48 lat temu… – najtrudniejsze urodziny

0

48 lat temu, 25 października o godz. 20.35 przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała imiona Elżbieta, Krystyna. Dziś, już w okularach, siedzi przed monitorem i pisze kilka słów refleksji. W czasie swojego życia spotkała wielu dobrych ludzi, szczęście często pukało do jej drzwi, a w sercu zagościła miłość. Nie ma jednak róży bez kolców. Bywały dni smutne i zdarzenia, po których zostały blizny. Bilans jest jednak na plus!

Co roku zamieszczam ten urodzinowy tekst, ale rośnie cyfra w tytule, inne również nachodzą mnie refleksje, a same urodziny też inaczej przebiegają. I po wielu latach musiałam zmienić w czołówce fragment dotyczący okularów.:)

Tegoroczne urodziny były bardzo odmienne od tych, jakie pamiętam od wielu lat. To były najbardziej nerwowe, smutne i trudne urodziny, jakie przyszło mi spędzić w moim życiu. Złożyło się na to kilka wydarzeń, przede wszystkim przeciągająca się pandemia. Mam takie odczucie, że o ile wiosną, kiedy wszystko się zaczęło dominował strach, obawa o zdrowie i chęć poszukiwania wszelkich informacji na temat wirusa. Potem, w okresie letnim, nastąpiła lekka odwilż, można nawet powiedzieć, że pojawiło się rozluźnienie i uspokojenie.

Sytuacja diametralnie zmieniła się jesienią, kiedy koronawirus zaatakował z całą siłą i jest na wyciągnięcie ręki. To nie są już doniesienia o kimś tam, gdzieś tam zakażonym. Chorują nasi współpracownicy, sąsiedzi, członkowie rodzin. Koronawirus nie jest już odległy, ale dotyka swoimi mackami nasze najbliższe otoczenie. O jego sile mogłam się przekonać na własnej skórze. Zakazili się moi współpracownicy i mieli potwierdzone pozytywne testy na koronawirusa. Zostali skierowani na kwarantannę, a cały wydział przeszedł testy kontrolne. U mnie wprawdzie stwierdzono wynik negatywny, ale za kilka dni moje samopoczucie znacznie się pogorszyło. Przed samymi urodzinami poczułam duże osłabienie, miałam niską temperaturę na poziomie 35,6 stopni, silne bóle mięśni i lekki ból gardła. Wydawało się, że to przeziębienie, ale po trzech dniach nagle straciłam węch i smak. Moje objawy nie skłoniły jednak lekarza pierwszego kontaktu podczas teleporady (tj. teleporażki) do skierowania mnie na test. Bez gorączki, kaszlu i duszności – nie spełniałam widać kryteriów, a ponadto nie naruszałam w ten sposób kreatywnych statystyk zachorowań na koronawirusa w Polsce.

W środku tego chorowania przypadały moje urodziny. Najbliżsi starali się mi nieba przychylić. Miałam podane do stołu, jak to się mówi, przez cały dzień. Dostałam piękny bukiet kwiatów od męża oraz prezent, który sobie wymarzyłam, ale ze względu na okoliczności okazał się katastrofą. Na butelkę perfum Bottega Veneta mogłam tylko popatrzeć. I choć nie mogłam powąchać żadnej, nawet najmniejszej nuty zapachowej, poczułam ogromną miłość najbliższych. Otoczono mnie wielką czułością, troską i opieką. Z całą pewnością to był właśnie najpiękniejszy podarunek, jaki mogłam sobie wymarzyć.

W poszukiwaniu sensu życia

Czas moich urodzin przypadł również w czasie, kiedy zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Ten temat, uderzający w najbardziej intymne sprawy, nie jest obojętny dla żadnej kobiety, nie patrząc, po której stoi stronie. Dynamiczne wydarzenia związane z protestami bardzo mnie poruszyły. Powiem więcej, poczułam gniew wobec bezwzględnego i przedmiotowego potraktowania kobiet w tej sprawie. Przy obecnie dostępnych zdobyczach medycyny, nakładanie przymusu w tak indywidualnych sprawach, jak decyzja o ewentualnym usunięciu uszkodzonego płodu, jest po prostu zwykłym okrucieństwem.

Pomimo ogromnego wyczerpania zarówno fizycznego, jak i psychicznego czułam, że w te urodziny dopiero dorosłam. Nie chcę przemilczeć tematu dotyczącego możliwości usunięcia płodu z licznymi wadami genetycznymi, często nie dającymi noworodkowi na przeżycie nawet jednego dnia. Chcę wyrazić sprzeciw wobec tak drastycznego prawa. Chcę krzyczeć w dosadnym języku zrozumiałym dla decydentów.

Zrozumiałam, że mając 48 lat wyzwoliłam się z niewidzialnych więzi, poczucia grzeczności i poddawania się temu, co uchodzi, a co nie. Po raz pierwszy poczułam się w pełni kobietą. Wolną. Odpowiedzialną. Odważną. Samodzielną. Zdecydowaną. Mającą swoje prawa. Mającą swoje zdanie. Po prostu dojrzałą.

W podziękowaniu dla innych

Ten trudny czas było mi znacznie lepiej znieść, widząc ile osób zechciało umilić mi ten dzień wysyłając wiadomość na Facebooku. Ponad 200 osób przesłało piękne urodzinowe życzenia łącząc bukiety kwiatów i torty. Tyle pięknych słów, które otrzymałam od Was będą mnie trzymać na duchu co najmniej do kolejnych urodzin. Każdemu starałam się podziękować z osobna, ale jeżeli kogokolwiek pominęłam – wybaczcie. Raz jeszcze serdecznie DZIĘKUJĘ!

Najbardziej wdzięczna jestem wobec osób, które pomimo odmiennych poglądów, wzniosło się ponad podziały i wysłało mi życzenia. Bardzo to szanuję, podziwiam i wyciągnę z tego lekcję na przyszłość.

Wśród wielu przepięknych i szczerych życzeń, jak zawsze swoją oryginalnością zachwycił mnie mój dawny radiowy kolega Marek Marecki. Napisał tak:

“Elu Droga, kolejnych urodzin dzień się toczy, czego więc życzyć tym razem? Jeśli życie jest teatrem, a wierzę że coś w tym jest, to niech kolejny akt na scenie kolejnego roku życia będzie tylko taki z happy endem. Mimo dramatycznych ujęć, póz, zwrotów akcji, jakie może przynieść ten nowy rok życia. Czasu na rozwijanie pasji, przylgnięcia do tych, których kochasz, doskonałej kondycji i każdego dnia uwieńczonego uśmiechem jak laurem zwycięstwa. Niech Ci będzie jak najbardziej po drodze z tym, co przed Tobą!”.

Nie wiem, jaką rolę przydzieli mi życie w najbliższym roku, bo czas nie sprzyja planowaniu, a z optymizmem i nadzieją też jest krucho. Wiem natomiast jedno, że tegoroczne urodziny, pomimo trudów były na swój sposób dla mnie przełomowe.

Share.

About Author

Avatar

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Leave a Reply