Poświąteczne okruszki

0

Święta mamy już za sobą. Minął czas gorączkowych przygotowań, nadziei, a czasami niepokojów. Ciekawa jestem, z jakimi refleksjami wkroczyliście w nowy rok. Mam nadzieję, że pełni optymizmu i nadziei. Właśnie takiego roku, pełnego dobrych zdarzeń i ludzi, nieoczekiwanych niespodzianek oraz oczekiwanych zmian wszystkim z serca życzę w 2016.

Jeszcze przed świętami nosiłam w myślach słowa redaktor naczelnej „Zwierciadła”, która życzyła wszystkim niedoskonałych świąt, za to pełnych wyrozumiałości i ciepła rodzinnego. Wiele mądrości jest w tych słowach, bo często nasze oczekiwania związane ze świętami są wielkie, a nie da się w jeden wigilijny wieczór zmienić charakterów i zwyczajów naszych najbliższych, a także sprawić, aby mówili ludzkim głosem. Zazwyczaj oczekujemy miłych rozmów, uśmiechów, wzajemnej życzliwości. Taki obrazek

swiateczne_pierogi

W przeddzień wigilii kleiłam pierogi i uszka – ulubione potrawy moich najbliższych. Karpia smażyłam dla siebie tuż przed kolacją.

doskonałej rodziny gromadzącej się przy idealnej choince, pod którą piętrzą się stosy wysmakowanych prezentów, serwują nam reklamy. Nasza rzeczywistość odbiega jednak często od tych sielskich widoków. I dobrze! Trzeba to sobie jasno powiedzieć. W każdej rodzinie wszystko przebiega tak, jak powinno, bo każda jest wyjątkowa, ma inną historię, inne emocje. Zamiast zżymać się, że „zawsze jest tak samo”, pokochajmy ją po prostu taką, jaka jest. Tylko nasza, oryginalna, niepowtarzalna i niezmienna.

Mam nadzieję, że zaczerpnęliście oddechu w te święta, naładowaliście baterie, nasyciliście się bliskością rodziny. Mnie udało się tak spędzić święta, ale duża w tym zasługa nastawienia i przyjmowania rzeczywistości w takiej postaci, jaka ona jest. Po raz pierwszy udało mi się idealnie zaplanować i samodzielnie przygotować wszystkie posiłki, których nie wyrzucałam później do kosza. Stół wigilijny nie uginał się od potraw, ale każdy otrzymał swoje ulubione danie. Planowanie, dobra organizacja, a także współpraca wszystkich domowników sprawdziły się doskonale. Przede wszystkim nie była napięcia i wybujałych oczekiwań. Może właśnie dlatego te święta zaliczę do bardzo udanych i niezwykle ciepłych.

stol_swiateczny

Wspólnie stroiliśmy stół i choinkę. Podział prac jest najważniejszy.

Z wyjątkowym nastawieniem powitałam też Nowy Rok. Przez moment siliłam się na ważne postanowienia, dalekosiężne plany i marzenia do zrealizowania. Czy jednak inna cyfra w kalendarzu może przynieść nagłe zmiany? Oczywiście, że nie. Zmiana to proces ciągły. Wymaga drobnych kroków i systematyczności, a jeszcze wcześniej odpowiedzi na ważne pytanie – czego chcę? W ten sposób w ubiegłym roku zmierzyłam się z największym kompleksem mojego życia – brakiem znajomości języka angielskiego. Chwyciłam byka tzn. język za rogi. Rozpoczęłam od nauki kilku słówek dziennie, zapisałam się na internetowe lekcje indywidualne na skype. Stawiam pierwsze kroki, a raczej słowa. Największą motywacją była moja wakacyjna podróż do Turcji. Boleśnie odczułam brak umiejętności porozumiewania się po angielsku. Po wielu nieudanych próbach postanowiłam wreszcie solidnie zabrać się do nauki. Nie ma przecież tutaj drogi na skróty. W ciągu jednego dnia czy nawet miesiąca nie da się wykonać większości postanowień, jakie często stawiamy sobie u progu nowego roku.

Życzę wam więc małych drobnych kroków w wielkiej przemianie, która będzie się dokonywać każdego dnia, bo tylko to jest gwarancją sukcesu. Wierzę, że znajdziecie w sobie siłę, aby zmierzyć się z kompleksami, jeśli nosicie je w sercu. Mam również nadzieję, że jeszcze mocniej pokochacie swoich najbliższych z ich wszystkimi przywarami, których i nam przecież nie brakuje. I z takim dobrym nastawieniem, otwarci na nowe wyzwania, a jednocześnie godzący się z tym, co przyniesie los wkraczacie w 2016.

Elżbieta Sandecka-Pultowicz

P.S. Moje wyzwanie na ten rok – więcej ruchu. Może nie zaraz maraton czy złoty medal w akrobatyce, tylko systematyczne ćwiczenia dla starszej kobiety po 40-tce.

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz