Prawdziwe święta

0

Po raz kolejny przekonałam się, że najpiękniejszy jest okres oczekiwania i przygotowywania do świąt. Sama wieczerza wigilijna jest wprawdzie punktem kulminacyjnym, ale po pierwszym nasyceniu potrawami postnymi napięcie opada, a kolejne dni to już tylko biesiadowanie lub podróż po kanałach telewizyjnych.

Święta są różne. Niby ten sam schemat, ale uczucia i klimat im towarzyszący są odmienne. Przez długi czas moje wyobrażenia świąteczne oscylowały wokół pięknej żywej choinki, wokół której siedzą w wytwornych fotelach wystrojeni dziadkowie, rodzice, a dzieci – dziewczynki obowiązkowo w słodziutkich sukieneczkach, skarpetkach z koronką i błyszczących pantofelkach, chłopcy zaś w eleganckich garniturach, rozpakowują stos prezentów owiniętych obowiązkowo różnokolorowymi szerokimi szarfami w kokardkę. Taki idealny obrazek, którym jesteśmy, co roku faszerowani w okresie świąt mocno wrył się w moją wyobraźnię. Na szczęście obudziłam się z tego snu, bo rzadko kiedy prawdziwe święta przypominały ten idealny obrazek. A to dziadek nie miał bordowego sweterka w serek, a babcia wykrochmalonego białego kołnierzyka z koronki. Nie było stosu wielkich kolorowych pudełek pod choinką. Na stole zabrakło dwunastej potrawy, a humor wujka zdominowała ość karpia.

Aż pewnego roku nastawiłam się na odbieranie wszystkiego i wszystkich takimi, jakimi są, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Przymknęłam oko na pewne przywary, które mamy tak naprawdę wszyscy. Trudno jednego dnia dokonać cudu i przemienić wszystko w bajkowy obrazek. Dobrze się przecież znamy, niemożliwością jest zmiana charakteru i przyzwyczajeń w ten jedyny wieczór. Mając takie pozytywne nastawienie, tolerancję w sercu i miłość do najbliższych, znaczenie przestał mieć bordowy sweterek dziadka w serek i wiele innych rzeczy. Rzeczywistość była może nieco szorstka, ale prawdziwa i taka domowa. Po prostu. Jak się później okazało te święta zaliczyłam do wyjątkowych z zupełnie innego powodu. Były to ostatnie święta z ukochaną mamą. Wtedy, tego wigilijnego wieczoru jeszcze o tym nie wiedziałam. Dziś mam świadomość, że stał się cud. Aprobując rzeczywistość, nabrała ona blasku. Przestałam mieć oczekiwania wobec innych, a od tamtej pory staram się mieć oczekiwania wyłącznie wobec siebie. I właśnie takich prawdziwych świąt życzę wszystkim.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz