Najsłodszy mąż

0

„Słodycz” mojego męża w sposób znaczący uregulowała nasze domowe życie. Dzień został podzielony na odcinki czasowe, posiłki rozpisane co do minuty, a węglowodany stały się kluczem do sukcesu. Reżim jednostki wojskowej ma się nijak wobec tego, jakim restrykcjom poddana jest rodzina takiego „słodziaka”.

miodZnawcy tematu zapewne szybko domyślili się, że mowa o najpowszechniejszej chorobie cywilizacyjnej, czyli cukrzycy. Jeszcze do niedawna miałam mgliste wyobrażenie o tym, że taka przypadłość istnieje i ma taki dynamiczny przebieg. Od kiedy mój mąż znalazł się nagle w szpitalu z diagnozą cukrzycy typu 1, nasze życie uległo transformacji. W dużej mierze zmiana polega na unormowaniu czasu i rodzaju posiłków, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nie zamierzam jednak podchodzić to sprawy z pozycji życiowego problemu. Przeciwnie, widzę w tej całej sytuacji mnóstwo pozytywów, a pewne kwestie przedstawię w żargonie wojskowym.

Meldunek:
Co cztery godziny telefon męża wydaje sygnał o konieczności wstrzyknięcia insuliny. Na początek niezbędne jest badanie cukru we krwi za pomocą glukometru. Następuje pierwsze ukłucie w palec. Trzeba teraz przewidzieć, co się będzie jadło i w jakiej ilości, w szczególności analizując liczbę węglowodanów, bo to on nich zależy liczba aplikowanych jednostek insuliny. Ukłucie drugie – w brzuch. Po 30 minutach kolejny „wojskowy” sygnał o igłagotowości do skonsumowania posiłku. Śniadanie zakończone. Kolejne zmasowane działania rozpoczynają się w porze obiadu i w telegraficznym skrócie wyglądają następująco: sygnał z telefonu – ukłucie w palec – badanie cukru – analiza zawartości posiłku – wkłucie w brzuch odpowiedniej dawki insuliny. Baczność! Służba dyżurna, to znaczy ja, czekająca na drugi sygnał oczekuje w napięciu nad parującymi garnkami, po czym zaalarmowana telefonem, przystępuje do operacji nakładania porcji obiadowych. Jeden posiłek nie powinien dzielić duży odstęp czasu, co wzmaga poczucie odpowiedzialności. Sekwencja zdarzeń powtarza się podczas kolacji. Ostatnie działania mają miejsce w późnych godzinach wieczornych, kiedy wstrzyknięcie następuje w udo, to tzw. insulina nocna. Nakłucia w palec i badania cukru są dokonywane w każdej chwili dnia i nocy, w sytuacjach napięcia, nerwów, nieprzewidzianych reakcji organizmu. Tak jest!

Zmagania z cukrzycą przedstawiłam w pigułce, ale udowodniłam jednocześnie jak nasze życie nabrało ram, ładu i porządku. Mój mąż, jako oficer Wojska Polskiego, pomimo zakończenia służby, pełni jedną z najważniejszych swoich misji. Pozostaje w gotowości „cukrzycowej” 24 godziny na dobę oddając hołd swojemu zdrowiu. Nie ukrywam, że mazjego słodka przypadłość zdominowała nasz rozkład dnia i narzuciła reżim żywieniowy. Poza regularnością, posiłki muszą być dietetyczne z niską zawartością glikemiczną. Jadłospis jest jednym z głównych punktów rodzinnego planowania. Taki system żywienia bardzo mi służy. Z ram wyłamuje się tylko nasza dorastająca córka, ponieważ ma jeszcze przywilej jadania pełnowartościowych posiłków. Tym samym dziennie przygotowuję przynajmniej trzy dania główne, w tym dwa na dzień następny.

Konsekwencje życia z cukrzykiem są często zabawne. Kiedy dochodzi do nagłego spadku cukru i trzeba go szybko uzupełnić, mój najsłodszy staje przed szafką z cukierkami i patrzy zachłannie. Wygląda wtedy jak kilkuletni chłopiec, który może wybrać sobie w sklepie  ulubioną zabawkę, ale nie wie którą chwycić. Są również inne sytuacje. Przed rokiem nasze dziecko relacjonując pierwsze wrażenia z letniego obozu powiedziało zadowolone:

– Mamo, tato, tutaj jest kolacja, jak dla cukrzyków!
– Taka dietetyczna?!
– Nie, taka punktualna.

Kiedy córka ma ochotę na coś słodkiego, potrafi przedstawić niepodważalne argumenty w postaci:

– Czuję osłabienie. Cukier mi spada. Koniecznie muszę coś słodkiego!

Jako zagorzali przeciwnicy gazowanych napojów musieliśmy zmienić nasze przyzwyczajenia. W domu i samochodzie zawsze jest cola jako najskuteczniejszy środek przy nagłym spadku cukru, czyli hipoglikemii. Podczas dalszych podróży zawsze znajdujemy czas na większy posiłek, co w efekcie wpływa na naszą lepszą kondycję i samopoczucie. Nasza mała, rodzinna jednostka wojskowa przechodzi gruntowną rewizję po każdej wizycie męża u diabetologa. Wydawane są nowe rozkazy, następuje weryfikacja dotychczasowej taktyki, aktywizowana jest brygada logistyczna, następuje przegrupowanie jednostek zaopatrzenia.
Spocznij!

szeregowa Elżbieta Sandecka-Pultowicz

PS. Z okazji dzisiejszych imienin składam mojemu najsłodszemu mężowi Ryszardowi najserdeczniejsze życzenia dobrego poziomu nie tylko cukru, ale przede wszystkim optymizmu, samozadowolenia i humoru. Czołem!

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz