kiedy za nim idziemy, wokół robi się coraz jaśniej. Dopiero wtedy dostrzegamy, że po drodze pojawiły się przy okazji jakieś plusy, nieoczekiwane dobre zdarzenia, nowe nawyki i korzyści. Nie da się tego zaplanować. To dary od losu, nawet wtedy kiedy wydaje się on nieznośny i kapryśny. Właśnie o tym chcę pisać na blogu. Pokazać, że w najgorszym nieszczęściu zawsze jest kropla dobra.

W najgorszym nieszczęściu zawsze jest kropla dobra. Umiejętność dostrzegania tego jest wielką zaletą, bo pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość.

Umiejętność dostrzegania tego jest wielką zaletą, bo pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Pozwala także pozytywnie patrzeć na życie i na wszystko, co ono niesie ze sobą. Nie przypadkowo na główne zdjęcie bloga wybrałam piękny widok na Zatokę Pucką w Jastarni, gdzie wielu ludzi z pasją uprawia kitesurfing, będący najwspanialszym przykładem tego, jak można wykorzystać nawet wzburzone wiatr i fale, aby płynąć spokojnie przed siebie.

W poszukiwaniu siebie

Wreszcie – powiedziałam sobie. Wreszcie przemogłam w sobie długotrwały kryzys i podjęłam kroki, aby z nowym pomysłem wkroczyć w blogowy świat. W czasie pandemii zapadłam w pewnego rodzaju nicość, niemoc i niechęć do pisania o czymkolwiek. Nic nie wydawało mi się na tyle ciekawe i ważne, co mogłoby konkurować z komunikatami covidowymi o sytuacji pandemicznej i zdrowiu najbliższych. Przedłużająca się stagnacja na całym świecie przyniosła efekt uboczny w postaci ogromnych dawek stresu, depresji i załamania. Kiedy te problemy, po długim czasie zaczęły się rozwiązywać, a sytuacja zmieniła się lepsze, pojawił się czas na nowe działania.

Długo zastanawiałam się czy kontynuować w ogóle pisanie bloga. Obszerna tematyka powodowała dyskomfort z tego tytułu, że ciągle miałam w głowie coś do napisania, coś zaległego, coś dla mnie ważnego. Sama na siebie nakładałam coraz wyższe wymagania, z czasem unikając ich spełniania. Podobnie jak z uczniem, który ma zaległości, a jeżeli ciągle ma dokładany nowy materiał, początkowo się przejmuje, stara i martwi, ale z czasem, kiedy nie jest w stanie zdążyć, odpuszcza. Przyłapałam się na tym, że coś, co powinno sprawiać mi przyjemność, stało się obciążeniem. Próbowałam zmienić kierunek bloga, wyspecjalizować go w jakimś konkretnym kierunku, albo skomercjalizować.

Krytyka może być motywująca

Nie znajdywałam żadnego dobrego rozwiązania. I wszystko stanęło, tym bardziej, kiedy zetknęłam się z ostrą krytyką mojej przyjaciółki. To był mocny cios, taki lewy sierpowy. Oszołomiona krytyką zapadłam ponownie w czeluść. Nigdy nie myślałam, że na blogu się wymądrzam i piszę mentorskim tonem. Różnorodność tematów też nie była w jej ocenie dobra. Brak jasnego kierunku w pisaniu powoduje przecież, że grupa odbiorców jest rozproszona i w dużym skrócie trudno ułożyć do tego strategię. Dodatkowo usłyszałam, że zabieram głos nie będąc specjalistką od psychologii, biznesu, medycyny, występów publicznych, itp. Dobrym wyjściem z sytuacji miałby być dla mnie blog skupiony na sprawach domowych, bo w tym moja koleżanka upatrywała sukces, czyli taki pomocniczy, praktyczny w stylu Chujowa Pani Domu.

Płynąć na falach życia jest sztuką

Długo zajęło mi przyswajanie i analizowanie tej szczerej w słowach analizy. Musiałam odpowiedzieć sobie na kilka trudnych i ważnych pytań. I już wiem! Na razie nie prowadzę komercyjnego bloga, bo robię to z pasji. Można powiedzieć, że to blog charytatywny, albo będący formą psychoterapii, co w tych czasach ma ogromne znaczenie. Nawet jeśli nie jestem psychiatrą, profesorem filozofii, chemikiem ani fizykiem, mam święte prawo zabierać na każdy temat głos i wyrażać swoje zdanie. Nie piszę o szczegółach Galaktyki Andromedy, ale o życiu, moich dylematach, wydarzeniach, problemach na jakie napotykam i sposobach na ich rozwiązanie. Mam taką nieodpartą chęć dzielenia się wiedzą na poziomie, jaki posiadam. Internet pozwala bowiem poszerzyć wiedzę w każdym zakresie, a także nie czytać bzdetów, bzdur i nieciekawych blogów. Po prostu. Prawo wyboru. Wolność.

Ten blog pomaga pozytywnie patrzeć na życie, nawet wtedy, kiedy na głowę spadają gromy i nic nie układa się dobrze. Oparty jest na nauce szukania małych plusów w wielkich minusach losu.

Rozwinąć skrzydła

I to właśnie najbardziej do mnie przemówiło – wolność. Na blogu jestem dla siebie dyrektorem, sekretarzem redakcji i redaktorem naczelnym. Piszę i publikuję treści, które według mojej osobistej redakcji są najciekawsze i najpotrzebniejsze. Często mam takie parcie, aby właśnie o czymś napisać, aby pozachwycać się czymś, podzielić wrażeniami, wyrzucić z siebie nadmiar nagromadzonych emocji. Jest formą osobistego dziennika, pisanego z pasji a nie dla pieniędzy, choć może i chciałabym, aby przynosił zysk, choćby na pokrycie kosztów jego utrzymania i nazwijmy to konserwacji. Musiałam dokonać w swojej głowie takiej rewolucji myślowej, aby też zmierzyć się z odpowiedzią na pytanie, które zawsze wprawiało mnie w zakłopotanie: A o czym jest Twój blog? O czym? O mnie. Pomaga pozytywnie patrzeć na życie, nawet wtedy, kiedy na głowę spadają gromy i nic nie układa się dobrze. Oparty jest na nauce szukania małych plusów w wielkich minusach losu. Efektem ubocznym krytycznej oceny mojej koleżanki jest właśnie ta strona w nowej odsłonie, ale nie tylko. Poczułam większą pewność siebie w tym co robię, co chcę robić i jak odbierać różne opinie. Przede wszystkim słuchać, analizować, ale iść własną drogą, choćby po drodze trzeba było zaliczyć wiele błędów – one uczą najskuteczniej.

Najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie

Skąd wziął się pomysł na nową nazwę bloga? Jak to zwykle bywa – z przypadku. Rozmawiałam z bardzo ważną dla mnie osobą, której skromność nie pozwala mi pisać więcej. Miała ona ogromny wpływ na moje życie i potrafiła mnie motywować w chwilach największego zwątpienia. Kiedy spotkałyśmy się niedawno, po długiej covidowej przerwie, opowiadałam, co w tym czasie wydarzyła się u mnie. Zauważalnym jest na przykład spadek mojej wagi, co być może jest spowodowane podjęciem decyzji o całkowitej rezygnacji z alkoholu.
– Że schudłam? – dopytywałam. – A tak, to chyba z powodu przejścia na abstynencję. Taki efekt uboczny – skwitowałam – I to jest właśnie pomysł na tytuł Twojej książki – usłyszałam od mojej rozmówczyni.
– Czemu nie? – nie chciałam odrzucać pochopnie pomysłu.

Sztuką jest pozytywne postrzeganie świata, zwłaszcza wtedy, kiedy tak szybko się zmienia. Zapraszam do wspólnej podróży w poszukiwaniu dobrych efektów ubocznych różnych zdarzeń w naszym życiu.

Im więcej o tym myślałam, tym bardziej byłam przekonana, że to doskonały tytuł. Nie wiem czy na książkę, bo jestem zbyt zakompleksiona, ale pomyślałam, że może to doskonały pomysł na bloga. A kto wie może i książki?
Pomysł na zmiany chwycił. Spotykał się ze świetną reakcją ze strony osób, z którymi podzieliłam się tym projektem. I poszłam tą drogą. Chyba czekałam na taki drogowskaz. Pozwala mi to pisać na różne tematy, ale wszystkie skierowane w stronę dostrzegania pozytywów tam, gdzie się ich nie można spodziewać. Na dostrzeganiu dobrych stron i wywrotowych niespodzianek od życia, kiedy rzuca nam pod nogi kłody. Mam nadzieję, że macie również podobne doświadczenia, a jeśli nie, to tutaj znajdziecie na to wiele przykładów. Sztuką jest pozytywne postrzeganie świata, zwłaszcza wtedy, kiedy tak szybko się zmienia. Zapraszam do wspólnej podróży w poszukiwaniu dobrych efektów ubocznych różnych zdarzeń w naszym życiu.

Łatwiej lekko pisać, niż lekko przejść przez życie, ale razem jest znacznie łatwiej. Zapraszam więc do wspólnej podróży przez codzienność. Znajdziecie tu chwilę wytchnienia, dużą dawkę optymizmu i wiele inspiracji. Pokazuję jak wielką moc ma siła pozytywnego myślenia, a także jak dostrzegać efekty uboczne trudnych decyzji i niesprzyjających zdarzeń.

Leave a Reply