45 lat temu…

0

…25 października o godz. 20.35 przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała imiona Elżbieta, Krystyna. Dziś, jeszcze bez okularów, siedzi przed monitorem i pisze kilka słów refleksji. W czasie swojego życia spotkała wielu dobrych ludzi, szczęście często pukało do jej drzwi, a w sercu zagościła miłość. Nie ma jednak róży bez kolców. Bywały dni smutne i zdarzenia, po których zostały blizny. Bilans jest jednak na plus!

Co roku zamieszczam ten urodzinowy tekst, ale rośnie cyfra w tytule, inne również nachodzą mnie refleksje.

Niespodziankę przygotowali moi najbliżsi, mąż czekał z ogromnym bukietem róż pod pracą, a córka z prezentem. Niektóre otrzymałam wcześniej, bo otwarcie powiedziałam czego oczekuję, a te prezenty wymagały przymiarki. Jednak niespodzianka od córki była dla mnie zaskoczeniem. Doskonale wsłuchała się w moje ukryte potrzeby i intuicyjnie sama dokonała wyboru. Przyglądała się wcześniej z jakim rozmarzeniem patrzyłam na malutki, ale bardzo drogi kalendarz „Moleskine”. Wiedziała, że sama sobie takiego nie kupię. Dołączyła też płytę Michaela Buble, inicjując obszar muzyczny, który jeszcze nie do końca jest mi znany. Tego dnia zostałam zwolniona z obowiązków gotowania, a obiad zjedliśmy w naszej ulubionej włoskiej restauracji Bella Napoli prowadzonej przez Enzo Rossi, która wpisała się w życie kulinarne mieszkańców Bródna i nie tylko.

W pracy również było wiele miłych akcentów, czekoladki od Marzenki, a od moich najbliższych koleżanek Ani, Agnieszki i Kariny otrzymałam wyczekaną, najnowszą książkę Dana Browna „Początek”. Była pięknie zapakowana w pudełko z piórkami, nawiązującymi do mojego bloga LEKKIM PIÓREM. Bardzo dziękuję Wam dziewczyny!

Tradycyjnie największa impreza odbyła się na Facebooku z udziałem blisko 200 osób. Wszystkie przesłane życzenia sprawiły mi ogromną przyjemność. Były piękne bukiety kwiatów, torty, dziesiątki miłych słów. Każdemu starałam się podziękować z osobna, ale jeżeli kogokolwiek pominęłam – przepraszam. Raz jeszcze serdecznie DZIĘKUJĘ!

Fajniej żyć, gdy wokół jest tyle przyjaznych osób. Życzeń starczy mi przynajmniej na każdy kolejny dzień roku. Mój dawny radiowy kolega Marek Marecki jak zwykle i tym razem dał popis swojej twórczości literackiej. Aż mi dech zaparło. Posłuchajcie:

„Elu Ulubiona, w ten najważniejszy dla Ciebie dzień w roku, życzę przede wszystkim powtarzalności całego tego bogactwa uśmiechów, życzliwości, nadziei nagromadzonej dziś w życzeniach w każdym kolejnym nieurodzinowym dniu… By to, za czym najgłębiej tęsknisz, ziściło się wkrótce. By wszystkie Twoje marzenia miały status najwyżej odroczonych, a nigdy niedomarzonych… Byś każdego dnia potrafiła dostrzec piękno i na nim opierała swoje życie. Byś nigdy nie zamykała się w lęku przed nowym bólem czy rozczarowaniem. Byś ekstazą po same opuszki palców przysłaniała to co zawodzi, a na co nie masz większego wpływu… Byś nawet przez sen się uśmiechała, a uśmiech i błysk w oku już na zawsze był Twoim znakiem szczególnym:).”

Poezja. Można czytać bez końca. Dorotka napisała mi z kolei życzenia, które będą dla mnie trudne do zrealizowania, ale aktualne przez najbliższe 365 dni! A mianowicie: życzę Ci pogody ducha, abyś godziła się z tym, czego nie możesz zmienić, i odwagi, abyś zmieniała to, co zmienić możesz.

Pośród wielu, wielu życzeń były słowa, aby mi nie zabrakło pomysłów na nowe felietony, abym miała czujne oko i ostre pióro, aby z moich ust nie schodził uśmiech i oczywiście, abym dożyła 100 lat. Postaram się, może dam radę, przede mną jeszcze 55 wiosen!

Dziękuję też za wszystkie telefony i rozmowy. To był dzień pełen niespodziewanych zdarzeń, które przyniosły całą skalę emocji. Nie wszystko poszło po mojej myśli, ale widać los chciał mnie nauczyć, że warto poddać się jego sile i przyjąć spokojnie to, co przynosi. Nie jest to łatwe, ale bardzo staram się odrobić tę życiową lekcję. Pomogło mi uczucie, że w taki dzień nie dam sobie zepsuć humoru. Chciałabym z takim nastawieniem przetrwać do kolejnego 25 października. Z nadzieją otwieram ten rozdział mojego życia, który – jak w książce Browna –nazwę „Początek”.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz
foto: sesja w Łazienkach Karolina Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz