cover letter template information technology case study on price discrimination in india job redesign case study italian earthquake case study financial algebra homework help ponder critical thinking game nepali homework for grade 2 should a thesis statement be debatable

Oswajanie “Marsa”

0

Tegoroczne ferie postanowiliśmy z rodziną zainaugurować na górskich stokach Zieleńca. Była to moja pierwsza w życiu przygoda z nartami. O miłości do szusowania nie mogę powiedzieć, ale warunki zjazdowe i widoki są urzekające.

zima1Ludzi można podzielić na tych, którzy kochają góry i tych, którzy kochają morze. Zaliczam się do tej drugiej grupy, ale uważam też, że w życiu trzeba próbować. Jazda na nartach była dla mnie tak odległym tematem jak Mars we wszechświecie. Do tego sportu trzeba mieć w minimalnym wydaniu dobre spodnie, kurtkę i rękawice, bo sprzęt można wypożyczyć. O odwadze nie wspomnę. Moja przyjaciółka Edit – za co jestem jej niezmiernie wdzięczna – niemal przez godzinę namawiała mnie przed wyjazdem, abyśmy w sklepie sportowym przymierzyli buty narciarskie. Dobrze dobrane zapewniają komfort i bezpieczeństwo. W sklepie otrzymaliśmy mnóstwo dodatkowych informacji technicznych o nartach i kijkach. Wszystko wydawało mi się bardzo skomplikowane. Sytuację grozy potęgował fakt, że wiele osób z mojego otoczenia miało problemy z więzadłami stawu kolanowego. Leczenie jest procesem długotrwałym, lepiej już – co podkreślają dotknięci tym urazem – złamać nogę. Najgorszym jest brak przygotowania kondycyjnego przed uprawieniem białego szaleństwa. Pracujący za biurkiem – tak jak w moim przypadku – są narażeni na kontuzje. Z “mocnym” przygotowaniem teoretycznym udaliśmy się w podróż do Zieleńca.

Kraina śniegu

zima2Był to drugi tydzień ferii. Na Dolnym Śląsku wręcz wiosennie, ani grama śniegu. Z każdym kilometrem budziły się w nas wątpliwości. Pocieszaliśmy się, że jeśli nie uda się nam pojeździć na nartach, okolica bogata jest w atrakcje turystyczne, więc zawsze mamy możliwość wyboru. Nocleg zorganizowaliśmy w hotelu “Sonata” w centrum Dusznik-Zdroju. Okazał się bardzo urokliwy, z uprzejmą obsługą. Naszym najlepszym testerem jakości jest nasza córka, która już w holu głównym wystawiła mu wysokie noty. Odetchnęliśmy. Jak się okazało potem było już tylko lepiej. Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy zobaczyć pasma Gór Orlickich i przekonać się, w jakich barwach powita nas Zieleniec. Kilometr od wiosennych Dusznik, skręciliśmy z drogi międzynarodowej i stał się cud. Dosłownie już na zakręcie zbocza były pokryte białym puchem. Jadąc dalej malowniczą trasą w jednej chwili znaleźliśmy się w krainie śniegu. To wręcz nieprawdopodobne, choć ten obszar słynie ze specyficznego alpejskiego klimatu i najdłużej utrzymującego się w Polsce śniegu. Drzewa porastające wzgórza były oblepione białym puchem. Mijając kilkanaście ostrych zakrętów wyjechaliśmy na rozległy teren, a naszym oczom ukazało się całe piękno kurortu górskiego. Migały nam przed oczami stylowe domki, w których mieściły się wypożyczalnie i bary, wyciągi po obu stronach, nad nami przejeżdżali narciarze na kolei krzesełkowej i gondolowej. Totalny mix. Jak się później okazało wszystko przebiega w ustalonym porządku, a jedyną nieprzewidywalną rzeczą jest poziom szaleństwa zjeżdżających.

Pług i ciężka orka

zima3Rekonesans wypadł wspaniale, wybraliśmy wyciąg “Patyczaki” dla początkujących, zorientowani w cenach i możliwościach wypożyczenia sprzętu, zaplanowaliśmy inaugurację następnego dnia. Pogoda nas nie zawiodła. Przez cały pobyt warunki były doskonałe. Dobór nart i butów przebiegł ekspresowo. Jeszcze tylko kaski na głowy, zamówienie instruktora i jazda! Najlepiej radził sobie mój mąż, po 35 latach szybko odświeżył umiejętności i szusował sprawnie. Naszej 11-letniej Karolinie szło równie dobrze, za to ja, dałam kilka razy popis zjazdu na tyłku i nie tylko. Pan Andrzej, który miał nas w opiece, łapał mnie na szczęście, dając instrukcje poprawnych zjazdów i… upadków. Niestety ciągle miałam wrażenie, że moje ciało nie jest moje, a narty jeżdżą same. Takie początki. Po godzinie nauki byłam w stanie chwycić wyciąg talerzykowy, po czym zjechać z góry pługiem. Po pięciu godzinach takiej “orki” kolana niemal odmówiły posłuszeństwa. Na szczęście wróciłam cała i zdrowa z mocnym przekonaniem, że o kondycję fizyczną należy dbać systematycznie. Nie zakochałam się w nartach, ale też ich nie przekreślam. Muszę sobie dać jeszcze jedną szansę. Okazja już niebawem, bo już w marcu.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Share.

About Author

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Leave a Reply