46 lat temu…

0

…25 października o godz. 20.35 przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała imiona Elżbieta, Krystyna. Dziś, jeszcze bez okularów, siedzi przed monitorem i pisze kilka słów refleksji. W czasie swojego życia spotkała wielu dobrych ludzi, szczęście często pukało do jej drzwi, a w sercu zagościła miłość. Nie ma jednak róży bez kolców. Bywały dni smutne i zdarzenia, po których zostały blizny. Bilans jest jednak na plus!

Co roku zamieszczam ten urodzinowy tekst, ale rośnie cyfra w tytule, inne również nachodzą mnie refleksje, a same urodziny też inaczej przebiegają.

Już na kilka dni przed 25 października odwiedziła mnie moja ukochana Emilia z Pawłem, kiedyś sąsiedzi, dziś mocno z nami zaprzyjaźnieni członkowie „rodziny”. Były kwiaty, świeżo upieczone ciasto i miska pierogów. To są dopiero prezenty! Emilia zawsze pozostanie dla mnie wzorem pracowitej pani domu.

W dzień urodzin otrzymałam wiele pięknych życzeń od moich koleżanek i kolegów z pracy. Członkowie redakcji, planując prezent, uwzględnili moją pasję. Otrzymałam biblię, ale nie tę świętą, tylko dla blogerów, autorstwa Jasona Hunta. Nie wiem jakie będą skutki po jej przeczytaniu, ale na pewno będą widoczne na stronie. 😊

Przyznam, że nie lubię gotować. Owszem, zdarzają mi się kulinarne ekstazy, ale przygotowywanie codziennych posiłków domowych, jak wiecie, jest uciążliwe. Nie było więc dla mnie większej przyjemności w dniu urodzin, jak obiad w egzotycznej restauracji. Padło na kuchnię tajską. Moje danie brzmiało godnie: gaeng paneng neua, co oznacza rostbef wołowy z czerwono-orzechową pastą curry, ryżem jaśminowym, mlekiem kokosowym, ziołami i zielonym groszkiem. Do tego lampka czerwonego wina hiszpańskiego z nutą truskawkowo-wiśniową. To było rewelacyjne połączenie odmiennych smaków, skądinąd mało mi znanych. Nie podróżuję po świecie, ale ten smak pozwolił mi przenieść się tysiące kilometrów do południowo-wschodniej Azji.

Moja córka sprawiła mi drobny prezent w postaci świecy zapachowej „jesienna noc”-Yankee Candle Autumn Night oraz coś z działu mocno gospodarczego – kapcie do froterowania podłogi w moim ulubionym zielonym kolorze. Zaraz po powrocie do domu ślizgałam się po parkiecie jak dziecko. 😊

Dziękuję też za wszystkie telefony i rozmowy. Jak co roku, tradycyjnie, największa impreza odbyła się na Facebooku. Ponad 200 osób przesłało mi piękne życzenia z bukietami kwiatów, tortami, plikami banknotów, a nawet mocnym alkoholem. Wśród dedykacji znalazł się też nieznany mi hit disco-polo „Ela, Ela”. Każdemu starałam się podziękować z osobna, ale jeżeli kogokolwiek pominęłam – wybaczcie. Raz jeszcze serdecznie DZIĘKUJĘ!

To był wspaniały dzień, a każde Wasze słowo zapadało mi głęboko w serce. Będę się nimi ogrzewać przez cały rok – do kolejnych urodzin.

P.S. W przyszłym roku będę musiała zmienić tekst, bo chyba nie obędzie się bez okularów.

foto podczas letniej sesji w Łazienkach Królewskich – Karolina Pultowicz

Comments

comments

Przekaż dalej

O autorze

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz