Niedźwiedzica, szmaragdowe groby i diabeł

0

Nie jest to tytuł książki przygodowej, ale z powodzeniem oddaje jedną z moich najciekawszych przygód wakacyjnych tego roku. Nie mogąc pozwolić sobie na szaleństwa w zagranicznych kurortach szukam perełek turystycznych w Polsce. Rozsiane są w każdym zakątku kraju, ale ja podążyłam w nieznane po moim rodzinnym Dolnym Śląsku – krainie wygasłych wulkanów, zamków i pałaców, tajemniczych podziemi i fortyfikacji.

– Już po urlopie? – to standardowe pytanie w sezonie wakacyjnym pada grzecznościowo, pozwalając najczęściej nawiązać luźną rozmowę. Zdarza się jednak równie często, że pytający ma nieco inne intencje.
– A gdzie byłaś? – i tutaj następuje moment kulminacyjny, bowiem niewinne pierwsze pytanie może przerodzić się w dociekliwość, która bardzo często ustawia nas w niewidzialnym rankingu pod kątem atrakcyjności wakacyjnej podróży. Bardzo często pytający rzuca to pytanie, aby szybko przejść do meritum i pochwalić się swoim miejscem wypoczynku.

Wakacyjny ranking

Najwyższe lokaty zajmują miejsca tak pożądane jak: Bali, Malediwy, Dominikana czy Zanzibar. Równie wysokim prestiżem cieszą się nietypowe kierunki jak: Kambodża, Wietnam, Senegal czy Jordania. Niżej plasują się podróże do europejskich krajów: Włoch, Francji, Grecji czy Hiszpanii. Najniżej w rankingu zajmują takie kierunki jak: Bułgaria, Egipt czy Rumunia. Jakikolwiek wyjazd poza granice jest odbierany jako dużo lepszy, niż spędzanie urlopu w kraju. Wypoczywający w Polsce są poza rankingiem, bo kto jedzie nad zimny Bałtyk, czy oklepane i zatłoczone polskie góry?

Bo jak się nie ma tego, co się chce, to się lubi to, co się ma.

Poza schematem

Co roku przelewa się fala hejtu wobec osób wypoczywających nad Morzem Bałtyckim, tzw. rodzin 500+. Mówi się o tandetnych nadmorskich stoiskach handlowych, piwoszach i amatorach „świeżej” i drogiej rybki, a także plażowiczach rozstawiających te swoje okropne parawany. No porażka po prostu, wieś i disco polo! I jest jeszcze kategoria krajowych podróżników, którzy biorą wszystko, co po drodze. Chłoną polskie i swojskie krajobrazy, smakują regionalne potrawy i szukają atrakcji poza głównymi szlakami. Ci potrafią zachwycać się kwiecistą łąką, zwykłym lasem, czerpią z klimatu małych miasteczek i wiosek. Należę właśnie do tej ostatniej kategorii, daleko poza rankingiem. Mało kto zapyta: – A wypoczęłaś? Miło spędziłaś czas?
Przestałam już dawno mieć kompleksy, a zatem najczęściej dialog przebiega u mnie następująco:

Tylko od pozytywnego podejścia, otwartości i ciekawości zależy nasza wakacyjna satysfakcja

– Gdzie spędziłaś urlop? – tutaj następuje u pytającego chwila niepewności i podniecenia.
– W Gąsawie – odpowiadam pewnie, bez zawstydzenia, doskonale zdając sobie sprawę z następującej po tej odpowiedzi reakcji.
– Gdzie?! – z przyjemnością czekam na to dodatkowe pytanie.
– Nie znasz Gąsawy? – pytam z pełną powagą i zawsze zapada cisza, więc kontynuuję ze spokojem: – Miejsce śmierci Leszka Białego.
-Aaaa… – słyszę najczęściej, bo nikt nie lubi przyznawać się do niewiedzy. Tylko zapaleni historycy będą kojarzyć to miejsce ze śmiercią księcia, uciekającego nago na koniu. Właśnie w tym całym moim podróżowaniu chodzi o legendę, jakiś głębszy zamysł poznawczy. Bo jak się nie ma tego, co się chce, to się lubi to, co się ma. I tylko od pozytywnego podejścia, otwartości i ciekawości zależy nasza wakacyjna satysfakcja. W ciągu ostatnich lat moje dialogi wyglądały następująco:

– Gdzie spędziłaś urlop?
– W Kodrąbiu.
– Gdzie?!
– Nie znasz Kodrąbia? To gród Krysty, niekoronowanej królowej Pomorza Zachodniego.
– Aaaaa…

– Gdzie spędziłaś urlop?
– W Sokołowsku.
– Gdzie?!
– Nie znasz Sokołowska? To siedziba pierwszego na świecie szpitala przeciwgruźliczego, gdzie leczyli się słynni bracia Lumiere, gdzie rozpoczęła się filmowa pasja reżysera Krzysztofa Kieślowskiego.
– Aaaaa…

Stara Niedźwiedzica

W tym roku przypadkowo wpadłam na trop małej wioski Niedźwiedzica, skrytej wśród Gór Wałbrzyskich. Jakaś niewidzialna intuicja kazała mi zboczyć z głównego szlaku, którym podróżowaliśmy, aby zaszyć się w zacisze tej miejscowości. Może miało to związek z moim dzieciństwem. Chodziłam do przedszkola, które zorganizowano w poniemieckim XVIII-wiecznym pałacu we wsi Niedźwiedzice, gm. Chojnów.

Wioska, którą chciałam odwiedzić w gm. Walim powstała w XII wieku i wzięła imię od dawnych właścicieli. Przez długi czas działała tu kopalnia grafitu, chętnie ściągali tu też turyści i rozwijało się rolnictwo. Z zabytków można zobaczyć kościół pw. św. Mikołaja oraz krzyż pokutny z XIV wieku. Te podstawowe informacje podziałały na mnie jak magnes. Wskazywały, że kiedyś musiało tu kwitnąć życie, a z racji pobliskiej kopalni mieszkańcom dobrze się wiodło, co zazwyczaj można ocenić po wystroju kościoła. I takim tropem właśnie poszłam.

Sensacyjne odkrycie

W lipcowy gorący dzień życie na wsi płynęło leniwie. Poza wystraszonymi kotami, uciekającymi przed naszym samochodem, nie natknęliśmy się na żywą duszę. Zatrzymaliśmy się dopiero przed malutkim kościołem św. Mikołaja. Najpierw dostrzegliśmy kamienny krzyż pokutny. Stawiali je w okresie XIV-XVI wieku zabójcy, często w miejscu zbrodni. Mroczną przeszłość kamiennej bryły łagodziły kolorowe niewinne kwiaty, które rosły wokół. Jakby chciały powiedzieć, że złoczyńca dawno znalazł już odkupienie, a krzyż jedynie przestrzega innych przed złymi uczynkami.

Naprzeciw, na lekkim wzniesieniu piął się w niebo biały, mały kościół. Taki niepozorny sakralny budynek w zapomnianej wsi. Zbliżyliśmy się do wejścia i ku naszemu zdziwieniu drzwi były szeroko otwarte. Ostrożnie przekroczyliśmy próg świątyni, która wydawała się pusta. Na jednej ze ścian widać było rusztowania i powiewały duże kawałki folii. W całym kościele rozlegał się natomiast donośny głos lektora. Początkowo myśleliśmy, że to specjalne nagranie dla turystów o historii kościoła. Jakież było nasze rozczarowanie kiedy okazało się, że to fragment książki czytanej w ramach audycji radiowej. I wtedy dostrzegliśmy dwie osoby, które krzątały się w otoczeniu wiader i pędzli. Okazało się, że to fachowcy od rekonstrukcji starych fresków, którzy umilali sobie pracę słuchając radia.

Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że mamy wyjątkową okazję na własne oczy oglądać jedno z największych odkryć na Dolnym Śląsku. Niedawno podczas przygotowań do remontu kościoła, natrafiono na cenne gotyckie freski, ukryte pod grubą warstwą farby. Konserwatorzy dzieł sztuki ocenili, że pochodzą one z XV wieku i cudem przetrwały przez setki lat. Stare polichromie sprzed ponad 500 lat przedstawiają św. Krzysztofa i św. Marcina, ale pełne informacje poznamy po zakończeniu wszystkich prac. W wyniku tych odkryć zmieniło się również datowanie powstania kościoła św. Mikołaja. Do tej pory przyjmowano, że jest to XVI wiek, ale obecnie obiekt należy uznać za starszy o co najmniej 100 lat.

Nieznany stwór

Fotografując świeżo odkryte freski naszą uwagę przykuł pewien bardzo nietypowy szczegół. Na jednej ze ścian widać postać siedzącą na osiołku z gałązką na ramionach, co sugeruje (własna interpretacja) wjazd Jezusa do Jerozolimy. Najbardziej interesujące jest jednak to, co zawiera malowidło ścienne poniżej. To dziwny stworek z orlim nosem i brodą, z rogami lub czapką błazeńską, ogonem i nogami na kurzych stopach.

W żadnym razie nie wzbudza grozy, jest jak rysunek dziecka, które domalowało coś dla psikusa. W kościołach można wprawdzie znaleźć postacie diabła, ale trzeba przyznać, że ten jest wyjątkowo zabawny i oryginalny. Według mojej koleżanki Marzenki, ekspertki od życia i nie tylko, nie ma wątpliwości, że twórcy postaci Demogorgona z popularnego serialu na Netflixie „Stranger Things” inspirowali się stworem z Niedźwiedzic. 🙂

Szmaragdowe groby

Idąc tropem prawdziwych badaczy postanowiliśmy obejrzeć również pobliski cmentarz. Stara brama wydawała się zamknięta na kłódkę, ale wystarczyło ją dobrze obejrzeć, aby przekonać się, że została tu umieszczona tylko dla niepoznaki. Gołym okiem widać było, że mała nekropolia jest zadbana, a teren ładnie wykoszony. Mniejszą część zajmowały współczesne groby, natomiast na większym terenie znajdowały się nagrobki poniemieckie. Nie było śladów ich dewastacji, a wręcz przeciwnie. Mieszkańcy pozostawili je w stanie niemal nienaruszonym, bo reszty dokonał upływający czas.

Idąc wśród kamiennych pozostałości, nagle wśród trawy, coś mocno zalśniło. Zbliżyliśmy się z ciekawością do tego miejsca. Widać było zarys dwóch nagrobków, które jednak nie były wykonane z kamienia. Wokół mogił pieczołowicie ułożono duże lśniące bryły. Wyglądały jak ogromne szmaragdy i szafiry, które ustawiono na znak pamięci – może po kochających się pozagrobową miłością małżonkach?
Było to dla nas ciekawe odkrycie i czuliśmy się jak poszukiwacze skarbów. Tylko jak to możliwe, że ten cenny nagrobek przetrwał w stanie nienaruszonym tak długo?

Po powrocie do domu skonsultowałam się ze znanym złotoryjskim poszukiwaczem złota i geologiem Krzysztofem Maciejakiem. Ekspertyza – jak się mogłam domyślać – pozbawiła mnie wszelkich złudzeń. Groby otoczono dużymi bryłami kolorowego szkła, które mogło pochodzić z dawnej huty szkła w Wałbrzychu. Dla mnie, niepoprawnej romantyczki, pozostaną nadal szmaragdowe. 🙂

Wiecie teraz, jak wygląda mój tegoroczny wakacyjny dialog:

– Gdzie spędziłaś urlop?
– W Niedźwiedzicy.
– Gdzie?!
– Nie znasz Niedźwiedzicy? To miejsce, gdzie dokonano sensacyjnego odkrycia polichromii, a także śmiesznego diabła, którym mogli się inspirować twórcy Stranger Things i gdzie zakochanym stawia się szmaragdowe groby.
– Aaaaa…

Kwestia wyobraźni

I tak to jest z podróżami. Świetnie jest podróżować po słonecznych i egzotycznych wyspach, ale całkiem dużo przyjemności można zaczerpnąć z małych podróży po Polsce. Jak wspomniałam, wszystko zależy od naszego nastawienia, ciekawości, otwartości i wyobraźni. Te wspaniałe uczucia, które uwalniamy często w czasie wakacji, dobrze byłoby włączać częściej, przez cały rok kalendarzowy. A wtedy, będziemy wspaniale podróżować przez całe swoje życie.

A gdzie Wy spędziliście wakacje?

Share.

About Author

Piszę od dawna i robię to z coraz większą przyjemnością. Ukończyłam ekonomię, ale życie pokierowało moją drogę zawodową w stronę dziennikarstwa, zarówno prasowego, jak i radiowego. Stanowi ono cały mój dorobek. Przez długi czas czułam się w tym zawodzie amatorką. Dzisiaj wiem, że to moje powołanie. Spełniam się pisząc na swoim blogu.

Dodaj komentarz