Astrolog – kim jest?

0

Postacią wielowymiarową w najkrótszym słowie. Miałam szczęście poznać w życiu bardzo zdolnego astrologa, mądrego i wrażliwego człowieka Andrzeja Jamroza. Dotarła do mnie smutna wiadomość o jego śmierci. Jego gwiazda świeci mocno w mojej pamięci. Z zawodu był reżyserem, ale swoim talentem dzielił się ze zwykłymi ludźmi, pozwalając im odegrać główną rolę w spektaklu życia. Spotkałam się z nim kilka razy. Nawet przez myśl mi nie przemknęło, aby przeprowadzić z nim wywiad, ale to właśnie on wyszedł z taką propozycją. Byłam niezwykle stremowana i długo przygotowywałam się do rozmowy. Ten wywiad ze słynnym krakowskim astrologiem przeprowadziłam w 2007 roku.

Kosmogram

Czy pojęcie astrolog można ujmować zamiennie jako jasnowidz, wróżdżkarz?

– Jasnowidzenie wiąże się z teorią, iż istnieje rozum uniwersalny oraz plan w kosmosie, w którym pewne rzeczy są już z góry zapisane. Ludzie posiadający specjalny dar docierania do wyższego pola astralnego, mają możliwość wniknięcia w to, co będzie. Małe dziecko w dniu urodzin ma zapisane, że któregoś dnia umrze. To pewnego rodzaju program znajdujący odwzorowanie w biopolu. Ktoś, kto ma w nie wgląd, odczytuje przyszłe wydarzenia w formie obrazu. Jasnowidz widzi fakty np. ach, będzie wypadek!

Należałoby w tym miejscu wyjaśnić także pojęcie prorok. Osoba również przepowiadająca przyszłe wydarzenia. Bóg nie po to jednak obdarzył ich tym widzeniem, by się spełniały, ale żeby ludzi przestrzec. Astrologia jest natomiast wiedzą zajmującą się wpływami kosmicznymi i ich oddziaływaniem na nas czyli: będzie – jeśli. Opis oparty jest na układzie planetarnym. Zatem astrologii nie utożsamia się z jasnowidzeniem.

Jak wyjaśnić wpływ planet na nasze życie?

– Istnieją, co najmniej trzy wpływy: cykl genetyczno-biologiczny (czyli to, kim jesteśmy), społeczny (gdzie ta roślina rośnie) i kosmiczny (niewidzialny). Gdyby funkcjonowały wyłącznie dwa pierwsze cykle, moglibyśmy przewidywać przyszłe wydarzenia z dosyć dużą dokładnością. Trzeci wpływ oparty jest na układach planet, z których każda tworzy jakby wiosnę, lato jesień i zimę. Planety wpływają na Słońce, a ono z kolei daje wibracje w polu elektromagnetycznym Ziemi, co zmienia nasze biopole i powoduje hormonalne pobudzenie.

Zauważono, że w momencie narodzin człowieka ma on taki, a nie inny układ planetarny i analogicznie pewne z góry zapisane cechy. Układy planetarne nie pozostają obojętne przez całe nasze życie.

Inna teoria głosi, iż wszystkie gwiazdy są naszym obrazem. Tą tematyką zajmował się Karol Gustaw Jung. Efektem synchroniczności nazwał obraz na niebie sprojektowany jako znaki zodiaku, podzielone na 12 typów ludzkich. Powstała stąd typologia dwunastkowa.

Astrologia byłaby zatem rodzajem psychologii posługującej się systemem dwunastkowym i obrazowym, mówiącej o naszych cechach. Dla przykładu układ Słońca w danym miesiącu może mieć niebagatelny wpływ na zdrowie nowo narodzonego człowieka. Inny sposób napromieniowania, a w efekcie inny sposób odżywiania matki spowoduje, iż rodzące się zimą Koziorożce, mogą mieć problemy z układem kostnym.

Czy słowa astrologa traktować należy jak receptę na życie? Jak ustosunkować się do jego wypowiedzi?

– Kiedyś posługiwałem się szczególnie kartami, by określić dla każdego człowieka, co będzie dziać się w przyszłości. Mniej opowiadałem o tzw. „kuchni”. Dziś staram się jednak tłumaczyć każdemu, kto do mnie przychodzi, mniej więcej to, co powiedziałem wcześniej. Utwierdzając tym samym, że to co mówię, nie wypływa z mojego subiektywnego odbioru. Chętnie doradzę, by ktoś udał się nawet do innego astrologa. Mając świadomość, o jakim punkcie mówi astrolog, będzie mógł porównać.

Wykreślając każdemu z osobna indywidualny kosmogram, staram się w miarę możliwości, ponieważ jest to również kwestia czasu, pokazać, że za astrologią nie kryją się jakieś tajemnice.

Co jest niezbędne przy interpretacji kosmogramu?

– Wiadomości na temat astrologii ludzie zbierali przez kilka tysięcy lat. Wiedza ta, uchodząca wszakże za naukę królewską, została zapisana w różnego rodzaju podręcznikach. Tego trzeba się po prostu nauczyć, chociaż myślenie astrologiczne jest dosyć trudne. Powiązania wymaga znak zodiaku, układ planet, tzw. system domów…, a razem jeszcze połączenia z czasem. To pewnego rodzaju myślenie pięciowymiarowe.

Kiedy przed 20 laty zaczynałem uczyć się astrologii (na poważnie zajmuję się od 10 lat) mimo, że logicznie wydawało mi się wszystko jasne, nie potrafiłem w pełni sobie tego wyobrazić. Niezbędne jest inne myślenie – myślenie w przestrzeni i równoczesne powiązanie co najmniej pięciu faktów, jeśli nie więcej. To tak, jakbyśmy wyobrazili sobie sześcian. Opisując, w którym miejscu znajduje się kulka, określamy czy jest na dnie, w pobliżu jednej ścianki lub drugiej, a sześcian ten płynie jeszcze między innymi sześcianami.

Jak trafić do dobrego astrologa, spośród wielu funkcjonujących dziś przecież naciągaczy?

– Poprzez różne instytucje skupiające ludzi zajmujących się tymi tematami. Osobiście związany jestem z krakowskim instytutem Centrum Ezoteryczne, gdzie nabyć można fachowe książki i zetknąć się z ludźmi posiadającymi pewną praktykę. Szukać należy osób mających ścisły związek z astrologią, gdyż jest ona dziedziną wiedzy. Dobrze byłoby zebrać wcześniej informacje o danym człowieku. Ważny jest pierwszy kontakt. Jeśli astrolog nie pyta o godzinę urodzenia można już mieć wątpliwości.

Kiedy astrolog może pomóc, a kiedy zaszkodzić?

– Jak każda rzecz – w dwie strony. Nożem można kroić chleb, ale również zabijać. Układy planetarne i nasze życie w ogóle polegają na tym, że negatywy i pozytywy wzajemnie się przenikają. Bez tej relacji nie byłoby życia. Astrolog jednak, podobnie jak w psychoanalizie, powinien od czasu do czasu, zrewidować siebie, czy przypadkiem nie projektuje na klientów jakiś swoich wyobrażeń, szczególnie tych negatywnych.

Nie ma, praktycznie rzecz biorąc, czysto negatywnych i pozytywnych układów. To my tylko mamy wyobrażenie, że na ziemi może być rodzaj raju. To jakby widzenie jabłka, które jeszcze jest kwiatem i wiecznie chciałoby nim być. Latem kwiat zostałby jednak spalony przez słońce, dlatego też zamienia się w owoc. Jeśli jesteśmy już owocem, to chcemy, by lato trwało wiecznie. Ale owoc zimą zamarzłby, dlatego spada na ziemię. Nie jest to może zbyt sympatyczne, choć dzięki temu, ziarno, które jest w środku zostanie przechowane. Zrozumienie tych cykli jest bardzo cenne. Każdy ma pewien plan życia. Astrologia pomaga go właściwie przeżyć i zrozumieć fazy, kiedy z kwiatka zamieniamy się w owoc.

Co widzi astrolog, poza indywidualnym układem planetarnym? Na ile świat teatru i sztuki znajduje odzwierciedlenie w jego pracy? Czy znając swą przyszłość ma szansę stać się najszczęśliwszym, pławiącym się w dostatku człowiekiem? Kto najczęściej odwiedza astrologa? Na te i wiele innych pytań w drugiej części wywiadu odpowiada Andrzej Jamróz.

Astrolog bierze pod uwagę wyłącznie układ planet czy również rysy twarzy, sylwetkę, zachowanie?

– Odbiór człowieka jest niezwykle ważny, czyniony różnymi kanałami i za każdym razem jest to inne odczucie. Jednym z najważniejszych jest kanał intuicyjno-uczuciowy oraz biopole człowieka. Ideałem byłoby znać wszystko. Np. Maria Czubryńska, znakomita wróżka, była osobą jasnowidzącą, znała doskonale tajniki astrologii, widziała aurę danego człowieka i doskonale orientowała się w chiromancji (odczytywanie z dłoni). Informacje czerpała z różnych źródeł i na tym m. in. polegał jej fenomen.

Ja, nie kryję, muszę się dokształcać. Obecnie uczę się chiromancji. Te umiejętności pozwolą mi poznać głębiej pewne niewidzialne dla naszego oka rzeczy, które są zapisywane w ludzkim ciele.

Istotną sprawą przy odbiorze jest również historia danej osoby. Często słyszę – „nie chcę wracać do przeszłości, wiem, co wtedy się wydarzyło. Pragnę poznać dzień jutrzejszy”. Tymczasem podlegamy różnym napięciom nagromadzonym często przed laty. Tę przeszłość musimy rozszyfrować, by znaleźć ugniatającą cierń i starać się ją usunąć.

Po ukończeniu polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim udał się pan na Wydział Reżyserii Teatru Operowego w Moskwie, jako reżyser teatralny był pan autorem wielu spektakli. Gdzie tu miejsce na astrologię?

– Przed laty moim celem było robienie teatru, a właściwie poznawanie człowieka poprzez takie narzędzie, jakim jest teatr. Wyobraziłem sobie, że pracując w ten sposób z ludźmi, będę mógł niemalże w laboratoryjnych warunkach poznać podświadomość i uwarunkowania człowieka. Moje pierwsze przedstawienie ukazywało właśnie przemiany człowieka od narodzin, śmierci, do nowych narodzin. Późniejsze studia w Moskwie nie były przypadkowe.

Po powrocie do kraju, pracując nad spektaklami zauważyłem, że efekt, który pragnę osiągnąć, związany jest z pracą aktora nad samym sobą. Niestety, mają oni jakby mało czasu. Wielu z nich mówi – powiedz mi, jak mam to zagrać, a ja ci to zagram. A mnie jakoś przestało to pasjonować. Interesowało mnie bardziej pokazywanie wewnętrzne impulsów i propozycji, jakie aktor sam może zaproponować. Takiego stylu nauczyłem się w Moskwie, gdzie aktor omawia z reżyserem pewne sceny, a potem samodzielnie lub wraz z asystentem opracowuje ją w szczegółach. Aktorzy ci, mają umiejętność opracowywać zadany temat, scenkę. Sami. Nie muszą mieć kogoś z zewnątrz. Na bazie tej energii reżyser układa dopiero wszystko w przestrzeni.

Drugą charakterystyczną dla mnie cechą był temat diabła. Ciągle mnie drążył i pojawiał się w moich sztukach. Zacząłem zastanawiać się nad jego istotą. Prowadziło to do głębszych analiz nad jego zachowaniem. Pasjonowały mnie nie tylko jego motywy. Z czasem trafiłem na chińską Księgę Przemian. Na jej podstawie udzielałem wsparcia swoim znajomym poprzez rzucanie monet lub patyczków z krwawnika. Powoli zagłębiałem się w kolejne tajniki.

Na ile zdobyte wcześniej doświadczenia pomagają dziś panu?

– Pomocna jest przede wszystkim ówczesna praca z aktorami. Wchodzącego do mnie człowieka widzę niejako aktorsko. Wiem, jakby go można „ustawić” w życiu, gdybym zetknął się z nim jako aktorem. Moja wyobraźnia pracuje mocno, gdy ktoś pragnie czegoś osiągnąć. Myślę wówczas, jak mógłbym nakierować go, by odegrał taką, a nie inną rolę, według pewnego scenariusza. Gramy przecież wiele ról w naszym życiu.

Nie posługuję się typowo astrologią. Dążę do jej poszerzenia. Zauważając, że człowiekowi brakuje czegoś w danym momencie, widzę jego przyszłość w sensie wpływów kosmicznych, ale widzę również, co on musi uczynić, żeby wykorzystać ten wpływ.

Pewne zdarzenia czekają nas nieuchronnie. Trudno przyjąć np. do wiadomości, że kilkuletnia miłość wygaśnie. Rozstanie przynosi często szok i depresję. Gdybyśmy przyglądnęli się „gwiazdom”, ujrzelibyśmy wpływ rozrywający ten związek. Dlaczego tak musi się dziać? Otóż na dłuższą metę ta miłość przyniosłaby o wiele więcej szkód, aniżeli radości. Zrozumieć należy, iż pewna energia została już wyczerpana i nie można kontynuować tego układu. Błogosławieństwo tego rozerwania polega na tym, że daje szansę na odtworzenie energii i przygotowanie się na nowy okres planetarny. Po burzy wygląda wszakże słońce. Niestety, nie da się uniknąć tego trudnego okresu, który jest najlepszym przygotowaniem do odbioru nowego szczęścia.

Gdybym miał możliwość, a myślę nad tym, współpracowałbym z grupą ludzi, pamiętając o tym, iż każdy wymaga innego „lekarstwa”.

A później inscenizacja? Czy to przypadkiem nie są marzenia o powrocie do teatru?

– Być może…

Czy przewidując przyszłość unika pan pewnych informacji?

Staram się mówić wszystko. Również o najtrudniejszych momentach w życiu. Wiele osób przychodzi jednak do astrologa jednorazowo, a to nie wystarczy. Podobnie, jak z masażem, który wymaga cyklicznych spotkań. Gdy ktoś pojawia się tylko raz, nie mogę ujawnić wówczas wszystkiego. Po pierwsze – mam zbyt mało czasu, a po drugie – ten człowiek może błędnie zinterpretować moje informacje. Jeśli ktoś nie chce słyszeć czegoś w danym momencie, co często się zdarza, nie mam szans na przekazanie tej wiadomości. Wracając do masażu, można rozluźnić jeden mięsień, ale inne pozostaną nietknięte. Dlatego też, staram się mówić o wszystkim, co mogą przynieść dane wpływy. Łącznie z tym, że może nastąpić strata kogoś bliskiego.

Co sądzi pan o czasopismach poruszających tematykę astrologii, np. „Wróżka”, „Gwiazdy”?

– Jest to tzw. astrologia rozrywkowa. Tamtejsze horoskopy nie mają nic wspólnego z prawdziwą astrologią. I zbyt wiele ogólników mających się odnieść do pojedynczego człowieka. Niemniej jednak dobrze, że takie pisma istnieją. Są pewnego rodzaju pierwszym stopniem w tej niełatwej dziedzinie wiedzy. Podobnie jest z wysyłanymi horoskopami.

Kosmogram z opisem interpretacyjnym jest zaledwie wyjściowym materiałem do głębokiej analizy. Okazuje się on często być trudnym, niezrozumiałym i skomplikowanym opisem. By w pełni skorzystać z „prognozy astrologicznej” trzeba się spotkać z astrologiem osobiście. I to nie raz. Niezbędne jest poznanie schematu swojego reagowania, aby go odpowiednio wykorzystać przy określonym układzie planetarnym. Przyjrzeć się, czy będzie on miał szansę na spełnienie.

Kto najczęściej przychodzi do astrologa?

– Ludzie, którzy czują, iż znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Przeżywający silną depresję i szukający panicznie wyjścia. Zamiast do psychologa, u którego trzeba się otworzyć, wybierają astrologa – on nie pyta, sam powie. Ponadto odwiedzają mnie osoby mające duże zdolności paranormalne, które pragną się niejako sprawdzić. Aktywnie, wraz ze mną, analizują każdy szczegół. Ich pociąg ku astrologii od razu się wyczuwa.

Zna pan swoją przyszłość. Nie grozi panu pewnego rodzaju obsesja – dziś dobry dzień – zły, zrobić to czy nie…?

– Dobre układy planetarne zachęcają mnie do pewnych działań. Jeżeli są nieharmonijne, zastanawiam się, jak je pokonać. Czasami sprawdzam wiele szczegółów. Rozmawiamy dziś przykładowo w pełni Księżyca. Ludzie są zwykle w tym dniu rozdrażnieni. Mają kłopoty ze snem. Zamiast tabletki trzeba, po prostu, nie spać!

Jest to jednak również czas, kiedy mamy możliwość ujrzenia czegoś szerzej. Wspomniana Maria Czubryńska bardzo lubiła pełnię. Mawiała, iż wówczas widzi więcej. Pełnia będąca wynikiem opozycji Księżyca do Słońca pozwala zaglądnąć w podświadomość ludzką.

Bardzo często wspomina pan Marię Czubryńską. Czy odegrała w pana życiu jakąś znaczącą rolę?

– Tak. Odejść od reżyserii w kierunku astrologii było pewnego rodzaju szokiem. To ona utwierdziła mnie, że warto się tym zająć. Rozmawialiśmy bardzo dużo. Była moją mistrzynią.

Znam jej system kart. Noszę się właśnie z zamiarem wydania książki na temat tarota. Miała widzenie obrazków kart tarota. Są to, niestety, niedokończone tematy. Po jej śmierci, z odległości minionych lat, zauważyłem coś ciekawego. Nie powiedziała mi nic, ponad to, o co ją zapytałem. Odpowiadała wyłącznie na te pytania, które jej zadałem. Przypominam sobie dziś, jakie były nieporęczne. Wówczas nie wiedziałem, jak je formułować. Była wyjątkową osobą…

Jak pan do niej trafił?

– W momencie, gdy ktoś nie wie, co zrobić, szuka wsparcia. Słyszałem o niej. Zapisy dokonywane były raz w roku i tyleż niemalże czekało się na spotkanie. Dużo jej zawdzięczam. Z czasem spotkania przerodziły się w wielką przyjaźń.

Byłem być może najbliżej w momencie jej śmierci. Choć przewijało się u niej setki, tysiące osób, nie wszyscy jej płacili, a ona nie żądała pieniędzy. Umarła właściwie w biedzie. Przewidywała zresztą swoją śmierć. Przeczuwała…

Odczuwa się dziś wielki powrót w kierunku astrologii? Gdzie tkwi przyczyna?

– Okazuje się, że racjonalny rozum nie potrafi wyjaśnić kilku faktów. Ludzie stawiają sobie pytania i zaczynają analizować swoje życie za pomocą astrologii, która jest wiedzą na temat niewidzialnych dla naszych zmysłów wpływów planetarnych. Astrologia uchodząca od dawna za naukę królewską, wymaga szeregu obliczeń i wyjątkowych zdolności. Dziś pomocny jest komputer. Astrologia staje się dostępna, tym samym dla wielu ludzi.

A jak z niej korzystać?

– Jest wiedzą dostępną raczej w drugiej połowie życia Człowiek musi być wyciszony i mieć silne ego. Jego wyobraźnia natomiast powinna obejmować pięciowymiarową powierzchnię.

——-

Informacji o Andrzeju Jamrozie zasięgnęłam, przed przeprowadzeniem wywiadu, od osób go znających. Wynikało, że będę miała okazję rozmawiać z osobą niezwykle interesującą, przyciągającą, potrafiącą przekonać do astrologii najbardziej zagorzałych sceptyków, szalenie ujmującą, komunikatywną, przy której czuje się „iż chce się z nią być”.

Słowa sprawdziły się, co do joty. Pomimo mojej wielkiej tremy przed rozmową okazało się, że moje obawy są bezpodstawne. To wyjątkowy człowiek, kontakt z którym pozostawia głęboki ślad. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie.

Elżbieta Sandecka
zdjęcie w zajawce pochodzi ze strony internetowej http://www.anjam.alte.pl/

ANDRZEJ JAMRÓZ

Po ukończeniu polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim udał się na Wydział Reżyserii Teatru Operowego w Moskwie. Jako reżyser teatralny był autorem spektakli na scenach wielu teatrów, a zwłaszcza nad Bajkałem w Ułan Ude, gdzie reżyserował pierwszą narodową operę dla Kałmuków.

Nic nie zapowiadało mu wielkiej astrologicznej popularności, do momentu, kiedy natknął się na I-Ching księgę chińskich wróżb. Z czasem na szali przeważył tarot, arkana astrologii i szereg innych elementów wiedzy tajemnej. Z pracy nad grupą ludzi – aktorów odbiegł na rzecz pojedynczego człowieka. W efekcie styka się z całą rzeszą ludzi, z których każdy odgrywa inną niepowtarzalną życiową rolę. Reżyseria jest arcytrudna – dotyczy losu każdego z nich.

Podczas seansu, każde słowo, celnie dobrane na podstawie wnikliwej analizy psychologicznej, wzmocnione jest gamą innych środków – gestów, spojrzeń… Tworzy to plastyczny obraz pełnego przekazu. Coraz częściej zdarza się mu z sentymentem powracać do czasów „teatralnych”. Czy na nowo odrodzą się w jego duszy? Wydaje się, że tym razem spektakl miałby wyjątkowy charakter…

P.S.

Niech jego gwiazda świeci mocno na nieboskłonie. Pamięci Andrzeja Jamroza.

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz