Kulinarne oszustwa

0

Producenci nie zawsze są uczciwi, bazują często na naszej niewiedzy i nieuwadze. Czy wiecie, że używacie cukru waniliNowego a nie waniliowego? Że zamiast sardynek serwują nam szproty? A zamiast droższej pietruszki tańszy pasternak?

Nie zwracamy uwagi na szczegóły, a na tym opierają się nieuczciwi producenci. Na przykład utrzymują cenę towaru, zmniejszając jego objętość. Przykładów jest bez liku. Kiedyś standardowa kostka masła ważyła 250 g. Wystarczy prześledzić starsze przepisy kulinarne, w których dodanie masła zawsze oznaczało 250 g. Dziś przeciętna kostka masła waży 200 g, a więc stosując się do kucharskiej receptury, trzeba dokupić drugą. To samo dotyczy szamponów, kremów do twarzy itp. Wypełnione powietrzem tubki past do zębów, czy kremów do rąk – to codzienność. Prawdziwą rewolucję przechodzą opakowania. Słoiczek z grubego szkła z niewielką ilością kremu w obszernym papierowym pudełku czy wymyślne kształty słoiczków, z których trudno wydłubać zawartość – niestety jest powszechne.

Gdzie te sardynki?

Jestem smakoszką sardynek od dziecka. Pamiętam takie małe puszki z dołączonym kluczykiem, którym zwijało się wieczko. Już nie wiem czy bardziej podobała mi się technika otwierania tych puszek czy zawartość, faktem jest, że sardynki uwielbiam do dziś. Zresztą są wspaniałym źródłem przede wszystkim kwasów Omega 3, wapnia, białka i witamin.

Ostatnio w Biedronce zauważyłam jednak wielkie oszustwo. Na puszce z sardynkami (gatunkiem ryb występującym w Morzu Śródziemnym i Oceanie Atlantyckim), mniejszą czcionką poniżej napisano, że to szprot łowiony w Bałtyku. Oczywiście o wiele tańszy i nie tak wartościowy zdrowotnie. O zgrozo! 

 

Wynik moich dociekań był zaskakujący. Musiałam zrehabilitować sieć handlową za sprzedaż takiego towaru, bowiem okazuje się, że wynika to z uregulowań unijnych. Otóż „zgodnie z Rozporządzeniem Rady Wspólnoty Europejskiej, ustanawiającym normy handlowe dla konserwowanych sardynek, istnieją gatunki ryb pokrewnych (również szprot Sprattu sprattus), z których produkuje się konserwy rybne pod nazwą produktu „sardynki” pod warunkiem umieszczenia informacji z jakiego dokładnie gatunku ryby (w języku łacińskim) zrobiona jest konserwa.”

I tu sprawdza się stara metoda, że trzeba się ciągle uczyć, w tym przypadku łaciny. Szukajmy więc sardynek z napisem Sardina pilchardus. Zwykłe szprotki to Sprattus sprattus. Trzeba do tego często lupy, aby odczytać małą czcionkę, ale cóż warto, bo nic nie zastąpi smaku prawdziwej sardynki.

 

Gdzie ta wanilia?

Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że kupujemy cukier waniliNowy a nie waniliowy, nie mogłam uwierzyć. Pracując tyle lat w redakcji, dokonując korekty milionów słów, czy mogłam przeoczyć taką literówkę? Kiedy wróciłam do domu od razu sprawdziwałm w kuchennej szafce czego tak naprawdę używam. I cóż, waniliny a nie wanilii.

Cukier waniliNowy jest o wiele tańszy, syntetyczny, a więc mniej zdrowy. Nie ma również mocnego aromatu, jaki jest charakterystyczny dla wanilii. Prawdziwego cukru waniliowego warto szukać w specjalistycznych sklepach ze zdrową żywnością lub spróbować wytworzyć go samodzielnie z lasek wanilii oraz cukru brzozowego czyli ksylitolu.

Gdzie ta pietruszka?

Okazuje się również, że ze świecą szukać prawdziwej pietruszki. Jedynie w sezonie kupując korzeń z nacią, jest tego gwarancja. To, co kupujemy myśląc, że to pietruszka, jest pasternakiem. Może i równie zdrowym, ale nie tak aromatycznym i smacznym.

Nie jest łatwo rozpoznać oba warzywa, kiedy są pozbawione naci. Generalnie pietruszka jest mniejsza, ma wypukły koniec u nasady, pachnie inaczej, a w zupie jest mniej słodka i bardziej aromatyczna od pasternaka.

Jak świadczą powyższe przykłady nie zawsze wiemy co jemy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę wiedzę zdobywać i uważnie śledzić etykiety.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz