Kultura,  Ludzie,  Miejsca

„Empuzjon” – Olga Tokarczuk w Sokołowsku

Najnowsza powieść noblistki Olgi Tokarczuk już dawno zamówiona w przedpremierowej sprzedaży. Książka nosi tajemniczy tytuł, który zapewne nabierze znaczenia dopiero po jej przeczytaniu. Autorka umieściła akcję w Sokołowsku – malowniczej miejscowości na Dolnym Śląsku. Miejsce dawnego uzdrowiska od wielu lat ściąga bohemę warszawską, ale mnie przyciągnęły tam młodzieńcze wspomnienia mojego męża. A to równie ciekawa historia…

W rytmie disco

Słynne poniemieckie sanatorium znane na całym świcie z innowacyjnych metod leczenia gruźlicy, mojemu mężowi kojarzy się tymczasem ze świetnymi dyskotekami urządzanych w latach 70-tych w „Piekiełku”, lokalu ukrytym w piwnicach wielkiego gmachu. Sokołowsko to część jego młodzieńczych wspomnień, kiedy jako mieszkaniec Wałbrzycha jeździł z przyjaciółmi na dyskoteki organizowane w stylowym ceglanym budynku dawnego uzdrowiska. Rodzinnie oboje jesteśmy związani z Dolnym Śląskiem, dlatego też to cel naszych częstych podróży (czytaj: Wakacje – pokochaj małe miasta czyli Cittaslow oraz Podróżowanie zmysłami).

W trasie do schroniska Andrzejówka znajdziemy królestwo motyli

Spotkanie po latach

Sokołowsko odwiedzaliśmy wielokrotnie, kiedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jest cichym zakątkiem warszawskiej bohemy. Przed kilku laty spędziliśmy tam kilka dni urlopowych, gdzie spotkaliśmy się z najlepszym przyjacielem mojego męża Staszkiem Bukowskim wraz z jego żoną Anną, rodowitą sokołowianką.

W środku nasi przyjaciele Ania i Staszek Bukowscy

Z wielkimi emocjami wspominali swoje szkolne wybryki, dawne sympatie i antypatie oraz najlepsze dyskoteki z najlepszymi rockowymi kawałkami odtwarzanymi z płyt gramofonowych. Przyznam, że z wielkim zainteresowaniem przysłuchiwałam się tej nieznanej mi części życiorysu mojego męża. Wiele rzeczy złożyło się więc na to, że Sokołowsko leży głęboko w naszych sercach i wspomnieniach.

Napięcie godne Hitchcocka

Dzisiejsze Sokołowsko było kiedyś częścią wielkiego majątku magnackiej rodziny Hochbergów, których rodowa siedziba mieściła się w podwałbrzyskim Zamku Książ. Kiedy skręca się z ruchliwej trasy w kierunku małej wsi ulokowanej w dolinie Gór Suchych, mija się po prawej stronie wielką polanę, nad którą górują stare drzewa, a nad nimi malownicze pagórki. Czuć dostojeństwo w tym krajobrazie, który ciągnie się spokojnie przez jakiś czas, aby za moment miło zaskoczyć.

Okolice Wałbrzycha niektórym przypominają Toskanię

Wjeżdżając głębiej, spośród bujnej zieleni wyłania się nagle niezwykłe gmaszysko, zbudowane z czerwonej cegły. Dziś jest częściowo zrujnowane, ale jego potęga i mnogość architektonicznych detali nie pozostawiają złudzeń, że musiało być siedzibą czegoś ważnego.

Słynne sanatorium doktora Brehmera w Sokołowsku

Czarodziejskie Sokołowsko

I tak rzeczywiście było. W 1855 r. w ówczesnym Görbersdorf, bo tak nazywało się Sokołowsko, zostało uruchomione pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików, w którym zastosowano nowatorską metodę leczenia klimatyczno-dietetycznego pod nadzorem dr Hermanna Brehmera.

Obiekt dawnego sanatorium zakupiła Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ i tworzy w tym miejscu Międzynarodowe Laboratorium Kultury

Dopiero później, wzorując się na dolnośląskim obiekcie, wybudowano inny słynny ośrodek leczenia gruźlicy w szwajcarskim Davos. To właśnie tam toczy się akcja najlepszej powieści noblisty Tomasza Manna „Czarodziejska góra”. Czy więc swoją najnowszą powieścią Olga Tokarczuk staje w literackie szranki?

EFEKTEM UBOCZNYM
odkrywania przeszłości jest lepsze rozumienie teraźniejszości

Akcja jej książki rozgrywa się w 1913 roku w Görbersdorfie, gdzie do miejscowego sanatorium trafia główny bohater Mieczysław Wojnicz, student ze Lwowa, który nawiązuje interesujące relacje z innymi kuracjuszami. Niech za recenzję posłuży dalsza część tytułu tej powieści: horror przyrodoleczniczy. Zapowiada się więc niezwykle ciekawie i tajemniczo.

Powieść Olgi Tokarczuk to horror przyrodoleczniczy

Kadry pisane wyobraźnią

Współczesne Sokołowsko nosi ślady dawnej świetności i luksusu. Obiekt dawnego sanatorium jest od wielu lat remontowany, ale leży nad nim jakieś fatum. Budynek kilkakrotnie ulegał pożarom, przy czym okazało się, że ich sprawcą był miejscowy strażak. Wysiłki odtworzenia blasku dawnemu uzdrowisku na szczęście nie ustają.

Malowniczo położona cerkiew św. Michała Archanioła w Sokołowsku

Najlepiej przejść się po całej miejscowości, która zaskakuje oryginalnymi budynkami, alejami i panoramą. Uwagę przykuwają pozostałości po leczniczym parku tuż przy sanatorium, którego ukształtowanie, zaaranżowane źródełka i fragmenty dawnych budowli przeznaczonych do relaksu dla kuracjuszy, pobudzają wyobraźnię. Jest jakaś magia ukryta w tych miejscach. Człowiek mimochodem nakreśla w myślach obrazy z dawnymi pacjentami, którzy kiedyś przechadzali się po tych, zaprojektowanych ze smakiem, alejach.

Urocze zakątki parku przy sanatorium

Na skraju życia i śmierci

Z opowieści przyjaciół mojego męża dowiedziałam się, że kuracje nie trwały kilkanaście dni, ale kilka miesięcy, a nawet dłużej. Zjeżdżali się tu zamożni ludzie z niemal wszystkich stron świata, aby pokonać śmiertelną wówczas chorobę, którą była gruźlica. Zdani na łaskę losu, nie znając wyników kuracji, pełni nadziei, ale też lęku o przyszłość, ulegali różnym stanom emocjonalnym.

Jakie tajemnice skrywają mury tego obiektu?

Niektórzy rzucali się sobie w ramiona, szukając ostatniej miłości, inni rozpaczali, zamykali się w sobie, albo bawili się na śmierć i życie na przekór wszystkiemu. Wzdłuż alejek były prawdopodobnie rozstawione głośniki, z których leciała muzyka, ale też wyznania miłosne i pisane w porywach serca wiersze. Ludzie przeżywali tu zawody miłosne, romanse, zdrady, gorącą miłość, ale odczuwali też czyhającą wokół śmierć. Miejsce to tętniło więc od skrajnych emocji, które dźwięczą gdzieś dawnym echem.

Kino na „Zdrowie”

Sokołowsko zawsze przyciągało nietuzinkowe osoby. W miejscowym ośrodku dr. T. Römplera gośćmi w 1910 r. byli na przykład słynni bracia Lumière, pionierzy kinematografii, którzy fotografowali ówczesne uzdrowiska. Może to nie przypadek, że to waśnie tutaj wiele lat później trafił również z rodzicami Krzysztof Kieślowski, jeden z naszych najwybitniejszych reżyserów filmowych. Jego ojciec chorował na gruźlicę, a on sam zmagał się jako dziecko z chorobą płuc.

W Sokołowsku zrodziła się pasja filmowa Krzysztofa Kieślowskiego

Kieślowscy mieszkali w Sokołowsku w latach 1951-1960, gdzie młody Krzysztof rozpoczął edukację szkolną. Mówi się, że to właśnie w miejscowym kinoteatrze „Zdrowie” zrodziła się jego filmowa pasja. Z tego powodu od 2010 r. odbywa się we wrześniu festiwal filmowy Hommage à Kieślowski, który ściąga najwybitniejszych twórców polskiego kina.

Twórcza atmosfera kinoteatru Zdrowie

Magnes dla twórców i bogaczy

Sokołowsko było też miejscem natchnienia dla innego noblisty Gerharta Hauptmanna, który wypoczywał tu w starej leśniczówce, czyniąc ją miejscem akcji swojej powieści-romansu „Wanda”. Niezwykle ciekawe jest więc, jak uda się Oldze Tokarczuk zmierzyć również z tym wielkim poprzednikiem.

Urokliwe Sokołowsko

Dzięki naszym przyjaciołom mogliśmy również bliżej przyjrzeć się współczesnemu Sokołowsku. Co ciekawe, ceny mieszkań, których stan jest często w opłakanym stanie są horrendalne i zbliżone do stawek warszawskich. Zresztą w 80 procentach to mieszkańcy stolicy są właśnie zainteresowani osiedleniem się w tym miejscu.

O takim domku marzy wielu warszawiaków i nie tylko

Nie wszystkim jednak udaje się zaaklimatyzować w tej sennej wsi o specyficznym klimacie, gdzie występują długie zimy i krótkie lata, a także silne lipcowe ulewy. Sokołowsko jest najzimniejszą miejscowością tej części Gór Suchych. Pomimo tego, niewytłumaczalna siła przyciąga tu spragnionych zdrowego powietrza, widoku rozsianych wokół pagórków i dawnej historii tego miejsca.

Tajemnica Kawiarenki „Smaków”

Całe kulinarne życie w Sokołowsku kręci się wokół Kawiarenki Smaków, jedynego na dobrą sprawę lokalu, gdzie sprzedawana jest wyborna pizza z truflami i podaje się słynny na cały region tort bezowy. Właściciele prowadzą też pensjonat „Leśne źródło”, gdzie mieliśmy przyjemność nocować.

Widok z okna pensjonatu

Mogłam przez chwilę podglądać właścicielkę przy tworzeniu swoich wyśmienitych tortów. Pani Ania tworzy swoje słodkie dzieła inspirując się muzyką francuską i być może w tym tkwi tajemnica smaku jej wypieków. Patrzyłam ciekawie na jej królestwo. Lodówki wypełnione były jajkami, a cała kuchnia misami i specjalnymi piecami do wypiekania bezowych blatów. Słuchając ciepłych piosenek Zaz, krzątała się zwinnie po swojej kuchni i widać było, że jest w swoim żywiole.

Słynny na cały region tort bezowy Pani Ani z Kawiarenki Smaków – zdjęcie ze strony na Facebooku

Pamiętam jak opowiadała, że podjęła wiele prób, aby uzyskać mistrzostwo w wypiekaniu bezowych tortów, a także skomponowaniu do nich idealnego kremu. Tego smaku nie da się opisać żadnymi słowami. To prawdziwe dzieło kulinarne warte grzechu. Kiedy zamawiam ten smakołyk, za każdym razem obawiam się, że nie zjem go w całości, a jednocześnie nigdy nie zostawiam ani okruszka.

Ciekawe, jak powieść Olgi Tokarczuk wpłynie na losy tej sympatycznej miejscowości. Mam nadzieję, że odzyska dawny blask, ale nic też nie straci ze swojej tajemniczości. Wszystko mogą odmienić kartki „Empuzjonu”.

Łatwiej lekko pisać, niż lekko przejść przez życie, ale razem jest znacznie łatwiej. Zapraszam więc do wspólnej podróży przez codzienność. Znajdziecie tu chwilę wytchnienia, dużą dawkę optymizmu i wiele inspiracji. Pokazuję jak wielką moc ma siła pozytywnego myślenia, a także jak dostrzegać efekty uboczne trudnych decyzji i niesprzyjających zdarzeń.

2 komentarze

  • Marcin

    Piękny i sentymentalny wpis 🙂 Brawo!

    PS. Niestety bracia Lumiere nie odwiedzili Sokołowska, a jedynie skandynawski fotograf który używał opatentowanej przez nich techniki fotografii barwnej…

    • ela

      Panie Marcinie, bardzo dziękuję za pozytywną ocenę mojego wpisu, ale i zwrócenie uwagi na brak pokrycia w faktach dotyczących wizyty słynnych braci w Sokołowsku. Spotkałam się w kilku miejscach z taką informacją, ale widać może to jest powielanie nieprawdziwych faktów. Na szczęście najnowsza książka Pani Olgi Tokarczuk pisze nowe legendy dla Sokołowska. 🙂 Jestem już po lekturze książki i planuję nowy wpis na blogu, w którym zamieszczę kolejną porcję zdjęć z tego pięknego miejsca.
      Panie Marcinie, obejrzałam Pana wspaniałą stronę i zdjęcia z wnętrza cerkwi z Sokołowska. Nie byłam w środku i bardzo trapi mnie czy rzeczywiście jest tam obraz przedstawiający Maryję, jej matkę Annę i babkę Emerencję, o czym pisze autorka „Empozjum”. Będę wdzięczna za informację. Pozdrawiam serdecznie!

Leave a Reply