Jesieniara i dyniara – słowa roku

0

Jesieniara i dyniara – słowa roku

Te dwa słowa królują w slangu młodzieżowym. W roku ubiegłym jako młodzieżowe słowo roku uznano jesieniarę czyli osobę uwielbiającą tę porę roku. Obecnie przebija się natomiast dyniara, jako określenie fanek wszystkiego, co z dynią związane, zarówno kulinarnie, jak i dekoracyjnie. Oba słowa mają jednak mocno negatywne zabarwienie i postanowiłam je ocieplić słownym kocykiem i jesiennym słońcem. A wówczas bez skrupułów przyznaję do tego, że jestem jesienianką, a także dynianką.

Jesień mam zapisaną w dacie urodzenia. I choćbym się wzbraniała, październikowa aura przynosi mi dużo dobrych chwil, a także wspaniałego nastroju. Po rozbieganym i gorącym lecie, przychodzi czas, kiedy z przyjemnością można zaszyć się w domowych pieleszach. Znowu rozkoszować się gorącą herbatą, a także dobrą książką. Zmienna pogoda pozwala cieszyć się kolorową jesienią w parku, ale kiedy jest wietrznie i siąpi deszcz, przyjemnie spoglądać na zewnątrz z ciepłego domu. Zachęca do kulinarnych inspiracji i nastrojowych kolacji.

Pisząc to, jestem świadoma, że właśnie w ten sposób spełniam wszystkie kryteria prawdziwej jesienary, tj. w mojej zmodyfikowanej wersji językowej – jesienianki. Doskonale wpisuję się również do grona fanek typowo jesiennego warzywa, jakim jest dynia. Od kilku lat uczestniczę w Święcie Dyni, które stało się dużą, lokalną imprezą na Bródnie. To właśnie uczestnictwo w tym wydarzeniu sprawiło, że dynia nie jest już dla mnie wyłącznie elementem dekoracyjnym, ale coraz śmielej sięgam po nią w kuchni. Obecnie jestem na etapie smakowania różnych jej odmian: piżmowej, makaronowej czy hokkaido.

Tutaj przepis na: dynię makaronową oraz dynię hokkaido.

Czas urodzin to dla mnie również moment podsumowań życiowych, a aura bardzo temu sprzyja. Tegoroczna jesień z powodu wydarzeń związanych z rozwojem koronawirusa, niestety przybiera dramatyczny przebieg. Pamiętam, jak na początku pandemii zostaliśmy zamknięci w domach. Wiosnę oglądaliśmy wówczas zza szyby, pytanie czy również jesień będziemy obserwować „zdalnie”. Ten czas każdy przeżył na swój sposób. Objawił nam nasze słabości, ale też silne strony. Pozwolił inaczej spojrzeć na swoje najbliższe otoczenie i był doskonałą okazją, aby docenić małe, drobne przyjemności. Dla mnie takim odkryciem był las.

Mieszkam w pobliżu Lasku Bródnowskiego. To 134 ha wspaniałego, zielonego terenu do spacerów. Jest tam świetna ścieżka przyrodnicza dla dzieci, która przybliża tajemnice lasu. Niedawno zaczęła się wymiana drewnianego ogrodu zabaw dla najmłodszych. Są urządzenia do świczeń i wyznaczone trasy dla biegaczy. Mnie bardzo pociąga średniowieczny gród, który świadczy o prapoczątkach Warszawy właśnie w tym miejscu. Każdy spacer kończę wokół tego grodziska, wyobrażając sobie za każdym razem, jak żyli ówcześni mieszkańcy. Warto przejść nowo wybudowanym pomostem przez bagna, którego budowę możecie obejrzeć w galerii zdjęć. Największym skarbem i atrakcją są jednak drzewa, w których zakochałam się po uszy.

Jesień jak ją ocieplić i pokochać – czytaj więcej

Czuję, że przez najbliższe miesiące, kiedy będziemy zmagać się z pandemią, las pozwoli mi nadal zaczerpnąć oddechu, nabrać sił, ukoić nerwy, uspokoić i dać nadzieję. Cała przyjemność życia zaklęta jest bowiem w drobnych przyjemnościach, uważności chwili i zdrowej refleksji. Idąc tropem młodzieżowego slangu powinnam nazywać się lasiarą, ale jak to źle brzmi! Już wolę określenie lasianka.

Ten drobny wydawałoby się niuans językowy ma jednak ogromne znaczenie. Szczególnie dotyczy to kobiet, które z nieznanej mi przyczyny umniejszają sobie w przeróżnych formach. W moim odczuciu, w słowach tych ukryta jest jakaś drwina, negatywne przesłanie, uszczypliwość do fascynatek jesiennych kocyków, herbatek i dyni. Jednak to właśnie te atrybuty są kojarzone z ciepłem, spokojem, bezpieczeństwem i kobiecością. I zamiast je pielęgnować oraz doceniać, depczemy choćby negatywnym słownictwem. Tak sobie myślę, że ten trudny covidowy czas lepiej jednak będzie spędzić u boku jesienianki, dynianki i lasianki. Jestem każdą z nich, a Wy?

Powinniśmy się wspierać w różnym zakresie, postanowiłam więc zaproponować coś dla wszystkich fanek jesieni, drzew, lasu i dyni. Jeżeli jest ktoś, kto nie ma z kim pójść na spacer, albo boi się samotnie chodzić po lesie, albo po prostu chce spędzić czas w miłym gronie – zapraszam na wspólny spacer, oczywiście z zachowaniem dystansu społecznego. Czy jest ktoś chętny?

A tak powstawała nowa kładka przez bagna w Lasku Bródnowskim w Warszawie. Galeria jest efektem licznych spacerów po lesie. 🙂

Share.

About Author

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Leave a Reply