peanut brittle business plan swami vivekananda essay in gujarati 500 words write out numbers essay wild world ltd case study multiple case study design cover letter examples for kmart story map homework

Strata dziecka

0

Chciałam kupić tylko butelkę wody. Kilka minut rozmowy ze sprzedawczynią w kiosku sprawiło, że wychodziłam z bagażem myśli. Traumatyczne przeżycia kobiety wstrząsnęły mną do głębi. Tym bardziej, że opowiadała ze spokojem, łagodnością, a uśmiech nie znikał jej z twarzy. Jak to możliwe?

Są w życiu spotkania, które zapamiętuje się do końca życia. Wydają się przypadkowe, ale jestem zwolenniczką teorii, że nie ma takich zdarzeń. Wszystko po coś jest, a każde spotkanie i rozmowa mają nas czegoś nauczyć, coś pokazać, a niekiedy coś uświadomić. Tak samo było w moim przypadku.

Dopiero po czasie zauważyłam, że pani z kiosku jest ubrana na czarno. Jej zażyła rozmowa z koleżanką z sąsiadującego biura nie wskazywała, że przechodzi trudny okres w życiu. Tematyka zahaczała o fizykę, budowę komórek i inne teorie naukowe. Czekałam na dogodny moment, żeby kupić wodę, a w międzyczasie byłam świadkiem tej dyskusji. Przez chwilę straciłam wątek, ale rozmowa zeszła na moje ulubione czasopismo Zwierciadło i znowu byłam na ziemi.

grobPo chwili zostałyśmy same ze sprzedawczynią, ale ona nie spieszyła się z podaniem butelki wody. Wyczuwałam, że chce jeszcze porozmawiać. W toku wypowiadanych myśli kobieta niespodziewanie rzuciła, że straciła córkę. Popatrzyłam na nią uważnie. Stała z miną łagodną i spokojną. Napomknęłam, że ja również straciłam najukochańszą mamę przed czterema laty i do dziś nie potrafię otrząsnąć się po tym zdarzeniu.

– Córkę straciłam rok temu – odpowiedziała cicho.
– A czy miała rodzinę? – chciałam skupić jej uwagę na najbliższych.
– Była dorosła, niezamężna. Sama ją wychowywałam – powiedziała.
Zaschło mi w gardle. Stałam jak wryta, zupełnie nie wiedząc, jak się zachować.
– Jest pani bardzo silna – powiedziałam po chwili. Przez pierwszy rok na samą myśl o mamie nie mogłam powstrzymać łez – wspominałam.
– Ostatni rok – kontynuowała kobieta – spędziłam w szpitalu psychiatrycznym. Doskonała opieka specjalistów i leki wygłuszające uczucia, a jednocześnie dające energię do prostych czynności sprawiły, że tutaj jeszcze jestem…
Zapadła cisza.
– Praca w kiosku nie jest dochodowa, to część terapii. Kontakty z ludźmi potrafią oderwać moje myśli od jednego tematu, pozwalają mi na chwilę odetchnąć – mówiła.

Pokrótce kobieta opowiedziała o tragicznej śmierci córki oraz toczącym się bez efektu postępowaniu sądowym. Sięgnęła do historii rodziny, z której jasno wynikało, że los nie szczędził im trosk i zawirowań. Jednak kobiety w tej rodzinie należały do osób bardzo silnych. Ona sama wychowywała córkę i była z niej bardzo dumna. Jak pracownik naukowy i wykładowca nauk ścisłych zadbała o jej edukację, sprawnie łącząc obowiązki zawodowe z macierzyńskimi. Aż nadszedł ten dzień…

aniolekSłuchając jej miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Zapomniałam, po co przyszłam do kiosku. W końcu zapłaciłam za wodę. Obiecałam, że jeszcze przyjdę i wróciłam. Zakupy w kiosku były tylko pretekstem. Przychodziłam tam dla Niej. Bardzo chciałam ją wesprzeć, dodać otuchy, pocieszyć. Miałam jednak przeczucie, że tego nie potrzebuje. Wystarczyło tylko słuchać. Tylko tyle i aż tyle.

Dzięki wielu dobrym ludziom wokół niej, umorzona sprawa powróci na wokandę. Ktoś, przy okazji, podwozi ją po pracy do domu, a inny wynajdzie w szafie świetny ciuch. Ci ludzie są jak żywe anioły, dlatego na ostatnie spotkanie przygotowałam dla niej w prezencie anioła. W kolorze nadziei, żeby uwierzyła: w sens życia, w innych ludzi i nieuniknione spotkanie z ukochaną córką.

Kilka tygodni później w moim ulubionym Zwierciadle jako temat miesiąca pojawił się materiał o matkach, które straciły swoje dziecko. To niełatwy obszar, ale przeczytałam go z podwójną ciekawością. Dowiedziałam się, czego mogą ewentualnie oczekiwać takie pogrążone w żałobie osoby i jak im pomóc. Czyżby to był przypadek?

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Share.

About Author

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Leave a Reply